04.05.2017 13:30

Szatan kazał tańczyć [RECENZJA]

Seks, alkohol i narkotyki przysłaniające pustkę, z którą zmaga się główna bohaterka. Niestety ekscesy na ekranie nie tuszują pustki samego filmu.

Szatan kazał tańczyć [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Zadanie, które postawiła przed sobą Katarzyna Rosłaniec, było co najmniej intrygujące. Oto kilkadziesiąt 2-minutowych scen utrzymanych w instagramowej stylistyce objawiającej się zwężeniem kadru niczym na ekranie smartfona, które ułożone w dowolnej kolejności będą tworzyć tę samą historię. Projekt karkołomny, którego realizacji mógłby się podjąć tylko geniusz albo szaleniec, a często te dwie skrajności idą ze sobą w parze. Nie w przypadku Katarzyny Rosłaniec.

„Szatan kazał tańczyć” jest bliskim krewnym innych filmów reżyserki, „Galerianek” i „Bejbi Blues”. To ponownie opowieść o młodej dziewczynie znajdującej się w tłumie, a jednak zmagającej się z samotnością i pustką wypełniającą egzystencję. Można narzekać na wymienione dzieła, ale nie można było im odmówić spójności. „Szatan kazał tańczyć” jest chaotyczny, co jest pokłosiem mozaikowej formy filmu, ale to też zanurzona w karykaturalnie przedstawionym świecie showbizu wydmuszka. Od rzygania w kiblu, do rzygania na ławce, od wciągania koki przed seksem, do wciągania koki po seksie, od pozycji na misjonarza, do bycia opartą o ścianę kabiny w toalecie podczas stosunku. Tak, „Szatan kazał tańczyć” w każdej konfiguracji scen będzie tworzyć ten sam film, bo jest to obraz pozbawiony historii. Wątłe, zdawkowe informacje o bohaterce i jej życiu to za mało, aby mówić o zawiłościach scenariusza, który jest pełen uproszczeń.

Karolina, w tej roli odkryta przez Rosłaniec przy okazji „Bejbi Blues” Magdalena Berus, ma wadę serca, co nie przeszkadza jej w posunięciu do ekstremum znaczenia sformułowania carpe diem. W tle pojawia się jeszcze wątek rodzinny z kompleksem matki oraz rywalizacją z siostrą. Obraz przeplatany jest wstawkami z narracją samej reżyserki, tak samo irytującymi co sama rozwydrzona bohaterka, która instynkt samozachowawczy zostawiła w którymś z klubów bądź lokali, przez które się przewinęła. Zatracona w intensywnych przeżyciach, konsumowaniu chwili i łamaniu granic - czy Karolina wyrasta na reprezentantkę dzisiejszego pokolenia Instagrama i Snapchata? To raczej karykaturalne i jednowymiarowe przedstawienie millenialsów, tyleż wnikliwe co i trafne.

Eksperymentalna forma lepiej sprawdziłaby się jako etiuda. Rozciągniecie jej na pełen metraż czyni film męczącym. To co go ratuje, to obsada z Berus na czele, która dodatkowo popisała się dużą odwagą - w przeważającej większości scen jest naga, a w najlepszym wypadku pozbawiona górnej lub dolnej części garderoby. Rosłaniec ma nie tylko wyczucie co do aktorów, co i do ścieżki dźwiękowej, ta wpasowuje się w sensacyjny charakter obrazu. A poza tym? Prawdopodobnie oddanie się przeglądaniu przypadkowych profilów na Instagramie jest w stanie dostarczyć więcej rozrywki niż „Szatan kazał tańczyć”.

Ocena: 1,5/5

Robert Skowronski
Tagi: #Recenzje