14.12.2017 11:29

„Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi” reż. Rian Johnson [RECENZJA]

Długo wyczekiwany VIII epizod „Gwiezdnych Wojen” w końcu trafił do polskich kin. Czy film „Ostatni Jedi” sprostał oczekiwaniom wiernych fanów kosmicznej sagi? 

„Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi” reż. Rian Johnson [RECENZJA]
foto: materiały promocyjne

Na wstępie muszę się przyznać, że bałem się pisania tej recenzji. Wszystko przez to, że nie za bardzo podobał mi się VII epizod. Byłem przekonany, że nowa trylogia „Star Wars” nie sprosta moim oczekiwaniom i będę zmuszony uznać film „Ostatni Jedi” najwyżej za średniaka. Należę do tych osób, które wychowały się na oryginalnych filmach serii, więc patrzę na kolejne części sceptycznie i podchodzę do nich z większą dozą krytycyzmu. Na szczęście moje wątpliwości rozwiały pierwsze sceny filmu. Pierwsze minuty potwierdziły doniesienia z planu, porównujące VIII epizod do „Imperium kontratakuje”. Cały film w zasadzie jest „Imperium kontratakuje” do kwadratu. Historia została stworzona z bardzo podobnych elementów, co V epizod „Star Wars”, ale na tyle umiejętnie je wymieszano, że powstała zupełnie nowa jakość, łącząca to, co najlepsze z oryginalnej serii ze świeżymi pomysłami.

Ostatni Jedi

„Ostatni Jedi” to opowieść o pokorze i pysze, lojalności i zdradzie, zwycięstwie i klęsce, miłości i nienawiści. Skrajności są ze sobą scalone za pomocą dobrze napisanego scenariusza. Niczym filmowa Moc, fabuła spaja ze sobą dwie strony tej samej monety. Film Riana Johnsona ukazuje ciągłe balansowanie pomiędzy jasną i ciemną stroną, nie tylko Mocy. Wahanie, rozdarcie i niepewność to motyw przewodni tej części „Gwiezdnych Wojen”. Film potrafi zaskoczyć i niejednokrotnie zwycięstwo przeskakuje z jednej strony konfliktu(ów) na drugą. „Ostatni Jedi” rozstrzyga pytania, które pojawiły się w „Przebudzeniu Mocy”, ale nie wszystkie. Wiele z nich zostawia bez odpowiedzi i rodzi kolejne, których rozwiązanie przyniesie zapewne IX część.

W porównaniu do trylogii prequeli nowe epizody są robione jako hołd złożony dla oryginalnych filmów z serii „Star Wars”. W „Przebudzeniu Mocy” pojawiło się wiele odniesień do poprzednich częsci, ale „Ostatni Jedi” to wręcz laurka dla starej sagi, fanów oraz zmarłej przed rokiem Carrie Fisher. Zapewnienia ekipy, że film odda cześć aktorce wcielającą się w Leię, nie były pustymi frazesami. Należy również wspomnieć o innych bohaterach, znanych ze starej trylogii, którzy również powrócili po latach. Najważniejszym jest oczywiście grany przez Marka Hamilla Luke Skywalker. Bohater przez wiele lat bardzo się zmienił. Niewinny i naiwny chłopiec z Tatooine dawno zniknął. W postaci Luke'a nadal widać charakterystyczne cechy tej postaci, jednak mroczna historia odcisnęła swoje piętno na jego duszy. 

Ostatni Jedi

Nowi bohaterowie: Poe Dameron, Finn i przede wszystkim Rey oraz Kylo Ren zostali odpowiednio poprowadzeni. Postacie miały okazje nabrać wiatru w żagle i pokazać, na co je stać. Tkwi w nich duży potencjał i mają duże szanse na godne zastąpienie bohaterów znanych ze starych „Star Wars”. Nowością w gwiezdnej sadze są elementy humorystyczne. Oczywiście zabawne sceny występowały w poprzednich filmach, ale po raz pierwszy pojawiły się momenty ściśle komediowe, niekiedy wręcz slapstickowe. Poczucie humoru zyskał również Luke, który potrafi rozładować napięcie żartem nawet w najgorszej sytuacji. Nowe stworzenia i planety bardzo dobrze wpisują się świat stworzony przez George'a Lucasa. Tak, nawet Porgi! Mimo wszechobecności w zwiastunach, w filmie pojawią się rzadko i wcale nie są irytujące.

Ostatni Jedi

Historia została dobrze przemyślana, walki zarówno w przestrzeni kosmicznej, jak i na miecze świetlne nie nudzą, a rozterki głównych bohaterów nie wywołują uśmiechu zażenowania, jak w większości komercyjnych hitów. Twórcom udało się dokonać rzeczy bardzo trudnej - w bardzo dużym stopniu oddać ducha starych dobrych „Gwiezdnych Wojen”. Nie wiem, czy to kwestia nowego reżysera („Przebudzenie Mocy” reżyserował J. J. Abrams), powrotu Luke'a Skywalkera, czy może coś zupełnie innego, ale „Ostatni Jedi” naprawdę mi się podobał. Do tego stopnia, że po wyjściu z kina miałem ochotę po raz pięćsetny obejrzeć starą trylogię „Star Wars” i z niecierpliwością czekam na IX epizod. 

Ocena: 8/10

Sergiusz Kurczuk
Tagi: #Adam Driver #Carrie Fisher #Daisy Ridley #Gwiezdne wojny #Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi #Mark Hamill #Rian Johnson #Star Wars