07.09.2017 12:37

Mark Hamill chciał zagrać złego Luke'a Skywalkera w „Ostatnich Jedi”

Mark Hamill od 40 lat kojarzony jest głównie z jedną rolą - Luke'a Skywalkera. Aktor wyznał, że w VIII epizodzie kosmicznej sagi, chciałby wystąpić w roli złego bliźniaka protagonisty „Gwiezdnych wojen”.

Mark Hamill, Gwiezdne wojny
foto: EstNews/Anthony Devlin

Jedna rola przeważyła na karierze młodego, nikomu nieznanego chłopaka o nazwisku Mark Hamill. 40 lat temu wcielił się w prostolinijnego chłopaka o złotej czuprynie z zadupia galaktyki i na zawsze przylgnęła do niego łatka Luke'a Skywalkera. Oczywiście to świetna postać i znakomita kreacja aktorska, ale Hamill najwyraźniej ma dość szufladkowania. Po „Gwiezdnych wojnach” grał w różnych filmach i serialach, a nawet podkładał głos w filmach animowanych i grach wideo, ale większość zawsze będzie kojarzyć go z synem Dartha Vadera. Kiedy Hamill ogłosił, że pojawi się w VII części kosmicznej sagi, fani oniemieli z zachwytu. Niestety fabuła „Przebudzenia Mocy” nie skupiała się na Skywalkerze. To znaczy skupiała w tym sensie, że pozytywne i negatywne postacie szukały zaginionego Mistrza Jedi. Luke'a we własnej widzowie zobaczyli dopiero pod koniec filmu. Kiedy główna bohaterka Rey (Daisy Ridley) wręczyła mu miecz świetlny, na ekranie pojawiły się napisy końcowe, a fani na dwa lata zostali pozostawieni jedynie z domysłami.

Szansę na bliższe przyjrzenie się podstarzałemu Skywalkerowi mieliśmy przy okazji promocji nadchodzącego epizodu „Gwiezdnych wojen”. Ostatnio pojawiła się też okładka z Hamillem w roli głównej. Poza tym wizerunek aktora jest obecny również w październikowym wydaniu magazynu „Empire”. Na jego łamach artysta zdradził, jakie miał nadzieje dotyczące „Ostatnich Jedi”.

"

O rany! Z przyjemnością zagrałbym mojego własnego złego bliźniaka. To byłoby świetne, bo można by nie ujawniać widzowi, że to jest Zły Luke, dopóki nie pojawiłby się ten prawdziwy. Moglibyśmy oglądać tego gościa, sekretnie podkładającego kłody pod nogi dobrym postaciom, może nawet zabiłby jednego z kluczowych bohaterów przy wszystkich i oni by krzyczeli: „Co jest grane? On zwariował”. A wtedy oczywiście pokazałby się dobry Luke. "

Jak widać, pragnienie zerwania łatki „harcerzyka” jest u Hamilla bardzo silne. Od czasów pierwszej trylogii dość często wcielał się w negatywne postacie. Wystarczy, chociażby przywołać Jokera, za którego od lat podkłada głos, lub Trickstera z oryginalnego i obecnie nadawanego serialu „The Flash. Już potwierdzono, że „Ostatni Jedi”, będą strukturą nawiązywać do „Imperium kontratakuje”. Wiemy, że Rey odnalazła Luke'a, który zostanie jej mentorem. Być może podczas treningu wyjdą negatywne cechy bohatera, który wiele lat spędził na odludziu. Na to musimy poczekać do 14 grudnia 2017 roku.

Sam pomysł ze złym bliźniakiem jest niestety nietrafiony. Luke ma już bliźniaczkę - Leię. Oczywiście można by wprowadzić zagubionego trojaczka, ale scena narodzin dzieci Anakina i Padme została ukazana w „Zemście Sithów i nie było w niej mowy o żadnym trzecim bobasie. W grę zawsze mógłby wchodzić zły klon, ale ten wątek został już poruszony w książce z 1993 roku „The Last Command. Póki co, Hamill musi zagryźć zęby, ale kto wie, może zły klon Luke'a pojawi się w IX epizodzie „Gwiezdnych wojen”

Sergiusz Kurczuk
Tagi: #Gwiezdne wojny #Mark Hamill #News