Pogoda

18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

przejdź do strony zabierz mnie stąd

09.01.2016 15:30

Ta muzyka podnieca kobiety

Zła wiadomość dla organizatorów niedzielnych szkółek uwodzenia. Jest łatwiejszy sposób na dziewczyny. 

foto: 1441 / East News

Muzyka to rytm, rytm to seks. W łóżku najczęściej mężczyźni ten rytm nadają - więc kobiety nauczyły się czekać, co panowie zaproponują. A skoro rock jest świetnym narzędziem erotycznej manipulacji, trzeba to wykorzystać. Tym bardziej, że dziewczyny nie mają nic przeciwko. Jakie utwory działają najlepiej?

- Każda będzie się wyginać jak Kate Moss przy „I Just Don't Know What to Do With Myself” The White Stripes albo „Down in Mexico” The Coasters. Przy „Keep Me” The Black Keys łatwo odegrać scenę private lap dance. Facet który na to czeka, powinien o tym wiedzieć – śmieje Łucja, fanka mocniejszego grania, od kilku lat pracująca w branży muzycznej.

- Ma być po prostu mocniej, niż na potańcówce. Intensywniej. Oczywiście mówiąc o seksie w rytmie rocka nie można zapomnieć o Trencie Reznorze - „Closer” Nine Inch Nails to już standard. Tak samo Marilyn Manson i jego wersja „Tainted Love” - przy szykowaniu się na randkę pozycja obowiązkowa, pomaga wczuć się w klimat. Ze staroci oczywiście „Voodoo Child” Hendrixa - idealny kawałek do palenia blantów w łóżku. Lubię też „Feuer Frei!” Rammsteina. I Blindead.

Mocniej kochanie!

- Niektórych to zdziwi, ale moim zdaniem do seksu idealnie pasuje death metal. Odkryłam to jakiś czas temu – dodaje Łucja. - Wystarczy wsłuchać się w sekcję rytmiczną Decapitated i każdy zrozumie o co chodzi. Zresztą umówmy się, można tu wymieniać w nieskończoność. Cała muzyka tworzona jest tak naprawdę dla seksu.

Przynajmniej z kobiecego punktu widzenia. Po co się zostaje gwiazdą rocka? Przecież nie dla zysków z płyt. Najbardziej nakręcają tę zabawę kobiety, setki kobiet z którymi można się nagle przespać. To jest prawdziwa władza. Dziewczyny ją uwielbiają.

Tempo zabawy

- Chłopaki sprawiają wrażenie, jakby muzyka była nich tylko zabawą. Nie czują, jak mocno działa na nasze ciała. Mnie może w kilka sekund zachęcić do seksu albo przynajmniej wprawić w nastrój, w którym zaczynam myśleć nagle inaczej o koledze, z którym jej słucham. Reakcja silniejsza ode mnie. Może to kwestia tempa, które akurat ze mną współgra. Jeśli on wybierze dobry kawałek, tym chętniej wczuję się w jego wibracje – mówi Gosia. 

- Jeśli na przykład zaprosi mnie na niewinną pizzę i gry planszowe, a w tle puści „Staying Power” Barry'ego White'a, surowy „Fire” Bruce'a Springsteena, „Cream” Prince'a albo „Since I Don't Have You” Gunsów, a z nowszych „Madness” Muse, „Feel Like Makin' Love” D'Angelo, ewentualnie „Haunted” Stwo – pomyślę, że ma na mnie ochotę i będę bardziej otwarta na rozwój sytuacji. Nawet jeśli nie zrobi nic więcej, żeby dać mi to do zrozumienia – uśmiecha się Małgosia. - To kwestia sygnałów, bez niepotrzebnego przegadywania. Raj dla nieśmiałych facetów. Za to pole minowe dla fanów klasyki rocka – mogą niechcący uwieść laskę, którą będzie potem miesiącami domagała się, żeby zadziało się coś więcej.

Czułe słówka

- Faceci mogą nie być świadomi, ale dziewczyny prawie zawsze zakładają, że liczy się nie tylko muza, ale i tekst. I analizują go godzinami. Czy chodziło mu o to, czy o coś innego. Dlatego recepta jest banalna: wybrać słowa sugestywne, ale nie jednoznaczne. Żeby można było udać, że puściło się jakiś hipsterski kawałek zupełnie niechcący. Ci, którzy to wiedzą, wygrywają tę rundę – szepcze Laura.

- Zadziała coś klimatycznego, na przykład „Je t'aime... moi non plus” Serge'a Gainsbourga i Jane Birkin, „Fever” Elvisa – Madonna zrobiła fajny cover, „Slave To Love” Bryana Ferry'ego. Przy wolnym rozkręcaniu akcji może „Nights in White Satin” grupy Moody Blues albo coś Sade: „Kiss of Life” lub „No Ordinary Love”. „Yes Boss” projektu Hess Is More jest perwersyjny w elegancki sposób, to mój faworyt.

Hossa na parkiecie

- Lubię patrzeć na dziewczyny zza mojego małego warsztaciku pracy – mówi znajomy DJ. - Zdarzało mi się kończyć wieczór z jedną z nich. Umiem obserwować i wyławiać te z najlepszym potencjałem. Wiem, jak reagują na muzę - za to mi płacą. Na początku zaskakiwało mnie, że większość kobiet lubi tańczyć do podobnych kawałków. Wszystkie prężą się na przykład przy „Hot Dog” Limp Bizkit, zresztą przy większości ich numerów. Może to przez te wypinające tyłek laski w ich teledyskach? Nieważne, w każdym razie działa.

- Kiedy chcę wyciągnąć na parkiet te najlepsze, puszczam wszystko, co bezpośrednio nawiązuje do seksu albo - nawet lepiej - damskiej siły. One uwielbiają ją eksponować, a ja z tego korzystam. Czyli choćby tak zwane „Voulez Vous Coucher Avec Moi” wersja z „Moulin Rouge!”. Prawdziwy tytuł brzmi „Lady Marmalade”. Podobnie działa „All that Jazz” z „Chicago”, „Diamonds Are a Girl's Best Friend” w wykonaniu Marilyn Monroe, „Justify My Love” Madonny i oczywiście „I Will Survive” - coś, co zawsze zapodaję kiedy zbyt dużo chłopaków wychodzi na fajka albo do baru.

Już przy pierwszych nutach wszystkie laski wylegają na dancefloor – a za nimi kolesie, żeby pilnować swoich zdobyczy. Ha! I tak im się to nie uda. 

Tagi: #18+ #Aleksandra Różdżyńska