Pogoda

18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

przejdź do strony zabierz mnie stąd

13.02.2016 20:40

Dobre pozycje na walentynki

Pozycje filmowe. Podobno Polki są w czołówce europejskich użytkowniczek Pornhuba, a i tak klasyczne kino ciągle bardziej nas podnieca. Co najbardziej?

Dobre pozycje na walentynki
foto: Flickr.com

Nie jesteśmy wstydliwe. Dobre sceny erotyczne są po prostu lepsze od kilkuminutowych pornosów. Facet dobiera się w nich łapczywie do swojej albo nieswojej kobiety. Krąży wokół niej, patrzy na nią. Robi coś z rękami, łapie szklankę whiskey... Ale wiemy, że zaraz położy łapska na niej.

Nie warto rozmawiać

I o to chodzi. O napięcie. Mocne momenty są klasyką kina. Filmowcy je uwielbiają i wstawiają do filmów tyle, ile mogą. Walentynki to świetny pretekst, żeby odpalić dobrego erotyka albo jeszcze lepiej - znany hollywoodzki film z dobrymi scenami. Po pierwsze, to podniecające. Po drugie, zwykle łatwiej pokazać na ekranie to, co na nas działa, niż o tym gadać. Wiadomo, że takie rozmowy bywają przereklamowane. Więc jaki film uwiedzie dziewczynę w Walentynki?

- Ja uwielbiam wszystkie, gdzie w powietrzu czuje się klimat seksu. Wiesz, że bohaterowie o tym myślą i zaraz będą to robić, w różnych konfiguracjach. Mnie to podnieca – mówi Gośka. - Tacy są na przykład „Marzyciele” Bernardo Bertolucciego. Bohaterowie olewają bunt młodzieży w 1968 rok w Paryżu, wolą siedzieć w mieszkaniu i się bzykać. Podobnie działają na mnie zmysłowe „I twoją matkę też”, „Basen” Francoisa Ozona, gdzie facet stoi nad piękną dziewczyną w kostiumie kąpielowym i widzimy jego rozsadzone fiutem majtki, i naprawdę perwersyjna „Sekretarka” Stevena Shainberga. Dziewczyna zachowuje się niegrzecznie, bo czeka na klapsy i kary od szefa. Ciepło mi się robi. Oraz, o dziwo, dobra jest „Szkoła uwodzenia”. Myślałam, że to film dla nastolatek, a naprawdę daje radę – uśmiecha się Justyna.

Oscarowy numerek

„Niewierna” jest topem topów. Bardzo dużo dziewczyn wskazuje ten film jako najbardziej zmysłowy, jaki widziały. Bohaterka romansuje z facetem, który jest w nią wpatrzony. Przeżywają świetny seks, który przypomina jej po co są mężczyźni. Czego chcieć więcej?

- Wiadomo, o co chodzi. Oglądasz mocniejszą scenę w męskim towarzystwie i siłą rzeczy przychodzi ci na myśl, jakby to było z nim, że może warto spróbować. I jesteś ciekawa, czy on myśli o tym samym. Erotyczny klimat pojawia się sam, bez ryzyka, że coś się powie albo zrobi nie tak. Przecież to tylko film – śmieje się Kasia. - Świetna jest scena z „Titanica” z Leonardo i Kate w samochodzie. Zmysłowy, fajny seks bez zastanowienia – na to mam teraz ochotę. Za nią Leo powinien mieć Oscara! A nie było nawet nominacji. I ta sama Kate Winslet w „Lektorze”, też warta zobaczenia. Fajne sceny seksu, w który wierzę i po których jestem lekko podniecona, są też w „Silverze” z Sharon Stone i Williamem Baldwinem. Zawsze głupio się czułam, kiedy oglądałam to z rodzicami. Bardzo zmysłowy jest film z ostatnich lat, który przeszedł trochę bez echa - „Witamy w Nowym Jorku” Abela Ferrary z Gerardem Depardieu. Wiem, że ten ostatni pan nie brzmi zachęcająco w kontekście seksu, ale sceny z udziałem jego i kilku pięknych modelek w podwiązkach oraz prywatne erotyczne imprezy bogatych facetów są podniecające nawet dla mnie, mimo że facetem nie jestem i zwykle kobiety na mnie nie działają.

Mleko się wylało

Jeśli ktoś jeszcze nie widział „9 i pół tygodnia”, niech się nie przyznaje i szybko to nadrobi. Sam albo z kimś, na kogo ma ochotę. - Ciśnienie seksualne, które tam jest, naprawdę wali między oczy nawet przez ekran. Pomijając, że to klasyk scen z jedzeniem owoców z ciała, stosunku w miejscu publicznym i wszystkiego, co nie jest małżeńskim misjonarzem – rekomenduje Justyna. - Panowie lubiący zapunktować klasyką, niech postawią na stół butelkę wina i pokażą dziewczynie perwersyjne „Gorzkie gody” Romana Polańskiego, dość swobodną „Nieznośną lekkość bytu” i „Ostatnie Tango w Paryżu” ze słynną sceną seksu nawilżanego masłem. Z polskich rzeczy - „Magnata” dla jednej właściwie sceny w maku, no i „Szamankę” Andrzeja Żuławskiego. Różnie ocenianą, ale mocnych scen nie można jej odmówić. Nawet, jeśli partnerka wieczoru już widziała te filmy – dobre kino powinno się podobno oglądać wiele razy, za każdym razem dostrzegając nowe smaczki. Wałkować na okrągło zmysłowe laski, którym cieknie z ust mleko? Wolę to, niż kolejną sesję „Gry o tron”.

Prawdziwy seks

Ci, który lubią oglądać na ekranie realny seks, też mają spory wybór wśród kinowych klasyków.

Zjadamy ciasteczko i je mamy: widzimy ludzi, którzy naprawdę się kochają, ale nie oglądamy pornosa, tylko artystyczne kino, które powinno się przecież zobaczyć. I robią to prawdziwi aktorzy! W zeszłym roku takim filmem był „Love” Gaspara Noé, w niektórych kinach nawet w 3D. Wcześniej świetna „Nimfomanka” Larsa von Triera. Można zobaczyć „Idiotów” tego samego reżysera. Ciekawe i mocne są też filmy „9 Songs” z 2005 roku i „Intymność” z 2001. Lżejsza formalnie, ale równie intensywna jest „Pianistka” Michaela Hanekego na podstawie prozy noblistki Elfriede Jelinek. Te filmy były pokazywane na najbardziej prestiżowych festiwalach świata. Szczególnie Cannes lubuje się w tym typie kina. Więc obejrzeć trzeba.

A potem zobaczyć jeszcze, jak potoczy się wieczór. 

Tagi: #18+ #Aleksandra Różdżyńska