23.12.2015 10:38

Policja przyjechała na metalową domówkę... i kazała grać dalej

997, ten numer to kłopoty... A jednak nie zawsze! Gitarzysta zespołu Light Up The Sky pokazał, że stróże prawa to też ludzie i potrafią być całkiem wyrozumiali.

Policja przyjechała na metalową domówkę... i kazała grać dalej
foto: Zielona Sieć, CC BY 2.0 + Bóg Pejnta

Wszyscy znamy ten scenariusz: dobry melanż, głośna muzyka, zielony klimat... Aż tu nagle syrena za oknem, popłoch i koniec imprezy. Błyskawicznie trzeba wietrzyć, kopnąć butelki pod łóżko, wprawić w ruch spłuczkę w toalecie i udawać przed panem policjantem, że to żadna impreza, a tylko intensywna, wspólna nauka do sesji.

Koncerty na domówkach nie są może standardem w naszym kraju, ale potrafimy sobie wyobrazić taką sytuację choćby po amerykańskich filmach. Do przedstawionego zdarzenia doszło w pewnym domu w Oklahomie. Zespół Three Guys, One Shirt rozkręcał tam właśnie swój set, wszyscy dobrze się bawili, aż nagle w drzwiach stanęli gliniarze...

Każdy zapewne był już przekonany, że to koniec występu, gospodarz zaraz rozgoni towarzystwo i będzie po wszystkim. Policjant okazał się jednak całkiem w porządku. Rozumiejąc, że młodzież musi się wyszumieć, poprosił jedynie, aby odrobinę ściszyli... i mogą bawić się do białego rana.

Całe zajście możecie zobaczyć na poniższym nagraniu udostępnionym przez gitarzystę zespołu Light Up The Sky:

Tym razem na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a powyższe wideo może poważnie wpłynąć na ocieplanie wizerunku stróżów prawa w Oklahomie. Całe szczęście zebrani miłośnicy ostrego brzmienia nie musieli walczyć o swoje prawo do imprezowania...

Three Guys, One Shirt to teksański zespół hardcore'owy złożony z muzyków metalcore'owego Darkness Divided. Projekt jest obecnie w trasie z Like Vultures - przedstawiony występ był jej częścią.

Znacie podobne historie z udziałem policji?

Jakub Gańko
Tagi: #Duperele