23.02.2017 11:57

Bodom [RECENZJA]

Ognisko w środku mrocznego lasu, a przy nim grupka nastolatków opowiadająca sobie straszne historie. Gorzej, gdy jedna z nich okazuje się być prawdziwa.

foto: materiały prasowe

Inspiracją dla twórców były prawdziwe wydarzenia - jedna z głośniejszych spraw fińskiej kryminalistyki, czyli masakra nad jeziorem Bodom z 1960 roku. Wówczas nieznany sprawca przy pomocy noża pozbawił życia troje z czwórki obozowiczów. Jedna osoba przeżyła, ale w jej pamięci nie ostało się nic co by było przydatne policji w ujęciu mordercy. Według legend nad jeziorem Bodom, gdzie doszło do zbrodni, wciąż grasuje psychopatyczny zabójca. Mijają dekady, a grupka kolejnych czterech nastoletnich śmiałków postanawia sprawdzić czy w mrożącej krew w żyłach opowieści kryje się prawda, czy to po prostu kolejna miejska legenda?

Ukształtowanie terenu Finlandii sprzyja tworzeniu mrocznej historii i uwięzieniu bohaterów pod konarami wysokich drzew. Wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, gdy młodzi bohaterowie wzajemnie nakręcają się opowieścią o kryjącym się przy tafli jeziora mordercy. Nie pomaga nawet wypalenie kilku skrętów i porządne hausty mocnego alkoholu. Każdy szelest liści, dźwięk łamanej gałązki, fala uderzająca o brzeg zmieniają się w donośny sygnał, że w pobliżu może czaić się niebezpieczeństwo. 

Napiętą atmosferę buduje nie tylko skąpany w mroku rozjaśnianym światłem księżyca skandynawski krajobraz. Panu Aaltio skomponował niepokojącą, przestrzenną muzykę, która potęguje strach. „Bodom” działa zarówno w sferze wizualnej z pięknymi zdjęciami i audialnej działającej na doznania widza.

Nie ma co zbytnio odsłaniać szczegółów opowiedzianej na ekranie historii. Gdyż Taneli Mustonen przygotował kilka fabularnych twistów, choć co bardziej oswojeni z gatunkiem kina grozy widzowie powinni dać radę je przewidzieć. Wystarczy wspomnieć, że dwóch chłopaków zabiera nad tytułowe jezioro dwie swoje koleżanki. Jedna z nich nosi w sobie traumę spowodowaną napiętnowaniem przez rówieśników po tym, jak jej nagie zdjęcia wyciekły do sieci. Z kolei jeden z młodzianów jest pasjonatem tragedii z 1960 roku i ma swoją hipotezę na temat przebiegu wydarzeń z tamtej nocy. Historia nie odbiega szczególnie od schematów innych slasherów, zalicza też kilka logicznych potknięć i uproszczeń, ale estetyczna otoczka ratuje całość.

Gatunek stojący mordercami z bronią białą w ręku wydaje się już do cna wyeksploatowany. „Bodom” co prawda nie stanowi rewolucji, ale jest slasherowym powiewem świeżości mogącym służyć jako drogowskaz dla innych twórców poruszających się w tej materii.

 Ocena: 3/5

„Bodom” będziecie mogli obejrzeć w różnych kinach w całej Polsce w ramach festiwalu Fest Makabra.

Tagi: #Recenzje