02.05.2017 13:23

Sztuka kochania OST [RECENZJA]

Nie od dziś wiadomo, że dobre filmy wręcz muszą być okraszone dobrą ścieżkę dźwiękową. Czy warto sięgnąć po muzykę do obrazu o Michalinie Wisłockiej?

Sztuka kochania OST [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Czy można było przewidzieć, że o „Sztuce kochania” Marii Sadowskiej będzie aż tak głośno? Film opowiada o Michalinie Wisłockiej - lekarce, która uparła się, że wyda swój poradnik o miłości i dopięła swego. W obrazie poznajemy trzy ważne wątki z jej życia - nie tylko dowiadujemy się o tym, jak kobieta walczyła, by jej książka ujrzała światło dzienne. Poznajemy ją również od zupełnie innej, bardziej prywatnej strony - jako mężatkę, która żyje w miłosnym trójkącie, jak również jako kochankę marynarza, dzięki któremu czuje się w końcu szczęśliwa. 

Siłą rzeczy ścieżka dźwiękowa musiała nawiązywać do klimatu lat 70. i muzykę dobrano adekwatnie do scen dobrze uzupełniając obraz i jednocześnie uwypuklając emocje. Za większość kompozycji odpowiedzialny jest Jimek (Radzimir Dębski) - kompozytor, który ma na swoim koncie sporo soundtracków do filmów, seriali czy utworów powstałych na potrzeby reklam. Muzyk w świetny sposób stworzył nastrojowe kompozycje, które nawiązują do czasów, w których odbywa się akcja filmu, jednocześnie nie zabrakło również bardziej współczesnych brzmień. Najlepszym tego przykładem jest utwór zatytułowany „Trójkąt cz.1/Tylko Ty/Trójkąt cz.2”, w którym słyszymy wokal Adama Astona z lat 30.

W jednej ze scen widzimy Anię Rusowicz wykonującą wraz z kapelą Mitch & Mitch cover utworu Breakout „W co mam wierzyć”. Utwór Tadeusza Nalepy z 1971 roku oryginalnie wykonała Mira Kubasińska. 

Ania Rusowicz jak nikt inny potrafi stworzyć atmosferę retro dzięki big-beatowym brzmieniom i słuchając oryginalną wersję tego utworu ciężko jednoznacznie stwierdzić, która wersja jest lepsza. Oczywiście na soundtracku umieszczono również wersję Breakout. Nie zabrakło też takiego hitu jak „Kwiaty we Włosach” Czerwonych Gitar.

Warto również wspomnieć o ładnie wydanej płycie. Na okładce oczywiście widać Magdalenę Boczarską, która wcieliła się w główną rolę. Na plakatach bohaterka pozuje na tle tapety z niebieskimi kwiatami i to właśnie one pojawiają się w książeczce z płytą. W środku mamy zdjęcia z filmu, opis obrazu oraz muzyków, których słyszymy w „Sztuce kochania”.

Soundtrack najlepiej słuchać po projekcji filmu, bo przed oczami słuchacz ma sceny z filmu, który pokazał, że w trudnych sytuacjach silne kobiety dadzą sobie radę jeśli są zmotywowane i wierzą w to, co robią. Ci, którzy sięgnął po ścieżkę dźwiękową bez wcześniejszego obejrzenia filmu mogą nie do końca zrozumieć taki, a nie inny dobór utworów. Mimo wszystko takie perełki, jak chociażby „W co mam wierzyć” można słuchać w nieskończoność. 

Aleksandra Degórska
Tagi: #Recenzje