01.01.2018 20:42

„Korona królów” - odc. 1, 2 [RECENZJA]

Polska odpowiedź na  „Grę o tron” okazała się raczej średniowieczną wersją „Klanu”. Jak prezentują się pierwsze dwa odcinki serialu TVP 1 „Korona królów”?

„Korona królów” - odc. 1, 2 [RECENZJA]
foto: kadr z serialu Korona królów

Na premierę najnowszej produkcji TVP 1 czekało wielu widzów, których można podzielić na kilka grup. Jedni, rzeczywiście zainteresowani pierwszym w polskiej telewizji serialem opierającym się na wydarzeniach historycznych, inni kierujący się zwykłą ciekawością oraz tacy, którzy z góry zakładali, że „Korona królów” okaże się porażką. Złośliwcy przekornie nazywali produkcję polską „Grą o tron”, a po premierze zwiastuna, Internet zalały memy dotyczące serialu. Powiem szczerze, że sam zaliczałem się raczej do tej trzeciej grupy, bo trailer nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia. 

Historia Polski nie jest moją mocną stroną, ale twórcy serialu przewidzieli, że część widzów może nie mieć problem z kontekstem historycznym i oba odcinki, niczym kolejne epizody „Gwiezdnych Wojen”, zaczynają się planszą wprowadzającą widza w fabułę. Historia przedstawiona w „Koronie królów” nie jest jednak zbyt skomplikowana. Władysław Łokietek (Wiesław Wójcik), aby umocnić swoją pozycję w oczach Krzyżaków, postanawia wydać jedynego żyjącego syna - Kazimierza (Mateusz Król), za córkę litewskiego księcia. W ten sposób zawiązuje sojusz z pogańskim państwem. W zasadzie od tego momentu zaczyna się opowieść zaprezentowana w serialu. Pierwszy odcinek ma wprowadzić widza w świat przedstawiony, w drugim zaczynają się pierwsze intrygi, które komplikują sytuację głównych bohaterów.

Korona Królów

Sami twórcy nazwali swoje najnowsze dzieło „telenowelą historyczną”. Niestety gra aktorska, dramaturgia i relacje między postaciami mają wiele wspólnego z gatunkiem telewizyjnym pochodzącym z krajów Ameryki Południowej (czytaj: są na niskim poziomie). Aktorzy wyglądają jak przebrani, a widz jest przerzucany z wątku do wątku co 30 sekund. W ogóle montaż w tym serialu wygląda, jakby jego autorem był niespełniony rzeźnik. Nie lepiej jest, jeśli chodzi o operatorów. W prawie każdej scenie mamy bardzo bliski plan, co zapewne wynika z próby kamuflowania niskiego budżetu na scenografię i efekty specjalne. Większość akcji rozgrywa się w komnatach, królewski dwór świeci pustkami, a oglądając serial, ma się wrażenie, że Wawel znajduje się na całkowitym odludziu. Szersze plany występują jedynie w scenach plenerowych.

Jedynym problemem pierwszego odcinka wydaje się być fakt, że Aldona (Marta Bryła) jest poganką. Pojawia się co prawda wątek jej litewskiego ukochanego, ale wydaje się całkowicie zbędny, bo odcinek kończy się nocą poślubną Kazimierza i jego żony, która nie wygląda na nieszczęśliwą z powodu małżeństwa z przymusu. W kolejnym odcinku następuje przeskok o kilka lat do przodu. Tutaj zaczynają się już pierwsze intrygi, obsesja władzy królowej Jadwigi (Halina Łabonarska) oraz nielojalność Aldony w stosunku do męża. Nie zmienia to jednak faktu, że dramaturgia „Korony królów” stoi na poziomie „Klanu”. Gra aktorska zresztą podobnie, bo na przykład scena rozmowy Kazimierza z ojcem na łożu śmierci... śmieszy. Poszczególne wątki mają średnio po 30 sekund, odcinki trwają niecałe pół godziny, jednak serial bardzo się dłuży, a tak naprawdę niewiele się w nim dzieje. 

Korona Królów

Kiepsko zarysowani bohaterowie, słaba gra aktorska, chaotyczny scenariusz, nieumiejętny montaż, mało wciągająca fabuła i frazesy padające z ust postaci, których nie powstydziłby się sam Paolo Coelho, sprawiają, że serial „Korona królów” raczej nie osiągnie popularności „Gry o tron”, ani nawet „Wspaniałego stulecia”, do którego tak naprawdę powinno się porównywać tę produkcję Jedynki. Żeby jednak nie było, „Koronę królów” z hitem HBO łączą dwie rzeczy: animowana czołówka i gołe pośladki jednej z głównych bohaterek. Historia nie wciąga, trudno się to ogląda, a bohaterowie są tak powierzchownie potraktowani, że widzowi trudno mieć do nich jakikolwiek stosunek. Najmocniejszym punktem jest chyba buntownicza Aldona i jej konflikt z teściową, ale to za mało, żeby przesłonić mnóstwo wad tej produkcji. Niestety serial jest tak byle jaki, że raczej nie stanie się nawet pożywką dla twórców memów i innych internetowych przeróbek. Być może z czasem „Korona królów” się rozwinie, ale dwa pierwsze odcinki skutecznie zniechęciły mnie do śledzenia losów ostatnich Piastów. Ale żyjemy w czasach, w których miliony widzów oglądają filmy Patryka Vegi, a w muzyce dominuje disco polo, więc nie zdziwię się, jeśli serial TVP odniesie zapowiadany sukces.

Ocena: 2/10

Sergiusz Kurczuk
Tagi: #Korona królów #Recenzje #Seriale