11.07.2017 16:16

Złota Legenda o zaginionej płycie Toola

Działo się to roku pańskiego 2157, wiele dziesiątków lat po wydarzeniach, które zmieniły oblicze całego świata... 

Złota Legenda o zaginionej płycie Toola
foto: Wikimedia Commons/Domena publiczna/materiały prasowe/Muszkieter Painta

Kiedy to pewnej lipcowej nocy 2021 roku znudzony oczekiwaniem na nową płytę Toola fan, któremu do obarczenia winą za brak nowych kawałków amerykańskiej grupy pozostał już tylko polski rząd, w akcie desperacji postanowił podłożyć zrobioną we własnym garażu bombę pod sejm, wysadzając tym samym całą Europę, wiadomo było, że wszystko porządnie się zmieni. Traf jednak chciał, że owszem, wszystko wyleciało w powietrze, ale bez ludzi, skutkiem czego w wielkim wybuchu ucierpiał głównie sam kraj, pozostawiając na miejscu sejmu równie wielką dziurę, zaś samą Europę w kondycji zbliżonej do czasów średniowiecza. Po kilku tygodniach nadeszła wieść na zawsze potwierdzająca, że „Polak jednak potrafi” – wybuchł dotarł także do wszystkich pozostałych kontynentów…

W Polsce, jak przed wiekami, znowu panował król. To, czy panował miłościwie było już kwestią dyskusyjną, natomiast wiadomo było, że kraj trzyma się jako tako. W prawdzie na niegdysiejszych gruzach dawnej stolicy złożone z dawnych imigrantów bojówki Nickelback straszyły Bogu ducha winnych mieszkańców, na porządku dziennym niezmiennie były sejmowe bitwy stronnictw wyznających poglądy od lewej do prawej strony, Wegan, Pogan, Zielonych, Kibiców i Taksówkarzy Bez Taksówek, ale wiadomo było, że byle wichura nie wystarczy, by położyć kraj. 

W tym wszystkim przetrwała jednak pamięć o Toolu i nowej płycie, która podobno według legend jednak została wydana zaledwie w jednym egzemplarzu w 2063 roku. Miała spoczywać w złotej skrzyni zdobionej najdroższym Polsce skarbem – kryształami soli. Nikt jednak zupełnie nie wiedział gdzie.

Co kilka lat na wieść o rzekomych nowych odkryciach sprawiała, że lud wybudzał się z marazmu tylko po to, by po kilku tygodniach na nowo powrócić do pracy zarzekając się, że po raz ostatni uwierzył w tak absurdalne plotki. Wiejscy bardowie, którzy oferowali swe wątpliwej jakości śpiewy za miskę strawy, zawodzili smętnie „Mieszkam w Polsce” Kultu na przemian z coraz to wymyślniejszymi wersjami opowieści o dzielnym śmiałku Zenonie, który jakoby odkrył miejsce spoczywania tajemniczej skrzyni z płytą. I tak życie toczyło się w powybuchowej Polsce swoim wolnym, ale niezmiennym rytmem. Aż do czasu…

Pod koniec lipca 2157 roku na dwór królewski dotarła nowina, która sprawiła, że wszyscy zebrani na radzie wokół króla, który prawdę powiedziawszy już nieco przysypiał, poderwali się z krzeseł. Z dalekiego kraju przybył posłaniec z nowiną, o której w królestwie nie słyszeli od całych dziesięcioleci – polska ekipa odnalazła w równie polskich Tatrach skrzynię ze skarbem, którego pożądały miliony. W zamku zapanował harmider, z szaf powyciągano zakurzone i nadgryzione zębem czasu sztandary i chorągwie, a Król nakazał przynieść ze skarbca pilnie strzeżony i jedyny w królestwie odtwarzacz płyt CD.

Kilka dni później skrzynię wśród wielkich wiwatów ludu, a w obstawie patrzących spode łba chłopów dostarczono na zamek, zaś wyjątkowo chuderlawy kierownik ekspedycji drżącą dłonią włożył mosiężny klucz do otworu skrzyni. Wszyscy zamarli w wielkim napięciu. Po podniesieniu wieka oczom zebranych ukazało się… wielkie nic. Śpiewy i okrzyki zamarły na ustach, gdzieś w oddali zaryczał koń, najwyraźniej za nic mając powagę sytuacji.

W końcu jeden z chłopów biorących udział w wyprawie otrząsnął się ze stuporu i trzasnął czapką z pawim piórkiem i napisem PROSTO w tył głowy swojego, na oko piętnastoletniego, syna.

- Zenek, cholera, a mówiłem ci, tylko nie zgub tego srebrnego krążka po drodze!

Justyna Kierzkowska
Tagi: #Anty Njós #Tool