27.12.2016 18:07

Zombie Express [RECENZJA]

Filmy o zombie niejednokrotnie są takie, jak ich główni bohaterowie. Zawiłości scenariusza przypominają stopień zaawansowania umysłu żywego trupa, a gatunkowe wymogi zaczynają już nudzić powtarzalnością. To wszystko nie dotyczy „Zombie Expressu”.

Zombie Express [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Oczywiście i w dziele Sang-ho Yeona nie ma co liczyć na doświadczenie traktatu filozoficznego, bo to przede wszystkim obraz wypełniony akcją i całą masą gnijących ciał, które chętnie pożywią się świeżym ludzkim mięsem. Południowokoreański reżyser czyni tu jednak też komentarz społeczny mówiący o znieczulicy wobec bliźnich, która jest nie mniej groźna, co epidemia przemieniająca ludzi w krwiożercze bestie. Twórca nawiązuje także do nie tak dawnych wydarzeń z jego rodzimych stron związanych z rozpowszechnianiem się wirusa MERS.

Sang-ho Yeon znany był do tej pory wyłącznie z animacji. „Zombie Express” rozwijający pomysł z „Seoul Station” stanowi więc jego debiut jeżeli chodzi o film aktorski. Głównym bohaterem jest tu Seok-woo, wiecznie zapracowany finansista, który nie narzeka na brak czegokolwiek, może z wyjątkiem bliskości ze swoją małą córeczką. Obiecuje swojej latorośli, że w dniu jej urodzin zawiezie ją do matki mieszkającej w Busan. Wraz z odjazdem pociągu z peronu cały kraj zaczyna ogarniać niebezpieczny wirus zagrażający przetrwaniu gatunku ludzkiego. Do jednego z wagonów dostaje się dziewczyna będąca jego nosicielką. Na efekty nie trzeba będzie długo czekać. Wkrótce cały skład przekształci się w wagon restauracyjny, gdzie specjalnością zakładu są tętnice szyjne i wszelkie inne części ludzkiego ciała.

Ledwie zarysowana fabuła i rozciągnięcie obrazów pasażerów wgryzających się sobie nawzajem w gardła na niemal dwie godziny. Można by pomyśleć, że w końcu nastąpi zmęczenie materiału, a kolejne absurdy zaczną się piętrzyć niczym rozpędzone i wpadające na siebie zombie. Grozy tu co prawda jak na lekarstwo, ale sceny akcji podczas walki o życie bezustannie pompują adrenalinę sprawiając, że „Zombie Express” wyrasta na jeden z najlepszych filmów o żywych trupach na przestrzeni kilku ostatnich lat.

Przestrzenią pociągowego survivalu są klaustrofobiczne przedziały, które wywołują jeszcze większe napięcie, gdy ma się świadomość tego, że bohaterowie nie mają gdzie uciec. Na plus koreańskiemu filmowi zapisać też trzeba to, że udało się wykorzystać potencjał tkwiący w nowych technologiach. Ile razy już widzieliśmy świat opanowany przez zombie, gdzie postacie zostały zupełnie odcięte od reszty świata? Tu udaje im się zbierać potrzebne do przetrwania informacje za pośrednictwem mediów społecznościowych czy też przez wykonanie kilku telefonów. Pamiętać jednak trzeba, że w sytuacjach kryzysu największym zagrożeniem nie jest wcale drapieżnik, w tym przypadku zombie, a drugi człowiek. Kino udowadniało to już niejednokrotnie, powtarza to również „Zombie Express” przypominając jednocześnie, że również w codziennym życiu nie potrafimy sobie zawsze okazać współczucia czy wyciągnąć pomocnej dłoni.

Nie zawodzi również warstwa wizualna filmu. Niski budżet zwiastowałby konieczność przymknięcia oka na niedociągnięcia techniczne, ale również i ten problem nie ima się południowokoreańskiej produkcji. Zombie wyglądają bardzo wiarygodnie, a tryskająca na lewo i prawo jucha nie kojarzy się z wybuchającą butelką ketchupu.

Azjatyckie kino wielokrotnie udowadniało, że czuje się świetnie w gatunku podszytym dreszczykiem. Kolejną cegiełkę dokłada do tego „Zombie Express”. Film stanowi pierwszą klasę. Wystarczy zakupić miejscówkę w tym wypełnionym zgnilakami pociągu, zapiąć pasy i dać się wieść rozpędzonemu koreańskiemu expressowi.

Ocena: 4/5

Robert Skowronski
Tagi: #Recenzje