19.05.2016 14:54

A co, gdyby Ryan Gosling był kierowcą Ubera?

Jeden z tych obrazów, który nie powinien doczekać się sequela. Ktoś jednak wpadł na rozwiązanie, które byłoby dobrym pomysłem na „Drive” w komediowym wydaniu.

A co, gdyby Ryan Gosling był kierowcą Ubera?
foto: kadr z wideo

Nabiera to jeszcze więcej sensu zważywszy na ostatnie role Ryana Goslinga. Aktor pojawił się u boku Russella Crowe'a w sensacyjniaku „Nice Guys. Równi goście”, gdzie humor jest bardzo istotnym elementem całości. Kreacja w nagrodzonym Oscarem „Big Short” również była potraktowana z lekkim przymrużeniem oka.

Co prawda Nicolas Winding Refn swego czasu powiedział, że kontynuacja „Drive” nigdy nie powstanie, a postać Kierowcy może co najwyżej pojawić się w zupełnie osobnej filmowej opowieści. Jednak, gdyby reżyser usłyszał o pomyśle pewnego z internautów, to być może zmieniłby zdanie. Refnowi daleko do kina komediowego, ale istnieje szansa, że dla tego scenariusza spróbowałby swoich sił w nowym dla niego gatunku.

Bohater jest mistrzem kierownicy - nie ma sobie w tym równych, dlatego zaczyna pracę dla Ubera. Bycie kierowcą dla przestępców to już przeszłość, trzeba ułożyć sobie życie na nowo, a dorywcza praca tego typu (cóż, że zabiera mu 15 godzin dziennie) to coś na dobry początek. Ta robota też przecież stawia przed kierowcą równie wiele niebezpiecznych i ekscytujących wyzwań. Kiedy jedna z młodych pasażerek po spożyciu zbyt dużej ilości alkoholu musi zwymiotować, to trzeba dodać gazu do dechy. Przyśpieszony puls i adrenalina gwarantowane.

Skąpane w neonowych kolorach miasto dostarcza wrażeń - trzeba kupić frytki dla przewożonych osób czy czekać pół godziny na klienta, który obiecuje być w aucie w przeciągu kilku chwil. Tylko najlepsi mogą uzyskać dużo gwiazdek przyznawanych przez pasażera za pomocą aplikacji. Wszystko to nie lada wyzwanie. Co z tego, że zarobki są tak niskie, że trzeba mieszkać w swoim samochodzie i odżywiać się chrupkami? Ale takie jest już to parszywe miasto...

Co do faktycznych informacji o kontynuacji „Drive”, to spekulacje na ten temat zaczęły się w momencie, gdy na półkach księgarń wylądowała powieść „Driven” autorstwa Jamesa Sallisa, którego poprzedni tytuł stał się przyczynkiem do nakręcenia filmu z Goslingiem. Pisarz wyznał, że Hollywood jest zainteresowane ekranizacją jego nowej powieści, jednak do dnia dzisiejszego nic się nie wydarzyło w tej kwestii.

W „Driven” Kierowca przyjął nazwisko Paul West i otworzył nowy rozdział swojego życia w Phoenix. Wracając do domu ze swoją narzeczoną został razem z nią napadnięty przez dwóch oprychów. Paul wyszedł z tego cało, ale dziewczyna zmarła. Bohater szuka miejsca, gdzie mógłby się pogrążyć w żałobie, jednak los nie daje mu szans na ten luksus.

Robert De Niro przygotowując się do roli w „Taksówkarzu” zdobył prawdziwą licencję i jeździł taryfą po Nowym Jorku. Uber niedawno zakupił 100 000 Mercedesów klasy S, być może Ryan Gosling będzie kierowcą jednego z nich?

Jak Wam się podoba pomysł na „Drive” w komediowym wydaniu?

Robert Skowronski
Tagi: #Drive #Duperele