01.07.2016 10:58

Pierwsza ofiara śmiertelna autopilota Tesli

Nowe rozwiązania nim trafią do seryjnej produkcji, muszą przejść długą drogę w fazie testowej. Jednak i to nie daje stuprocentowej gwarancji na niezawodność.

Pierwsza ofiara śmiertelna autopilota Tesli
foto: kadr z wideo

Powszechnym problemem, z którym borykają się najnowocześniejsze modele samochodów jest tzw. „choroba wieku dziecięcego”. Dlatego tak często organizowane są różnego rodzaju akcje serwisowe, które dotyczą niemalże wszystkich marek – między innymi Toyoty, Leuxsa, Nissana, VW, FCA i Tesli.

Tym razem odnotowano pierwszą ofiarę śmiertelną systemu autonomicznego. Podczas gdy tego wypadki miały miejsce już wcześniej, nigdy nie niosły ze sobą tak tragicznych skutków. Śmiertelne zdarzenie miało miejsce w Williston na Florydzie. 45-letni mieszkaniec Ohio – Joshua Brown – siedział za kierownicą swojej Tesli Modelu S. Miał włączoną funkcję autopilota w momencie, gdy 18-kołowy pojazd skręcał w lewo, zajeżdżając drogę jego w pełni elektrycznemu samochodowi. Z raportu wynika, że dach auta utknął wbity w przyczepę. 

Brown był jednym z aktywnych członków grupy zrzeszającej fanów Tesli i ochoczo wrzucał filmy z jego autem w rolach głównych na portal YouTube:

Na jednym z nich było widać jak pojazdowi udało się samoistnie uniknąć zderzenia, co nawet skomentował dyrektor generalny Tesli – Elon Musk – na swoim koncie na Twitterze:

"

Film właściciela, którego autopilot uniknął kolizji z ciężarówką. "

Sprawą pierwszego śmiertelnego wypadku spowodowanego podczas korzystania z funkcji autopilota zajęło się NHTSA (National Highway Traffic Safety Administration), które dokładniej przyjrzało się okolicznościom zdarzenia oraz samochodowi, o czym wspomnieli przedstawiciele:

"

Z informacji udostępnionych przez Teslę oraz inne źródła wynika, że śmiertelny wypadek z Teslą Modelem S z 2015 roku wydarzył się w momencie, gdy samochodem kierował zautomatyzowany system. W związku ze wstępną oceną, podjęte zostały działania mające na celu zbadanie funkcji autopilota wykorzystywanej w momencie zderzenia. "

Sprawę przeanalizowało również przedstawicielstwo amerykańskiej marki produkującej w pełni elektryczne samochody, upubliczniając własne oświadczenie na ten temat:

"

To pierwsza znana ofiara śmiertelna w wypadku. Na funkcji autopilota auta przejechały ponad 130 milionów mil. Biorąc pod uwagę wszystkie poruszające się po amerykańskich drogach samochody, przeciętnie do tak tragicznych w skutkach zdarzeń dochodzi co około 94 miliony mil, a na świecie co około 60 milionów mil. Ważne jest, by podkreślić, że działania dotychczas podjęte przez NHTSA stanowią jedynie wstępną ocenę tego, czy system działa zgodnie z oczekiwaniami. "

Sam wypadek wywołał społeczną debatę, podważającą działanie półautonomicznych oraz autonomicznych samochodów. Zdaniem Clarence Ditlow, pełniącego funkcję dyrektora generalnego w centrum bezpieczeństwa, system autopilota Tesli nie zauważył pojazdu, dlatego producent powinien przeprowadzić akcję serwisową dla aut wykorzystujących to rozwiązanie:

"

To oczywisty defekt i Tesla powinna się temu przyjrzeć. Kiedy udostępniasz funkcję autopilota, wmawiasz ludziom, że mogą na niej w pełni polegać, nawet jeśli w instrukcji obsługi są informacje o pewnego rodzaju ograniczeniach. "

Z kolei Eric Noble, prezydent CarLab Inc. nie jest oszczędny w słowach – jego zdaniem to wciąż nowa technologia i powinna być jeszcze w fazie testowej:

"

Nie ma na rynku żadnego innego producenta, który dopuściłby ludzi do korzystania z tego typu rozwiązania, bez przeprowadzenia odpowiednio karkołomnych testów pod nadzorem doświadczonych kierowców – a nie klientów – na trasie ponad 10 milionów mil. "

Co ciekawe, już wcześniej jeden z przedstawicieli Volvo bardzo mocno skrytykował system autonomiczny Tesli, twierdząc, że to produkt, który tylko udaje tak zaawansowaną technologię.

A Wy zaufalibyście funkcji autopilota w Tesli?

Tagi: #News #Tesla