10.01.2018 11:50

Catherine Deneuve broni prawa mężczyzn do flirtowania: „Natarczywe czy niezręczne próby uwodzenia nie są zbrodnią.”

Legendarna francuska aktorka wraz ze 100 innymi kobietami ze świata kultury i sztuki podpisały otwarty list, nazywający akcję #metoo „polowaniem na czarownice” i „nowym purytanizmem”.

Catherine Deneuve broni prawa mężczyzn do flirtowania: „Natarczywe czy niezręczne próby uwodzenia nie są zbrodnią.”
foto: kadr z wideo

„Świat oszalał!” zdają się krzyczeć przedstawicielki francuskiej kultury i sztuki, które podpisały list otwarty w obronie mężczyzn i ich prawa do uwodzenia, opublikowany w dzienniku Le Monde. Wśród nich znalazła się jedna z najsłynniejszych aktorek francuskich – Catherine Deneuve, a także psycholog Sarah Chiche, krytyk sztuki Catherine Millet, aktorka i pisarka Catherine Robbe-Grillet, pisarka Peggy Sastre i dziennikarka Abnousse Shalmani.

Francuzki krytykują w liście akcję #metoo jako zamach na wolność seksualną. Twierdzą, że mężczyźni mają prawo podrywać i flirtować, nawet jeśli są w tym nieudolni. Jak czytamy:

"

Gwałt jest zbrodnią. Ale nawet natarczywe czy niezręczne próby uwodzenia już nie – tak jak bycie szarmanckim nie jest atakiem macho. "

Autorki listu nie negują wskazywania gwałcicieli i obnażania przypadków takich, jak wieloletnie karygodne zachowanie Harvey’a Weinsteina. Żal im jednak mężczyzn, takich jak James Franco, Stan LeeKevin Spacey, Dustin Hoffman, Geoffrey Rush czy wokalista Suicide Silence oraz wielu innych, którzy zostali ukarani za szybko i zbyt dotkliwie za narzucanie się kobietom.

"

Mężczyźni są karani natychmiast, zmuszani do porzucenia pracy, podczas gdy wszystko, co zrobili to złapanie kogoś za kolano lub próba skradnięcia pocałunku. "

twierdzą podpisane pod listem Francuzki. Uważają, że skutki kampanii zapoczątkowanej przez hollywoodzkie aktorki są katastrofalne i publiczne upokarzanie mężczyzn niewiele różni się od upokarzania kobiet molestowaniem.

Codziennie wypływają bowiem oskarżenia wobec mężczyzn, którym zdarzyło się kiedyś zachować niestosownie, za co płacą dziś swoimi karierami i wszystkim, co w życiu osiągnęli. Co w jednym z ostatnich wywiadów skrytykowała też Meryl Streep. Dlatego też Francuzki nazywają akcję #metoo „polowaniem na czarownice” i krytykują ją za wprowadzanie „nowego purytanizmu”, podżeganie nienawiści wobec mężczyzn i zagrażanie wolności seksualnej – tak cenionej we Francji.

"

Co zaczęło się jako wyzwolenie kobiet i oddanie im prawa głosu, dziś stało się czymś zupełnie odwrotnym – zastraszamy ludzi, by mówili „właściwie”, zakrzykujemy tych, którzy nie wpasowują się w schemat, a te kobiety, które nie zgodziły się ugiąć do nowej rzeczywistości, są uważane za współwinne i zdrajczynie (…) To szaleństwo pomaga tylko wrogom wolności seksualnej – religijnym ekstremistom i najgorszemu rodzajowi reakcjonistów. "

Trudno nie zgodzić się z tymi słowami, patrząc na to jak skrytykowani zostali Matt Damon, Marilyn Manson czy Morrissey za próby trzeźwej oceny sytuacji. Teraz po raz pierwszy „modę na molestowanie” grupowo, ostro i otwarcie skrytykowały kobiety, co pokazuje różnice w mentalności Europejek (a w szczególności Francuzek) i Amerykanek oraz – przede wszystkim – to, że każdy kij ma dwa końce.

Jakie konsekwencje poniesie Catherine Deneuve i reszta podpisanych pod listem kobiet za tak odważne słowa? Ile pomyj zostanie wylanych na ich głowy w mediach społecznościowych i nie tylko? O tym przekonamy się zapewne BARDZO szybko…

Czy zgadzasz się z listem Francuzek?

Natalia Hluzow
Tagi: #Catherine Deneuve #francuskie kino #metoo