13.07.2017 12:03

Twórcy Fear Zone opowiedzieli o swoim Domu Grozy

Miejsce, w którym można doświadczyć horroru na własnej skórze. Rozmawialiśmy z właścicielami Domu Grozy - Fear Zone, czyli numeru 1 wśród podobnych form rozrywki według rankingu domów strachu scareme.pl.

 Twórcy Fear Zone opowiedzieli o swoim Domu Grozy
foto: kadr z wideo

Jak czytamy na stronie przybytku, w którym już po kilku minutach można wyskoczyć z przerażenia z butów, jest to dom grozy na miarę XXI wieku, gdzie uczestnik wciela się w bohatera horroru, by zwiedzić pomieszczenia w nawiedzonym schronie w samym centrum Warszawy i stawić czoła swoim lękom. Wszystko się zgadza, ale to i tak za mało, żeby oddać ogrom emocji, który towarzyszy śmiałkom decydującym się na wejście w sam środek interaktywnego koszmaru.

To wszystko zasługa osób zarządzających Domem Grozy - Fear Zone mieszczącym się przy ul. Dowcip 4 w centrum Warszawy. Gustaw Choroszyński jest maniakiem tego co straszy na ekranie, co przelał na swoje, jak je nazywa, „Straszydłowo”:

"

Miłością do horrorów pałam już od najmłodszych lat. Kiedy pojawił się pomysł na stworzenie takiego miejsca jeszcze bardziej podsyciło to moją pasję. Zacząłem oglądać całe mnóstwo horrorów, siedziałem z notatkami i zastanawiałem się co by mnie w tym miejscu przestraszyło. To co udało się osiągnąć, to kumulacja wszystkich elementów, które moim zdaniem mogłyby się pojawić w dobrym filmie grozy. Jednocześnie ubieramy to w zwięzłą całość. Staraliśmy się, żeby były momenty wytchnienia oraz te, w których koszmar wylewa się z każdej szczeliny. Przenosimy uczestników na drugą stronę ekranu i pozwalamy doświadczyć emocji, jakich nie zapewni im jakiekolwiek inne miejsce. "

Człowiek na właściwym miejscu, bo prywatnie studiuje na Warszawskiej Szkole Filmowej, kręci filmy i niedługo będzie mógł się pochwalić swoim własnym horrorem. Zresztą partnerująca mu w biznesie, ale i w życiu, Aneta Rutkowska, także znalazła się tu nie przez przypadek, gdyż dzieli z Gustawem te same zainteresowania i pasje. Opowiedziała nam o tym, skąd wziął się pomysł na założenie takiego miejsca, bo rozrywka jaką jest horror house wciąż nie jest zbyt rozpopularyzowana:

"

Postanowiliśmy zmienić swoje życie. Gutek rzucił korporację, ja po 8 latach zostawiłam państwową posadę. Doszliśmy do wniosku, że szkoda marnować czas na robienie rzeczy, które nas nie kręcą. Lepiej spróbować rozkręcić coś własnego, w czym uważamy, że jesteśmy dobrzy. Potwierdzenie tego, że było warto dali nam nasi klienci, bo w niespełna rok staliśmy się numerem 1 w Polsce. "

Aneta Rutkowska zapewniła nas, że Fear Zone to coś więcej, niż to co znamy z filmów z wszelkiego rodzaju maszkarami:

"

Zależało nam na tym, żeby zrobić to jeszcze lepiej, niż robi się to w kinie. Każdy z nas może sobie odpalić po pracy film. My chcieliśmy to wszystko jeszcze bardziej przegiąć, żeby było jeszcze fajniej. Jesteśmy dynamicznym miejscem, ponieważ każdy nasz pracownik dodaje tu coś od siebie. To świadczy o tym, że nie ma tu ludzi z przypadku. Stanowimy mały zespół, ale niezwykle zgrany. Jesteśmy załogą, którą to jara - nie tylko tu pracujemy, ale też żyjemy w ten sposób. Zależy nam na tym, żeby każdy pracownik był traktowany jak człowiek z pomysłami, które może tu zrealizować.  "

W poniższym wideo dowiecie się jak powstawał warszawski Dom Grozy - Fear Zone, a trzeba wiedzieć, że miejsce było tworzone od podstaw. Gustaw i Aneta włożyli w to swoją krew, pot i łzy, ale zadbali o najmniejszy szczegół. Nie ma tu przedmiotów przypadkowych, każdy rekwizyt ma swoją historię, często przyprawiającą o ciarki.

Jedną z ciekawych innowacji zastosowanych w Fear Zone przy ul. Dowcip 4 jest to, że pokuszono się o stworzenie dwóch poziomów trudności. Dostępna jest wersja dla osób nieprzygotowanych na wejście w ostatni krąg piekła oraz dla tych, dla których dantejskie sceny to jak spacer po parku. Opowiedziała o tym Aneta Rutkowska:

"

Odwiedza nas cały przekrój społeczeństwa. Od młodzieży gimnazjalnej, dla której przygotowaliśmy wersję soft, aż po osoby starsze. Był tu dziadek z wnuczkami, ale i małżeństwo świętujące swoją 30. rocznicę ślubu. Każdy na naszą propozycję reaguje inaczej - od absolutnego szczęścia, po stwierdzenie, że to miejsce zaprojektował jakiś chory sku*wiel. Dlatego mamy dwa poziomy trudności - wspomniany soft i standard, oraz pracujemy nad poziomem Hardcore, podczas którego straszyć będziemy przez godzinę i będzie różnił się całkowicie od tych wspomnianych wcześniej. "

Skrajne reakcje gości Fear Zone potwierdził Gustaw Choroszyński:

"

Ludzie po przejściu bywają bardzo rozemocjonowani - często rzucają się nam na szyję i ściskają. Jednym z momentów, który był dla mnie szczególnie miły była opinia pewnego Francuza, który stwierdził, że było to najlepsze czego doświadczył w całym swoim życiu. To naprawdę budujące. Głosy klientów mówiących, że chcieliby jeszcze mocniejszych doznań przez jeszcze dłuższy czas, sprawiły, że podjęliśmy decyzję o stworzeniu wersji hardcore. "

Właściciele Fear Zone zagłębili się w temat reagowania ludzi na strach serwowany w ich atrakcji. Dochodzi tu zarówno do omdleń, jak i do aktów agresji wobec aktorów, ale zdaniem Anety i Gustawa to po prostu ryzyko zawodowe. Dowiedzieliśmy się także, że część klientów nie zawsze bywa szczera co do stanu swojego zdrowia, co czasami nie kończy się w pożądany sposób. Na szczęście Aneta odbyła odpowiedni kurs pozwalający na interwencję w takich sytuacjach. Nie musicie się więc obawiać o to, że warszawski schron w centrum miasta będzie ostatnim miejscem jakie zobaczycie.

Do Domu Grozy - Fear Zone organizowane są wycieczki szkolne, dla nich oferowana jest lżejsza forma przejścia. Zaglądają tu również uczestnicy wieczorów panieńskich i kawalerskich, firmy zapraszają tu swoich pracowników w ramach różnej maści imprez, a niektórzy wolą na pierwszej randce dostać potężny zastrzyk adrenaliny, zamiast siedzieć w blasku świec. Opowiedziała o tym Aneta Rutkowska:

"

Nasza atrakcja jest w stanie pokazać jak człowiek reaguje w sytuacjach ekstremalnych. Okazuje się, że cichy pan księgowy potrafi być liderem grupy, a firmowy kozak nagle zaczyna się chować za dziewczynami. Tłumnie przychodzą tu też osoby na pierwszą randkę. Dziewczyny są zapraszane przez panów, którzy moim zdaniem, marzą o tym, że ich wybranki się do nich poprzytulają. Liczą, że pokażą jak wielkie mają cohones. Efekt jest różny. Czasami pierwsza randka może się okazać tą ostatnią, gdy mężczyźni zasłaniają się swoimi partnerkami. "

Będąc na co dzień obserwatorem ludzkiego strachu, osób z różnych warstw społecznych znajdujących się na emocjonalnej granicy, może narodzić się chęć napisania książki opisującej zachowania ludzi w sytuacji zagrożenia. Gustaw Choroszyński co prawda takiego planu nie ma, ale nie wyklucza działania na rzecz nauki:

"

Prowadziliśmy rozmowy z Uniwersytetem Warszawskim, żeby prowadzić w Fear Zone studium strachu. Jednak i tak nie moglibyśmy wystawiać ludzi na wszystkie doznania. Nie mogłem wykorzystać tu każdego swojego pomysłu, bo to ma być rozrywka ogólnodostępna. Dostarczamy strach, ale zunifikowany tak, żeby każdy mógł się tu odnaleźć. Na szczęście są chętni na naprawdę mocne wrażenia, a my sami mamy pomysły na przynajmniej kolejne trzy takie miejsca. "

Gustaw podkreślił także, że Fear Zone jest wypełniony autorskimi pomysłami. Za punkt honoru postawił sobie by uczynić swój horror house oryginalnym a nie kopią innych. Przykładowo jako jedyni mają w swojej ekipie aktorkę, która wciela się w wyjątkowe monstrum, które można spotkać tylko w Fear Zone (szczegółów nie możemy zdradzić). Takie atrakcje tylko na ul. Dowcip 4... i nie ma w tym żadnego żartu.

Gustaw wyznał również, że pojawiają się pierwsze oferty współpracy od zagranicznych horror house'ów. On sam wraz z Anetą wybierają się w podróż poślubną do dostarczającego najmocniejszych przeżyć domu strachu w Stanach Zjednoczonych, który szczyci się tym, że jeszcze nikt nie zdołał tam ukończyć całej trasy. Tamtejsza lista zapisów obejmuje kilkanaście tysięcy nazwisk, ale Gustaw i Aneta zostaną obsłużeni poza kolejnością. A wszystko po to, aby móc nauczyć się czegoś nowego i przenieść to na polskie poletko. Fear Zone dostosowuje się do oczekiwań klientów, stara się rozwijać i proponować coś świeżego, tak by, jak ujął to Alfred Hitchcock, dostarczać ludziom pozytywnych wstrząsów.

Robert Skowronski
Tagi: #Anty TV