Pogoda

18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

przejdź do strony zabierz mnie stąd

06.02.2016 13:13

Sypiając z rockmanem

Jak to naprawdę jest być kobietą muzyka?

foto: materiały prasowe

- Na początku najbardziej wkurzało mnie, że on tak długo śpi rano, a potem kładzie się strasznie późno, na przykład o 5. Chciałam brać udział w tych nocnych harcach, ale długo nie mogłam się przestawić. W domu wbili mi do głowy, że trzeba zrywać się wcześnie, bo inaczej marnuje się dzień. A noce to nie tylko koncerty. Wieczorem także komponował, ćwiczył i tak dalej. Swoją drogą, taki prywatny koncert, kiedy słyszysz muzykę na żywo, gotując w kuchni albo siedząc w wannie – to jest niesamowite uczucie, bardzo mi tego brakuje – mówi Dorota, która była ze znanym muzykiem przez 7 lat.

Gra o tron

- Tak naprawdę nigdy nie wiesz, co on robi po tych koncertach. Tam są fanki, które przychodzą z planem zaliczenia kolesia z zespołu. Zostają po koncercie. Niektóre naprawdę pchają się chłopakom do rozporka, sama to widziałam. Najbardziej dziwią mnie dziewczyny, które na ochotnika robią laskę facetowi, który nawet nie zna ich imienia. Nic z tego nie mają, a już na pewno odpada szacunek zespołu. Za to mogą się pochwalić koleżankom, może o to chodzi – śmieje Olga. - Kiedy po koncercie na Facebooku pojawiają się zdjęcia jakichś wydekoltowanych lasek i na każdym otagowany jest twój mężczyzna - a on mówi ci tylko, że to taka praca i musisz to zrozumieć - czujesz się dziwnie.

Yoko Ono

- Wiadomo, każdy związek powinien być oparty na zaufaniu. Ale taki z muzykiem to już w ogóle. Bez zaufania nie dasz sobie rady, gdy chłop na drugim końcu Polski koncertuje w najlepsze, nocuje u cholera wie kogo, a o 5 rano zbiera mu się na bełkotliwe rozmowy z kim popadnie. Inną sprawą jest oczywiście cały świat zewnętrzny – jeśli nie zostałaś oficjalnie okrzyknięta zespołową Yoko Ono, to na pewno usłyszysz za plecami od zazdrosnych panienek wiązankę o „rudej kurwie” albo „dziwce perkusisty”. Wiadomo, każda taka plotkara chciałaby mieć muzyka, ale jej nie wychodzi – uśmiecha się Łucja, w wieloletnim związku z artystą. - Laski nie przestaną próbować dostać się na backstage i do zespołowego busa tylko dlatego, że muzyk jest w związku. Pytanie, co facet z tym zrobi. Za to powitania po powrotach z trasy wynagrodzą każde zdenerwowanie. Poza tym nie ukrywajmy, dziewczyny muzyków rzadko są zmanierowanymi płaczliwymi mimozami – w końcu to rock’n’roll w sercu nas do nich przyciąga. Więc dajemy radę.

- Z drugiej strony, oglądasz na przykład sesję zdjęciową albo fotki z planu teledysku. I widzisz obok swojego faceta jakąś prężącą tyłek dziewczynę w samej bieliźnie i pończochach. Na następnym ujęciu on trzyma już obie łapy na jej tyłku, z miną zdobywcy. Jest ci po prostu cholernie przykro. Ciekawe, co by powiedział, gdybym to ja masowała biodra jakiegoś gołego muskularnego faceta i pochwaliła się tym na Facebooku? - zastanawia się Olga, dziewczyna rockmana. - Dystans, bez niego kobieta chłopaka z kapeli nie przeżyje tygodnia.

Wolność i swoboda

- Pamiętam, że kiedy moja ciocia dowiedziała się, że jestem z muzykiem, była przerażona. Przez ten schemat, że muzycy dymają wszystko jak leci i absolutnie nie są wierni. A to nieprawda. Oczywiście, zdarzają się ruchacze i o nich się najwięcej mówi. Ale ci, których ja znam, mają romantyczne wyobrażenie o kobiecie. Oni są honorowi, nie zdradzą właśnie dlatego, że mają to na wyciągnięcie ręki. Nie muszą uciekać się do pobocznych akcji, żeby przeżyć coś mocniejszego. Zresztą, kiedy jesteś z muzykiem, i tak musisz mieć swoje życie. Facet co chwila wyjeżdża na kilka dni. Nie każdej lasce to odpowiada. Swoją drogą, to mnie najbardziej zaskoczyło w życiu z artystą: wolność, zaufanie i brak zawłaszczenia z jego strony. Często sami chodziliśmy na imprezy. A jeśli razem – to każdy gadał z inną grupą ludzi. Wyjeżdżaliśmy osobno. On nie miał problemu z tym, że miałam swój świat, do którego go nie wpuszczałam. Wygodne, bo generalnie, kiedy nie wychodziło mu z kobietą, miał odskocznię: szedł w muzykę. Jednych twórców zerwanie paraliżuje, innych przeciwnie, inspiruje do nowych utworów. Trochę to wkurzające, ale oni tak mają – śmieje się Dorota.

Koniec imprezy

- Nie dziwię się dziewczynom, że lecą na muzyków. Zresztą fanki zespołu mojego faceta to były bardziej koleżanki niż to, co pokazują w amerykańskich filmach. Po prostu lubiły ich muzykę, jeździły za nimi. A fakt, że są kobiety, które jadą za twoim facetem przez pół Polski, a on należy do ciebie – bardziej mi pochlebiał, niż mnie martwił. Kiedy byłam z chłopakami na koncercie, balowałam z nimi i widziałam, że dziewczyny patrzą na mnie z respektem, co było miłym uczuciem – dodaje Dorota. - Nigdy nie postrzegałam wielbicielek jako rywalek. Zero zazdrości. Nie rozumiem fenomenu groupies, nigdy go nie kumałam. Te laski myślą pewnie, że widzą na scenie bogów. A to są zupełnie zwyczajni ludzie, tak samo jak inni robią zakupy w sklepie pod domem, wychodzą z psem i tak dalej. Nikt im nie bije pokłonów. Ale sama bywałam przecież wcześniej na koncertach i postrzegałam muzyków właśnie jako osoby z lepszego świata. Myślałam, że ktoś taki jest dla mnie kompletnie nieosiągany. A potem poznałam swojego mena i okazało się, że przy okazji jest muzykiem znanego zespołu. I tyle. Wrota niebieskie się nie rozstąpiły.

Selfie z gitarzystą

- Zawsze było dużo alkoholu, tego nie lubiłam. Po koncercie ktoś zespołowi stawia. Nawet, kiedy bar jest już zamknięty, znajduje się kolejna flaszka, i następna. Bo to przecież lans wypić z gwiazdą i cyknąć sobie z nią pijacką słitfocię. W takich warunkach łatwo zostać alkoholikiem. Ale umówmy się, biorąc sobie na kark pięć kredytów też szuka się odskoczni – mówi dalej. - Nam akurat to raczej nie groziło. Wiesz, jesteś z człowiekiem, który ma pasję. Dla mnie to było wspaniałe. Byłam częścią środowiska inspirujących ludzi, którzy prędzej podpalą miasto, niż zrobią coś wbrew sobie. Są poza systemem, nie znoszą kompromisów. Pomyśl, ile z nas robi w życiu to, o czym kiedyś marzyło? A tu nie można ściemniać, bo nie stworzy się dobrej muzyki. Wyobrażam sobie taką sytuację: na zewnątrz jest wojna, a mój facet siedzi sobie w studiu i gra, w ogóle tego nie zauważając. Nie musi niczego nikomu udowadniać. Ale ma to swoją cenę, nawet dosłownie. Muzycy raz mają kasę, raz są spłukani. I siłą rzeczy ty też. Jednego dnia zabiera cię na wycieczkę, bo dostał jakieś tantiemy, drugiego zajadacie chińskie zupki z najtańszymi bułami. Znajomi się dorabiają, remontują mieszkania, wy nie. Na stałe wpływy z muzyki pracuje się długimi latami. Chyba, że jesteś z gwiazdą popu, ale to temat na zupełnie inną opowieść.

Tagi: #18+ #Aleksandra Różdżyńska