18.08.2017 11:16

Astrofizyk oskarża Pink Floyd: Nie ma ciemnej strony Księżyca

Znany naukowiec zarzuca Floydom, że wprowadzili w błąd miliony osób. Za sprawą swego najsłynniejszego albumu muzycy spopularyzowali termin, nie mający żadnych astronomicznych podstaw.

Astrofizyk oskarża Pink Floyd: Nie ma ciemnej strony Księżyca
foto: AP/EAST NEWS, Vilisvir/Wikimedia Commons

Każdy fan rocka słyszał o „ciemnej stronie Księżyca”. Pojęcie to rozsławił Pink Floyd dzięki swej najważniejszej płycie, „The Dark Side Of The Moon” z 1973. Jak może pamiętacie ze szkoły, z Ziemi zobaczyć możemy tylko jedną półkulę Księżyca. Nie znaczy to jednak, że nasz satelita się nie obraca – jego ruch wokół własnej osi trwa niemal dokładnie tyle, co jego obrót wokół Ziemi. Sprawia to, że Srebrny Glob jest do nas zwrócony przez cały czas tą samą stroną.

To właśnie do tego zjawiska nawiązywał Pink Floyd, tytułując swoje albumowe arcydzieło. Zrobił to jednak całkowicie niepoprawnie. To, że widzimy tylko jedną stronę Księżyca wcale nie znaczy, że na drugiej panuje wieczna ciemność. Podobnie jak na Ziemi, na satelicie występuje dzień i noc, choć z powodu jego wolniejszego obrotu wokół własnej osi trwają one dłużej.

Pojęcie „ciemnej strony Księżyca” bardzo irytuje astronomów. Za popularność tego błędnego terminu astrofizyk Neil deGrasse Tyson obwinia właśnie Pink Floyd.

"

Nie ma żadnej ciemnej strony Księżyca. Jest strona widoczna i niewidoczna z Ziemi. Ale obie strony Księżyca otrzymują światło słoneczne w ciągu miesiąca.

Fakt, że Pink Floyd miał album z takim tytułem sprawił, że spędziłem całe dekady w mojej pracy nauczyciela, by to odkręcić w świadomości ludzi. Gdybym miał wehikuł czasu, cofnąłbym się i zmienił tytuł na „The Far Side Of The Moon” („Niewidoczna strona Księżyca”), dzięki czemu odzyskałbym setki godzin mojego życia. "

Na usprawiedliwienie Floydów przypomnijmy, że na płycie sami przyznają, że ciemna strona Księżyca nie istnieje. „Nie ma ciemnej strony Księżyca… Tak naprawdę cały jest ciemny” – słyszymy w „Eclipse”, co oczywiście jest tylko metaforą, a nie żadnym astronomicznym twierdzeniem.

Szkoda, że Roger Waters i spółka nie wzięli lekcji od Briana Maya z Queen – gitarzysta jest także astronomem i ma w tej nauce stopień doktora. To nie jedyny związek astronomii z muzyką rockową. NASA wysłała w kosmos specjalną płytę, na której nagrano m.in. utwory Chucka Berry’ego. Z kolei po śmierci Davida Bowiego na jego cześć kilka gwiazd pogrupowano w nieoficjalny gwiazdozbiór.

Maciej Koprowicz
Tagi: #Duperele #Pink Floyd