09.02.2016 09:42

Nielegalny drift, czyli Tokio nocą

W dzisiejszych czasach drift jest szanowaną dyscypliną samochodową – należy jednak pamiętać, że wywodzi się on z ulicznych wyścigów, które wciąż odbywają się w niektórych częściach świata…

Nielegalny drift, czyli Tokio nocą
foto: kadr z wideo

W stolicy Japonii – Tokio – grupa o nazwie „Speedhunters” kultywuje starą, dobrą tradycję, która ich zdaniem zaginęłaby bez ich aktywności. Już na samym początku twórcy filmiku w imię poprawności politycznej przestrzegają o tym, by nie łamać prawa, ani nie prowokować innych do naśladowania takich zachowań na publicznych drogach. Zamiast tego sugerują, by wybrać się na najbliższy tor wyścigowy lub zamkniętą drogę:

Jeden z bohaterów opowiada, że zazwyczaj co tydzień wybiera się na tego typu przejażdżki po publicznych drogach, które jego zdaniem są niebezpieczne, ale uzależniające – w końcu czynność ta pomaga się odstresować. Ponadto twierdzi, że uliczny drift jest częścią tamtejszej kultury.

Co ciekawe, w razie złapania przez policję, nie tylko można stracić prawo jazdy, ale także pójść do więzienia. Stawka zatem jest wysoka. Paradoksalnie więc może się wydawać, że czynność narażająca na poważne konsekwencje prawne może mieć działanie odstresowujące.

W dodatku żeby pozwolić sobie na tego typu zabawy, trzeba dysponować sporym budżetem. Sam samochód odpowiednio przygotowany do tej dyscypliny sportu to nie lada wydatek. Do tego dochodzą koszty za części eksploatacyjne z oponami na czele – te przy intensywnych „treningach” trzeba wymieniać jedna po drugiej, w zatrważającym wręcz tempie.

Co ciekawe, sama historia tego sportu jest podobna do większości współczesnych dyscyplin samochodowych. Te zazwyczaj wywodzą się z właśnie z ulicznych zmagań...

Pod koniec stycznia 2016 roku producent GoPro stworzył klip z najlepszymi scenami z zawodów w drifcie. Wszystko odbywało się zgodnie ze wszelkimi wytycznymi, homologacjami, a sama rywalizacja odbywała się na odpowiednio do tego przygotowanym torze.

Tagi: #Duperele