30.11.2017 10:20

Daniel Day-Lewis tłumaczy, dlaczego porzuca aktorstwo: „Kreatywne życie jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem”

Jeden z najwybitniejszych współczesnych aktorów w czerwcu 2017 ogłosił, że zdecydował się przejść na aktorską emeryturę. Teraz tłumaczy swoją decyzję. 

Daniel Day-Lewis tłumaczy, dlaczego porzuca aktorstwo: „Kreatywne życie jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem”
foto: kadr z wideo

Daniel Day-Lewis to jeden z tych aktorów, o których śmiało mówi się artysta. Trzykrotnie nagrodzony Oscarem za kreacje aktorskie w filmach „Lincoln”, „Aż poleje się krew” i „Moja lewa stopa”, grywał nie tylko w hollywoodzkich produkcjach, lecz przede wszystkim na deskach teatrów. Na dużym ekranie debiutował w 1984 roku w filmie „Bunt na Bounty”. Od zawsze słynął nie tylko z wielkiego talentu dramatycznego, lecz także z rozwagi, z jaką wybierał wszystkie swoje role. Do historii kina przeszli kreowani przez niego bohaterowie: Tomasz z „Nieznośnej lekkości bytu”, Sokole Oko z „Ostatniego Mohikanina”, Rzeźnik z „Gangów Nowego Jorku” czy Gerry z filmu „W imię ojca”.

Kiedy w czerwcu 2017 ogłosił, że zamierza przejść na aktorską emeryturę, złamał serca wielu kinomanów. Bo choć stosunkowo rzadko pojawiał się na ekranie i od ilości zawsze bardziej cenił sobie jakość, jego zejście ze sceny pozostawi lukę, którą bardzo trudno będzie komuś wypełnić. W ostatnim wywiadzie dla magazynu „W” tak skomentował swoje obwieszczenie:

"

Wiem, że to nietypowe dawać takie oświadczenia. Ale chciałem narysować tę linię. Nie chciałem wsiąknąć w kolejny projekt. Całe moje życie przebąkiwałem o tym, jak powinienem skończyć z aktorstwem i nie wiem, dlaczego teraz to było inne, ale impuls, by to rzucić zagnieździł się we mnie i stał się przymusem. To było coś, co musiałem zrobić. (…) Czy czuję się lepiej? Jeszcze nie. Czuję wielki smutek. Ale to chyba właściwe uczucie. Jak dziwnie byłoby, gdyby był to po prostu radosny krok w nowe życie. Interesowałem się aktorstwem odkąd skończyłem 12 lat i wtedy wszystko, co nie było kinem – tą skrzynką światła – było schowane w cieniu. Kiedy zacząłem, to było ja zbawienie. Teraz, chcę odkrywać świat w inny sposób. "

Ostatnim filmem, w którym zobaczymy Daniela Day-Lewisa, będzie nowy obraz Paula Thomasa Andersona pt. „Nić widmo” (co stanowi koszmarnie brzmiące, acz dokładne tłumaczenie tytułu „Phantom Thread”), gdzie wcieli się w rolę słynnego krawca Reynoldsa Woodcocka żyjącego w Londynie w latach 50. XX wieku. W wywiadzie udzielonym magazynowi „W” po raz pierwszy od ogłoszenia światu, że żegna się z aktorstwem, wyjawił, że wpływ na jego decyzję miała właśnie ta rola:

"

Przed zrobieniem tego filmu nie wiedziałem, że zamierzam przestać grać. Często z Paulem żartowaliśmy, zanim zrobiliśmy ten film. I nagle przestaliśmy żartować, bo obaj byliśmy przytłoczeni poczuciem smutku. To wzięło nas z zaskoczenia: Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co powołujemy do życia. Ciężko było z tym żyć. I ciągle jest. "

nić widmo

Aktor często zastanawiał się nad rezygnacją z aktorstwa, jednak zawsze znalazł się jakiś scenariusz, twórca lub postać, która była w stanie przekonać go do podjęcia kolejnej roli. Tym razem jednak Daniel Day-Lewis postanowił pożegnać się na dobre.

"

To nie jest tak, że była jakaś klątwa związana z tym filmem, inna niż odpowiedzialność, jaką niesie ze sobą kreatywne życie, które jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem. Nigdy nie możesz ich rozdzielić aż do dnia Twojej śmierci. To rzecz, która Cię karmi i zżera; daje Ci życie i jednocześnie Cię zabija. "

W związku z całą sytuacją, aktor zdecydował też, że nie obejrzy swojego ostatniego filmu. Jak tłumaczy:

"

To, że nie chcę zobaczyć tego filmu jest związane z decyzją, którą podjąłem odnośnie zakończenia pracy jako aktor. Ale to nie dlatego pojawił się smutek, który nie chce mnie opuścić. To pojawiło się podczas opowiadania tej historii, nie wiem dlaczego. (…) Boję się używać nadużywanego słowa „artysta”, ale jest w tym coś z odpowiedzialności artysty, która nade mną ciążyła. Muszę wierzyć w wartość tego, co robię. Praca może być witalna. Nawet porywająca. I jeśli publiczność w to wierzy, powinno mi to wystarczyć. Ale ostatnio tak nie jest. "

Wielu kinomanom nie wystarczy natomiast tylko ta jedna nowa rola Daniela Day-Lewisa, jednak wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam to zaakceptować. Aktora w jego ostatniej roli w filmie „Nić widmo” będziemy mogli zobaczyć już 23 lutego 2018 roku.

Natalia Hluzow
Tagi: #Daniel Day-Lewis #News