06.10.2017 14:01

„Blade Runner 2049”, reż. Denis Villeneuve [RECENZJA]

Nowy „Blade Runner” to kino, za którym się tęskni. Po pierwsze dlatego, że rzadko ogląda się dziś takie filmy, po drugie – że kiedy już się je obejrzy, ciągle chce się do nich wracać. 

„Blade Runner 2049”, reż. Denis Villeneuve [RECENZJA]
foto: kadr z wideo

W oszczędności środków, których używa, by te emocje wyrażać, jest zresztą bardzo zbliżony do swojego poprzednika, a zarazem kolegi z planu - Harrisona Forda. I nie jest to jedyna nić łącząca starego i nowego „Blade Runnera” (nie wspominając już o fabule). Niemal w każdym kadrze i w każdym dźwięku można dostrzec hołd złożony oryginalnemu „Łowcy Androidów”. I choć film Villeneuve’a powstał w zupełnie innych czasach niż film Scotta, wciąż można dostrzec w nim pewną nostalgię za stylistyką lat 80., co sprawia, że obydwie części tworzą naprawdę piękną i spójną całość. W tym miejscu nasuwa się więc często zadawane pytanie - czy można obejrzeć Blade Runnera 2049 bez oglądania pierwszej części? Odpowiedź brzmi: można. Tylko po co? Skoro traci się tym samym połowę przyjemności z seansu...

blade runner - recenzja 8

Aby więc nie pozbawiać Was przyjemności do reszty, na tym zakończę swój wywód, bo tak naprawdę wszystko, co można napisać o warstwie fabularnej „Blade Runnera 2049”, może być spoilerem. A nie miałabym serca psuć seansu nikomu, kto czeka na ten film choć w połowie tak, jak czekałam na niego ja. 

foto blade runner 1

Moje oczekiwania zostały spełnione. I to nie dlatego, że na ekranie zobaczyłam konkretne zwroty akcji i wydarzenia, których już wcześniej się spodziewałam. Zostały spełnione, bo „Blade Runner 2049” należy do tego rzadkiego gatunku filmów, których się nie ogląda, a które się przeżywa i zostawia w głowie na zawsze.

Premiera filmu już dziś – 6 października 2017 roku (i data ta wcale nie jest przypadkowa!). Na ekranie zobaczymy Ryana Goslinga, Harrisona Forda, Jareda Leto, Robin Wright, Anę de Armas i Sylvię Hoeks.

Ocena: 5/5

Natalia Hluzow