01.05.2017 01:09

Kyle Gass Band w Warszawie [RELACJA]

Połowa duetu Tenacious D wystąpiła ostatniego dnia kwietnia 2017 roku w warszawskim klubie Beerokracja. Przeczytajcie naszą relację.

Kyle Gass Band w Warszawie [RELACJA]
foto: materiały prasowe

Kyle Gass obiecał w wywiadzie dla Antyradio.pl, że wykona przed swoimi polskimi fanami utwór „Kielbasa”, który otwierał debiutancki krążek Tenacious D. Słowa dotrzymał - jak „bro code” nakazał - jeśli jednak ktoś liczył wyłącznie na covery zespołu, który muzyk współtworzy z Jackiem Blackiem, musiał wychodzić z Beerokracji srogo zawiedziony.

Ciężko nam jednak wyobrazić sobie taką sytuację. Kyle Gass zaprezentował bowiem rockową zabawę na najwyższym poziomie - i do tego w pigułce. Gdybyście musieli kiedyś wytłumaczyć np. przybyszowi z innej planety, na czym polega rock'n'roll, polecamy go zabrać na występ połowy duetu Tenacious D.

Ian Anderson z Jethro Tull śpiewał lata temu o przypadku rockmana, który był już stanowczo za stary na rocka, lecz jeszcze zbyt młody by umrzeć. Kyle Gass stanowi dokładne przeciwieństwo tego człowieka: mimo że w lipcu 2017 roku będzie świętował 57. urodziny, wigoru, pomysłów i poczucia humoru mogłoby mu pozazdrościć wielu znacznie młodszych rockmanów. Lider Jethro Tull pojawia się tu jednak nie bez przyczyny: podobnie jak on, Gass wielokrotnie tego wieczoru popisywał się grą na flecie - a nawet na dwóch jednocześnie.

Był to jednak zaledwie jeden z elementów całej jego scenicznej prezencji, dzięki której każdy z fanów pod sceną mógł się czuć jak po prostu na kameralnym koncercie przyjaciół. Kyle co chwila żartował: czy to zachwycając się polskimi kobietami (szczególnie jedną pod sceną) i snując plany przyszłej emerytury w naszym kraju, czy to pytając nas o preferencje alkoholowe (sam sięgał co jakiś czas po whisky), czy też zdradzając sekrety swojego perkusisty i jego ksywki Bone, która miała się wziąć... tak, zgadliście - od jego efektownego przyrodzenia.

Do Bone'a należał zresztą jeden z najzabawniejszych momentów wieczoru, kiedy Kyle zachęcił go do popisania się przed mikrofonem. I tak perkusista zaprezentował publiczności przekrój swoich możliwości wokalnych w tak zróżnicowanym repertuarze jak „Black or White” Michaela Jacksona czy... „I Want It That Way” Backstreet Boys. Z poważniejszych utworów cały zespół wykonał też m.in. klasyczne „Jailbreak” Thin Lizzy.

Nie znaczy to jednak, że muzycy na scenie wyłącznie śmieszkowali. Ich autorski repertuar bujał od samego początku takimi kawałkami jak „Gettin' the Band Back Together” czy „Our Job to Rock” - co do wiarygodności tego drugiego nie było wątpliwości. Mike Bray to wręcz rockowy archetyp rockmana, a John Konesky niejeden raz robił wrażenie popisową solówką - choćby w podniosłym „Tremendous”. Publiczność jednak zdawała się najbardziej czekać na kultowy już „Bro Code”...

Gorętsze reakcje wzbudził tylko wieńczący cały set „Fuck Her Gently” - nie trzeba dodawać z czyjego repertuaru. Publiczność doskonale znała na pamięć cały tekst - co może tylko dobrze świadczyć o jej osobistych relacjach damsko-męskich - nic więc dziwnego, że mikrofon powędrował tym razem prosto w jej stronę.

Po koncercie cały zespół jeszcze długo był obecny na stoisku ze swoimi gadżetami i płytami, cierpliwie wszystko podpisując i pozując do zdjęć z fanami. Kyle Gass obiecał nam, że nie przestanie krzewić miłości do rocka, tak że jeśli przegapiliście występ w Beerokracji - koniecznie wpadnijcie na Przystanek Woodstock 2017!

Jakub Gańko
Tagi: #Koncerty #Tenacious D