29.09.2016 16:23

Nie oddychaj

W swoim drugim pełnym metrażu Fede Alvarez zaproponował połączenia thrillera z elementami kina grozy. Czy seans sprawia, że, jak sugeruje tytuł, wstrzymuje się oddech?

foto: materiały prasowe

Tak, następuje to w skutek napięcia jakie udaje się wytworzyć reżyserowi na ekranie, a chwilami dochodzi do tego tylko po to, aby wkrótce parsknąć śmiechem obserwując nielogiczne zachowania bohaterów i scenariuszowe dziury. Pomimo błędów „Nie oddychaj” wyrasta na sprawnie poprowadzony thriller, gdzie roi się od zagrań znanych z dreszczowców. Co prawda pochodzący z Urugwaju twórca posługuje się ogranymi już wielokrotnie chwytami, ale umiejscawia je w ciekawie pomyślanej historii i w ogólnym rozrachunku udaje mu się osiągnąć cel.

Money to drobny złodziejaszek, jego dziewczyną jest zaś Rocky chcąca wraz z młodszą siostrą wyrwać z piekła codzienności, które składa się z życia w nędzy u boku matki alkoholiczki. Ich towarzyszem jest Alex, średniozamożny chłopak, którego ojciec pracuje w ochronie. Cała trójka od czasu do czasu urządza sobie drobne napaście na domy, aby skubnąć z nich parę fantów. Ale ile można? Pora zrobić coś raz a dobrze i ustawić się dzięki temu na dłuższy okres czasu.

Furtką prowadzącą do lepszego jutra ma być obrabowanie niewidomego weterana wojennego. Starzec żyje sam w domu na pozbawionej żywej duszy ulicy w Detriot. Niedawno ktoś śmiertelnie potrącił jego córkę i postanowił stłumić swoje wyrzuty sumienia wypłaceniem mu ogromnej sumy pieniędzy. Cała akcja powinna pójść jak bułka z masłem. To przecież żadne Fort Knox, a jednak budynek zamieni się dla trójki włamywaczy w istną pułapkę bez wyjścia. Choć niewidomy weteran wydaje się być bezbronny jak dziecko, to w rzeczywistości jest maszyną do zabijania, dla której skrzypiąca podłoga zamienia się w pole bitwy.

Fede Alvarez w 2013 roku zrealizował remake „Martwego zła”. Wprawka na gatunku kina grozy okazała się cenną lekcją przy realizacji obrazu opartego na własnym scenariuszu, bo w tej konwencji Urugwajczyk czuje się bardzo dobrze. W „Nie oddychaj” udaje mu się utrzymać niesłabnące napięcie. Wydarzenia na ekranie są jak naprężona do granic wytrzymałości struna. Każdy ruch i szelest w skrytych w półmroku pomieszczeniach może wywołać fatalne skutki. Za seansem filmu kryje się ryzyko doprowadzenia swoich palców do bólu od nieustannego wbijania ich w fotel, bo choć w przedstawionym domu nie kryją się żadne diabelskie siły, to jednak obserwowanie bohaterów poruszających się wśród jego ścian dostarcza silnych wrażeń. Szkoda jedynie, że Alvarez rozładowuje je poprzez stosowanie tzw. jump scenes, bodaj najbardziej wyświechtanego i zużytego środka kina grozy.

Zastępstwem dla wyskakujących zza rogu maszkar jest niewidomy lokator budynku. To niemal niema rola Stephena Langa, który został sportretowany niczym dzikie zwierzę broniące swojego terytorium i polujące na ofiary. Węszący je, tropiący, wyznający zasadę, że w dżungli przetrwa tylko najsilniejszy. Dzięki swojej muskulaturze, przerażającym oczom, które zaszły bielmem oraz trwaniu w ciszy, aby nasłuchiwać dźwięków otoczenia wygląda jak monstrum zobligowane tylko na jeden cel.

Achillesową piętą „Nie oddychaj” jest nagromadzenie nielogicznych rozwiązań. Trójka bohaterów to bodaj najmniej obeznani ze swoim fachem włamywacze. Beztrosko zostawiają na każdym kroku swoje ślady, zaś ich obiekt, który przemienia się w myśliwego na zmianę wykazuje się wyostrzonymi zmysłami i doskonałą orientacją pomimo bycia niewidomym, ale często zachowuje się tak, jakby nie słyszał włamywaczy grasujących tuż pod jego nosem. Im bliżej finału, tym bardziej postać grana przez Langa zostaje odarta z resztki ludzkich cech i poznajemy jego oblicze psychopaty, jednak samo zakończenie przeciąga się w nieskończoność wypełniając się kolejnymi absurdami. Nie zmienia to faktu, że „Nie oddychaj” to rasowy thriller i dowód na to, że Alvarez sprawnie porusza się w gatunku podszytym dreszczykiem. Wstrzymajcie oddech.

Ocena: 3/5

komentarze
Tagi: #Recenzje