12.01.2018 17:47

6 przerażających miejsc w Krakowie i okolicach

Jeżeli lubicie się bać, to mamy coś dla Was! Po przeczytaniu tych historii nie będziecie już spokojnie spać.

6 przerażających miejsc w Krakowie i okolicach
foto: materiały prasowe

1. Las w Witkowicach

Mały lasek położony na obrzeżach Krakowa, na terenie dawnej wsi Witkowice, okrył się złą sławą w 2001 roku. Krakowska opowieść bije na głowę tą z filmu „Blair Witch Project”. O dziwnych zjawiskach w tym rejonie mówiło się od wielu lat, zaś okoliczni mieszkańcy trzymali się przeklętego miejsca z daleka.

Jak głosi legenda w październiku 2001 roku grupa studentów postanowiła właśnie tam uczcić początek roku akademickiego. Impreza zakończyła się jednak tragicznie - wszyscy uczestnicy zaginęli bez śladu. Dziwne zjawiska mają tam miejsce po dziś dzień. W maju 2015 roku na serwisie You Tube pojawił się kanał z tylko jednym filmem zatytułowanym „Dziwny Las Witkowice”. Podobno jego autor odnalazł nośnik z „dziwnymi materiałami” dotyczącymi wydarzeń sprzed lat.

Po sieci krążą też opowieści osób związanych z zaginionymi studentami. Oto jedna z nich:

"

Po sześciu miesiącach (od zniknięcia) straciliśmy nadzieję... Wybraliśmy się więc po raz ostatni do tego lasu, aby wypić parę piwek za naszego zaginionego kolegę. Jednak w czasie tej wyprawy wydarzyło się coś bardzo nieoczekiwanego... W pewnym momencie zobaczyliśmy w głębi lasu odblask światła. Podeszliśmy bliżej i ku naszemu zdziwieniu ujrzeliśmy odbijający się w obiektywie aparatu promień światła słonecznego. (...) Nie zwlekając, od razu wywołaliśmy film z tego aparatu. To, co zobaczyliśmy na zdjęciach, przeraziło nas, ponieważ nie mogliśmy zrozumieć tego, co tam zobaczyliśmy. Na zdjęciach ujrzeliśmy zaginionych studentów, wraz z naszym przyjacielem. "

2. Dom na Kosocińskiej, którego już nie ma

Trzypiętrowy budynek przypominający klocek, jakich pełno zbudowano w latach siedemdziesiątych. Do tej pory jest jednym z najczęściej wspominanych budynków nawiedzanych przez duchy. Miejska legenda opowiada o dwóch braciach, którzy budowali go dla swych rodzin.

W trakcie budowy bracia pokłócili się i doszło do brutalnego morderstwa. Inna wersja mówi, że była to tylko bójka, zaś jeden z braci pod wpływem emocji popełnił samobójstwo na oczach rodziny. Budowa nigdy nie została dokończona, zaś przez lata w opuszczonym domu słychać było dziwne szepty i płacz dzieci. Osoby, które w nim przebywały, bez względu na porę dnia, czuły obecność wrogiej istoty i miały wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Mówi się, że dom miał kilku potencjalnych nabywców, którzy szybko rezygnowali i uciekali w popłochu. W maju 2015 roku dom wyburzono. Stojąca nieopodal kapliczka znajduje się do dziś. Ponoć to do niej przeniosły się upiory z domu.

3. Nawiedzona szosa

Komenda Powiatowa Policji w Mielcu co jakiś czas otrzymuje zgłoszenia od kierowców, którzy na drodze wojewódzkiej nr 875, w okolicach miejscowości Biesiadka, odnaleźli na drodze ranne dziecko. Scenariusz jest zawsze taki sam.

Zakrwawiona dziewczynka zatrzymuje samochód i prosi o pomoc. Potem nagle znika. Kierowca wysiada z samochodu i próbuje odnaleźć dziecko, które prawdopodobnie w pourazowym szoku uciekło do lasu. Dzwoni po Policję i Pogotowie Ratunkowe, służby pojawiają się na miejscu, lecz za każdym razem policyjna akcja poszukiwawcza kończy się fiaskiem.

Droga wojewódzka nr 875 pomiędzy Mielcem, Kolbuszową, Sokołowem Małopolskim a Leżajskiem, okryła się złą sławą, gdy kilka lat temu w katastrofie samochodowej zginęło tam trzech mężczyzn. Do dziś w Biesiadce stoją trzy metalowe krzyże w okolicach których krąży duch zakrwawionej dziewczynki - w zależności od okoliczności z różańcem w reku lub bez. Podobno kilka razy dziewczynka wsiadła na tylne siedzenie do samochodu i poprosiła o odwiezienie do mamy. Nie było jednak widać jej odbicia we wstecznym lusterku.

4. Willa w Wieliczce

Murowany z cegły, parterowy obiekt, kryty dwuspadowym dachem pochodził najprawdopodobniej z pierwszej połowy XX wieku. We wnętrzu widoczne były liczne ślady pożaru, a nocą słychać płacz i przeraźliwe krzyki dzieci.

Tak jak w przypadku domu na Kosocińskiej obiekt kilkukrotnie próbowano bezskutecznie sprzedać, po czym wyburzono go jakiś czas temu. Makabryczna historia willi przy ulicy Dobczyckiej w Wieliczce znana jest w całej okolicy. Podobno mieszkał tu człowiek, który wykonywał nielegalne aborcje w domowych warunkach, zaś płody palił w piecu.

Jeszcze przed wyburzeniem eksploratorzy z kanału Mapa Cieni nakręcili reportaż z tego miejsca. Jesteście gotowi go zobaczyć?

5. Dom w Głogoczowie

Głogoczów to mała wieś położona około dwadzieścia kilometrów od centrum Krakowa w powiecie myślenickim. To tutaj miały miejsce przerażające zdarzenia, którymi zainteresował się nawet program „Nie Do Wiary”.

Nawiedzony dom znajduje się na uboczu i nie posiada nawet porządnej drogi dojazdowej. To tutaj wiele lat temu mieszkało małżeństwo, któremu bardzo źle się wiodło. Mąż psychopata bił i znęcał się nad żoną, maltretował ją tak długo, aż umarła. Sąsiedzi nie reagowali na jej krzyki i błagania o pomoc.

Po śmierci kobiety mąż sprzedał dom i wyjechał w nieznane. Kilku kolejnych właścicieli nie zagrzało w nim jednak długo miejsca. Jeden z nich zostawił w nim na noc dwa psy. Kiedy wrócił, znalazł je w salonie, zmasakrowane, obdarte ze skóry z wyciętymi wnętrznościami. Okoliczni mieszkańcy omijają to miejsce szerokim łukiem, ponieważ po zmroku słychać tam skowyt psów i przerażające błagania o pomoc.

6. Biała Skała w Jerzmanowiach

O ostatnich z przerażających miejsc wspominaliśmy w artykule o UFO. Tym razem bardziej kojarzone jest z działaniami pozaziemskich cywilizacji, niż klasycznym miejscem nawiedzonym przez duchy, niemniej jednak historia jest intrygująca. Czwartek, czternastego stycznia 1993 roku, mijał wyjątkowo niespokojnie: na Morzu Bałtyckim zatonął prom „Jan Heweliusz” zaś w Kolumbii doszło do erupcji wulkanu Galeras.

Nieco przed godziną 19:00 straszny błysk rozświetlił okolicę Jerzmanowa. Był tak silny, że zaskoczył turystów spacerujących po Rynku Głównym w Krakowie. Zaraz potem w okolicach skały pojawiły się dwie świecące kule, które poruszały się w zawrotnym tempie. Nagle na okolice runął grad wapiennych kamieni. Wybijały szyby, łamały drzewa i zrywały trakcję. Co dziwne wszystko co było wpięte do prądu natychmiast wybuchało lub się paliło (nawet urządzenia, które nie były załączone). Tryskały ogniem nawet niezaświecone lampy.

Kolejnym niesamowitym zjawiskiem były ognie św. Elma, które pojawiały się na krawędziach metalowych przedmiotów. Mimo starań naukowcom do tej pory nie udało się do końca wyjaśnić charakteru zdarzenia, nazywanego Incydentem Jerzmanowickim. Jednak do dziś co jakiś czas okoliczni mieszkańcy obserwują dziwne światła w tej okolicy.

Romana Makówka
Tagi: #Archiwum Tajemnic