13.09.2016 12:07

Ostatnia rodzina

W mikroświecie osiedla na warszawskim Służewiu przedstawiony zostaje intymny obraz rodziny Beksińskich. Pomnik wystawiony genialnemu malarzowi i jego ekscentrycznemu synowi, czy też może spojrzenie na zwykłe życie niezwykłej familii.

Ostatnia rodzina
foto: materiały prasowe

Fabularny debiut Jana P. Matuszyńskiego rozpoczyna się w 1977 roku, kiedy to tytułowa rodzina przeprowadziła się z Sanoka do stolicy Polski. W jednym z mieszkań osiedlili się Zdzisław, Zofia oraz dwie babcie Tomka. On sam żyje w sąsiednim bloku przesypiając całe dnie, rozmyślając nad bezsensownością ludzkiego żywota i idącymi w parze rozczarowaniami codziennością oraz marząc o zejściu z tego padołu. Niezależność najmłodszego z Beksińskich jest tylko pozorna, gdyż symboliczna pępowina nie została przerwana przez bliskość z domem rodziców i wizytami u nich, gdy w oczy zajrzy głód lub potrzebna będzie pomoc matki lub ojca.

W domu Zdzisława i Zofii, gdzie za oknami wyrastają ponure bloki z wielkiej płyty niczym mroczne bryły z obrazów Beksińskiego, toczy się proza życia. Owszem tworzy się tu też sztuka, zarysowany zostaje też portret artysty, ale przede wszystkim dostajemy właśnie wgląd w zwykłe życie członków rodziny. I niewykluczone, że w tych codziennych rytuałach oraz rozmowach przy stole kryje się większy ciężar niż w obrazach zaklętych na płótnie, czy w dramatyzmie audycji radiowych Tomka. Poezja sztuki zdaje się ustępować wspomnianej prozie życia. Ta została ukazana m.in. dzięki odtworzeniu scen, które malarz zarejestrował za życia przy pomocy kamery, a jej obiektyw był wprawiany w użycie podczas awantur, na ceremonii pogrzebu, czy w chwilach śmierci członków rodziny.

Film rozgrywa się na przestrzeni blisko 30 lat. Z czasów komunizmu, przenosimy się stopniowo do momentu transformacji systemowej, czy do chwili wejścia do NATO. Jednak historyczne wydarzenia dla Polski, to tylko tło ukazane w szczegółach scenografii. Reżyser nie wyprowadza nas poza mikroświat Beksińskich, również oni sami nie wykraczają poza jego ramy mając marginalny kontakt ze światem zewnętrznym. Prześlizgujemy się zatem przez co ważniejsze epizody z życia familii rozłożone na niemal trzy dekady. Nie należy z tego zresztą czynić zarzutu. Pewna skrótowość w scenariuszu Roberta Bolesto była rzeczą nieuniknioną, a jak przyznał sam autor tekstu, pierwsza wersja skryptu dwukrotnie przekraczała przyjęte w branży standardy. Udało się jednak uniknąć scenariuszowych mielizn, a także wrażenia prześlizgnięcia się po temacie mając do dyspozycji tak dużą ilość materiału.

„Ostatnia rodzina” to oczywiście też pokaz aktorskich umiejętności. Andrzej Seweryn w roli malarza, z zasłużoną nagrodą na festiwalu w Locarno, tworzy wielką kreację, ale nie szarżuje, nie pozwala jej zdominować ekranu, dając szansę na wybrzmienie też innym postaciom. Wśród nich jest Dawid Ogrodnik jako Tomasz Beksiński precyzyjnie oddający manierę swojego bohatera i jego „dziwaczność”, a także Aleksandra Konieczna w roli Zofii Beksińskiej. Ostatnia z ról wydaje się najmniej spektakularna, ale aktorce udało się przedstawić portret kobiety niezwykle silnej, niemal wyzbytej indywidualnych potrzeb i oddanej tym należącym do męskich członków rodziny. To ona staje się spoiwem powstrzymującą Beksińskich przed całkowitym rozpadem.

Choć nad „Ostatnią rodziną” unosi się ponura aura, być może nawet nihilizm, a całość urasta do swoistego memento mori, to Matuszyński nie rezygnuje z humoru i ciepła. Zdzisław Beksiński nie jest szaleńcem zamkniętym w mrocznych odmętach własnego umysłu, a Tomek to nie wampir paradujący pod okryciem nocy w pelerynie. To trochę jak z muzyką zawartą w filmie - z jednej strony wzruszające „Song To The Siren”, z drugiej podniosłe, ale i smutne „Nights In White Satin”, a z jeszcze kolejnej dyskotekowe oraz energiczne „Don't Go”. Zachowany zostaje balans między smutkiem i cierpieniem, a radością i szczęściem. Beksińscy w filmie Matuszyńskiego są bohaterami większymi niż życie, ale jednocześnie to ludzie z krwi i kości, rodzina wręcz mityczna, ale tez bliska nam - nasza rodzina.

Ocena: 4/5

Robert Skowronski
Tagi: #Ostatnia rodzina #Recenzje