20.11.2017 09:23

„The Punisher” - 1. sezon [RECENZJA]

Jeśli czekaliście na Punishera znanego z drugiego sezonu „Daredevila”, to się rozczarujecie. Ale czy to oznacza, że nowy serial Netfliksa jest spisany na straty?

„The Punisher” - 1. sezon [RECENZJA]
foto: materiały promocyjne

Dla wielu osób nawet tych, które nie lubią komiksów, Punisher jest świętością. Jako jeden z nielicznych bohaterów Marvela nie uczestniczy w zabawie w kotka i myszkę z przestępcami. Zamiast w nieskończoność ścigać przestępców, którzy prędzej, czy później uciekną z więzienia, woli się ich pozbyć raz na zawsze. Brutalność, twarde zasady i wręcz mitologiczny motyw zemsty w działaniu Punishera sprawia, że ta postać od kilku dekad jest niezwykle popularna.

Do tej pory powstało kilka filmów skupiających się na historii Franka Castle, ale żaden nie usatysfakcjonował fanów postaci. Dopiero kreacja Jona Bernthala w 2. sezonie „Daredevila” sprawiła, że miłośnicy mściciela z czaszką na piersi, znowu poczuli nadzieję na dobrą adaptację. Po petycji widzów platforma zdecydowała się dać postaci własny serial. Na premierę 1. sezonu trzeba było trochę poczekać. W końcu 17 listopada 2017 roku pojawiło się 13 odcinków najnowszej propozycji platformy, opartej na komiksach Marvela.

Czy było warto czekać długie miesiące? Początek serialu rozpoczyna się tak, jak powinna zacząć się historia o Punisherze. Niestety brutalne sceny eliminowania szumowin szybko się kończą i akcja spowalnia… na kilka kolejnych odcinków. Zamiast krwawej vendetty dostajemy opowieść o zespole stresu pourazowego, który jest problemem wielu żołnierzy wracających z zagranicznych misji militarnych. Brutalna, ale dająca satysfakcję rozrywka zmienia się w coś w rodzaju połączenia portretu psychologicznego straumatyzowane żołnierza z thrillerem, opowiadającym o spisku wysoko postawionych wojskowych.

Frank Castle, który do tej pory nie przypomina postaci, jaką poznaliśmy w 2. sezonie „Daredevila”, zamiast szukać przestępców, woli żyć z dala od całego świata i pogrążyć się w żałobie po śmierci bliskich. Jego życie straciło cel, więc jedynie egzystuje. Pomaga mu w tym grana przez Deborah Ann Woll, Karen Page. Ciekawa relacja tych pozornie różnych postaci została zarysowana w „Daredevilu” i w nowym serialu jest kontynuowana. Wartka akcja powraca dopiero w połowie sezonu. Castle znowu staje się dobrze znanym (anty) bohaterem, któremu przyświeca zemsta przez duże „Z”. Historia zaczyna nabierać tempa, a zagadka powoli się rozwiązuje. Jednak pojawia się nieodparte wrażenie, że w jest za mało Punishera w Punisherze.

Mimo spokojnej pierwszej połowy w serialu nie mogło zabraknąć litrów wylanej krwi, tysiąca wystrzelonych naboi i brutalnie obitych twarzy wrogów głównego bohatera. Brutalność to nieodłączna cecha tej postaci, więc nie ma się co dziwić. Wróg w przypadku tego serialu jest bohaterem zbiorowym. Punisher zmaga się z kilkoma przeciwnościami losu na raz, a nie z jednym arcyprzeciwnikiem pokroju Wilsona Fiska i Kilgrave’a z poprzednich produkcji Netfliksa.

Sporym plusem serialu jest na pewno próba psychoanalizy głównego bohatera. Twórcy starają się odpowiedzieć na pytanie dlaczego, Frank Castle reaguje w taki, a nie inny sposób. Jednocześnie pokazują, czym jest wojna i stawiają pytanie o zasadność wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Te tematy są obecnie bardzo aktualne w społeczeństwie amerykańskim i złowieszczo wpisują się w tragiczne wydarzenia sprzed kilku tygodni, które spowodowały przesunięcie premiery serialu.

Na uwagę zasługują zdjęcia, które tym razem nie tylko pokazują wiele twarzy Nowego Jorku, ale również przenoszą widza na rozgrzane słońcem tereny Bliskiego Wschodu. Sfera wizualna jak zwykle buduje dość ciężki, wręcz namacalny klimat, który pozwala się wczuć w produkcję.

„The Punisher” rozczaruje tych fanów, którzy są zaznajomieni z komiksowym pierwowzorem, chociaż nie oznacza to, że to zła produkcja. Oczekiwania niektórych widzów nie zostaną do końca spełnione, ale abstrahując od komiksowych źródeł, nie można ocenić serialu negatywnie. Produkcja ma swoje walory, które trudno zanegować. Pod pretekstem adaptacji popkulturowej postaci, dotyka trudnych obszarów, o których wiele osób nie ma pojęcia, albo nie chce mówić. Nie jest to tępe kino akcji nastawione na bezsensowny rozlew krwi. Oczywiście brakuje tu niesamowitego klimatu „Daredevila”, ale żaden kolejny serial Netfliksa oparty na komiksach Marvela nie dorównywał historii niewidomego superbohatera. „The Punisher” to całkiem mocna pozycja platformy, ale ze względu na bardzo brutalne sceny z jednej strony i potencjalne rozczarowanie sporej części widowni z drugiej, raczej nie zostanie hitem pokroju „Daredevila”.

7/10

Sergiusz Kurczuk
Tagi: #Netflix #Punisher #Recenzje