21.12.2017 11:22

„Fanatyk”, reż. Michał Tylka [RECENZJA]

Czy ekranizacja pasty o wędkarzu będzie królem kin, jak lew jest król dżungli? Czy twórcom należy się ranga SUM? Widzieliśmy najbardziej oczekiwany w internecie film roku i już wiemy.

„Fanatyk”, reż. Michał Tylka [RECENZJA]
foto: Maciej Koprowicz/Antyradio.pl

Tak zwany mainstream ma wyraźny problem z adaptacją tak zwanej kultury internetu.  Memy, pasty, czany – wytrawni użytkownicy sieci doskonale czują ten klimat, ale kiedy o tych zjawiskach próbują mówić tradycyjne media, jak prasa czy telewizja, wypada to żałośnie. Nieporadnie sklecony słowniczek młodzieżowego slangu, wydrukowany w jednym z magazynów, a ostatnio poważne dyskusje w telewizji śniadaniowej nad słowem „odjaniepawlić” zostały obśmiane przez polskich internautów i same stały się memami.

Szeroko pojęte „drukowanie internetu” nigdy nie wychodziło do tej pory dobrze. Ale może lepiej z tym sobie poradzi kino? Pasty, czyli absurdalne historyjki rozpowszechniane w formie komentarzy na portalach, forach i w mediach społecznościowych często mają tak rozbudowaną i wciągającą fabułę, że aż proszą się o sfilmowanie. O ekranizacjach „paściarze” pisali i marzyli od lat. Wreszcie ich oczekiwania się spełniły i opowieść z internetowego undergroundu przebiła się do głównego nurtu. Ale czy „anony”, czyli użytkownicy imageboardów typu chan, portali w rodzaju wykop.pl i facebookowych grup, takich jak „Jak będzie w akapie” i „Sekcja past” na pewno czegoś takiego oczekiwali?

Stało się – pasta trafiła na wielki ekran, co jest zapewne unikatem w skali świata. Historia o wędkarzu, znana też pod incipitem „Mój stary to fanatyk wędkarstwa” to z pewnością najbardziej znana polska pasta, która doczekała się niezliczonych wersji i przeróbek – od fanatyka leczo po fanatyka niczego. Pomysł jej ekranizacji wyszedł od reżysera Michała Tylki, który do współpracy zaprosił autora oryginalnej historii, kryjącego się pod nickiem Malcolm XD. Twórcy uzyskali niemały grant na realizację krótkometrażówki, część budżetu pokryli z internetowej zbiórki na Polak Potrafi, zaangażowali znanych polskich aktorów. Nic dziwnego, że „Fanatyk” był najbardziej oczekiwanym filmem w polskim internecie w ostatnich latach. Może nawet bardziej, niż „Ostatni Jedi”. Nowa część „Star Wars” podzieliła fanów uniwersum i przeczuwam, że film o wędkarzu może tak samo podzielić środowisko paściarzy.

Przez każdą minutę oglądania tego około półgodzinnego filmu ma się dojmujące wrażenie niewykorzystanego potencjału. O ile pasta jest takim – jak mawiają internauci – złotem, że dosłownie każde jej zdanie wywołuje atak śmiechu, to film „Fanatyk” jest, brutalnie mówiąc, za mało śmieszny. Nasłuchiwałem reakcji widowni w warszawskiej Kinotece na pokazie premierowym – naliczyłem może kilka wybuchów śmiechu. Jak na ekranizację najśmieszniejszej historyjki w polskim internecie to zatrważająco mało.

I może tak miało być – twórcy postanowili zrobić z absurdalnej, purnonsensownej pasty film typu „śmiech przez łzy”, coś z ambicjami „Wesela” Smarzowskiego albo „Dnia świra” Koterskiego. Osiągnięciu tego celu posłużyło znaczne rozbudowanie charakterystyki anona, narratora pasty, którego nie tylko poznajemy z imienia, ale także dowiadujemy się więcej o jego życiowych problemach. Pod koniec filmu twórcy wprowadzają zaskakujący plot twist, którego w paście nie ma, a który drastycznie zmienia wymowę filmu. Wielbiciele oryginału mogą być zatem mocno rozczarowani takim zabiegiem.

Ale nawet rozpatrując „Fanatyka” w kategoriach poważnego filmu na ważny temat, to i tak zawodzi. Dydaktyzm bije po oczach i jest dość naiwny. Przesłanie sprowadza się do łopatologicznego wykładu: „Nie zaniedbuj rodziny, dużo rozmawiaj z dziećmi/rodzicami, bo możesz mieć problemy”. Jasne, to bardzo pozytywny „mesydż”, godny pochwały, ale można go było przemycić do, było nie było, komedii z większym wdziękiem.

Przez ten czasem zbyt poważny ton „Fanatyk” stracił wiele z ducha oryginalnej pasty, która mogła dawać do myślenia w pewnych aspektach, ale przede wszystkim była absurdalną historyjką, napisaną dla rozrywki internautów. Film wydaje się skrojony bardziej pod gusta „normików” niż anonów. Z dialogów zniknęło kilka soczystych cytatów, który zna każdy rówieśnik narratora filmu – nie było „super prezentu ku*wo” ani „ takie tam inby odpie*dalał”. Nie było nawet „tak go za tego suma znienawidził”. Co warto zauważyć, film nie trzyma się chronologii pasty – wydarzenia znane z oryginału pojawiają się na ekranie w zmienionej kolejności. A niektórych nie ma w ogóle – nie uświadczymy na przykład grzywny za szkalowanie ani, hm, puszczania bąków w lesie.

Ale, paradoksalnie, może to i lepiej, że Malcolm XD jako autor scenariusza nie potraktował swojego oryginalnego dzieła ze zbytnim nabożeństwem. W tych momentach, w których „Fanatyk” wiernie trzyma się tekstu pasty, dialogi wypadają sztywno i nienaturalnie. „Czanmowie” jednak daleko do żywej codziennej mowy. Kultura internetu znów okazała się nieprzetłumaczalna na język innego medium. Może twórcy sami to zauważyli i nie epatowali aż tak bardzo odniesieniami czytelnymi tylko dla anonów – choć jeśli wiecie, co oznacza słowo „odjaniepawlać”, to zrozumiecie sens gagu z ceną wędkarskich gazetek w kiosku.

Fabuła nieuchronnie wymusiła konieczność zaangażowania do filmu aktorów starszej daty i w średnim wieku. Jak poradzili sobie z internetową historyjką? Całkiem nieźle. Kiedy ogłoszono, że wędkarza zagra Piotr Cyrwus, wielu kręciło nosami. Pan Piotr, znany najbardziej z roli Ryszarda Lubicza z „Klanu” wypadł całkiem przekonująco, choć jego postać mimo wszystko nie jest aż tak wulgarna i ekspresyjna, jak ojciec z pasty. Szkoda. Tamten wydaje się skończonym maniakiem i furiatem, ojciec-Cyrwus zdaje się nieco normalniejszy, mimo że z każdego kąta jego domu przerażająco łypią ślepiami rybie atrapy, a pół mieszkania zawalone wędkami najgorsze.

Perełkami są epizody słynnych aktorów. Marian Dziędziel, którego wielu „fanatyków Fanatyka” widziałoby w roli ojca, wypadł rewelacyjnie jako hehe Zbyszek. Warto odnotować udział Jana Nowickiego jako jednego z kolegów tytułowego bohatera. Szkoda, że na ich tle blado wypadli młodzi aktorzy. Łukasz Szczepanowski jako starszy syn fanatyka nie miał wiele do zagrania i nie bardzo widać sens umieszczenia tej postaci (której, co istotne, w paście nie było). Mikołaj Kubacki jako anon o bardzo „creepy” spojrzeniu też nie przekonywał – główny bohater powinien być bardziej udręczony, niż znudzony akcjami swojego starego. Tego cierpienia na jego twarzy trochę zabrakło.

Ale żeby być sprawiedliwym, cierpienia nie było też na twarzy widzów. Choć „Fanatyk” rozczarowuje i oglądając go nie da się oprzeć wrażeniu niewykorzystanego potencjału, to tak zwanej „żeżuncji” też nie ma. Po seansie podsłuchałem rozmowę dwóch widzów.

- I jak ci się podobało?

- No, najważniejsze, że ten film w ogóle powstał.

Idealne podsumowanie. „Fanatyk” jest ważnym filmem nie ze względu na walory artystyczne czy komediowe, ale z powodu swojego popkulturowego znaczenia. Fenomen, który zrodził się na „czanach” i „wypokach” dziś dyskutowany jest w wielkich stacjach telewizyjnych i opisywany w tygodnikach opinii. Cokolwiek byśmy myśleli o „drukowaniu internetu”, to spotkania kultury sieci z mainstreamem zawsze są fascynujące, choć pierwsza strona wie o drugiej wszystko, a druga o tej pierwszej nie wie prawie nic. „Fanatyk” to z pewnością dopiero początek. Anony zostały na chwilę wyciągnięte z piwnic w światło reflektorów – pytanie tylko, czy naprawdę tego chcą i potrzebują.

Ocena: 5/10

IMG_0766

Sprawdźcie, gdzie i kiedy można obejrzeć film „Fanatyk”.

Maciej Koprowicz
Tagi: #Fanatyk #Film #Recenzje