04.12.2016 02:23

Tides From Nebula w Warszawie [GALERIA]

Warszawscy postrockowcy powrócili do rodzinnego miasta, by promować swój najnowszy album. Zobaczcie naszą galerię zdjęć z tego występu.

Tides From Nebula w Warszawie [GALERIA]
foto: Radek Zawadzki / Antyradio.pl

Jeśli ktoś pamięta pierwsze koncerty Tides From Nebula w Warszawie, gdy grupa zaczynała od małego klubu No Mercy, by już rok później supportować gwiazdę gatunku w postaci God is an Astronaut, może doskonale prześledzić drogę, jaką zespół Maćka Karbowskiego przebył na przestrzeni tych kilku lat. Dziś role mogłyby się spokojnie odwrócić, szczególnie że Irlandczycy od dawna nie mają nic ciekawego do zaproponowania.

Tymczasem Tidesi swoim ostatnim albumem, wydanym w maju 2016 roku „Safehaven”, kolejny raz udowodnili, że nie zamierzają tkwić w postrockowym getcie. Po kilkudziesięciu koncertach zagranicą zespół wrócił do rodzinnego miasta, by zaprezentować publiczności ten materiał. Jak przyznał sam Maciek, muzycy tylko czekali na ten moment, bo występy w stolicy zawsze są dla nich wyjątkowe.

Zobaczcie jak prezentował się ich występ:

Trzeba przyznać, że utwory z „Safehaven” doskonale sprawdzają się na żywo, zyskując jeszcze więcej koncertowej energii. Tides From Nebula sięgnął po najlepsze momenty płyty: od bujającego „The Lifter”, po zagrany na koniec głównego setu, przebojowy „We Are The Mirror”. Ku uciesze publiczności grupa pamiętała również o swojej przeszłości z płyt „Aura” i „Earthshine”. Repertuarem mogli być zawiedzeni tylko ci, którzy liczyli na gościnny występ Beli Komoszyńskiej.

Brak wokalistki Sorry Boys z tytułowym utworem ostatniego krążka nie oznacza jednak, że zabrakło niespodzianek. Na bis do kolegów z zespołu dołączył Adam Waleszyński - gitarzysta, który ze względów zdrowotnych musiał w 2016 roku zrezygnować z koncertowania. Przez resztę koncertu jego partie odgrywane były z playbacku, Tides From Nebula zdał jednak egzamin również jako trio.

Na osobną wzmiankę zasługuje oprawa wizualna koncertu, której nie sposób odmówić efektowności. Migające światła uzupełniały dodatkowe słupki z lampkami, doskonale zsynchronizowane z dynamiką dźwięków, jakie padały ze sceny i budujące niesamowitą atmosferę.

Największe wrażenie robi jednak fakt, że mimo trzech płyt na koncie więcej i niezliczonych międzynarodowych sukcesów, to wciąż ten sam zespół, który siedem lat temu kameralnie grał na małej scenie dawnej Progresji. Jego muzycy wciąż pozostali skromnymi pasjonatami, którym przede wszystkim zależy na swoich słuchaczach. Świadczyło o tym zarówno krótkie podziękowanie Maćka Karbowskiego, jak i finałowe zejście zespołu pod scenę.

Jako support warszawiaków zagrały zespoły Moose the TrampTranquillizer. Zwłaszcza ten drugi, z Konradem Ciesielskim oraz Matteo Bassolim z Blindead i charyzmatyczną Luną Bystrzanowską w składzie, może jeszcze sporo na polskiej scenie namieszać. Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli za kilka lat będziemy wspominać jego początki w podobnym tonie co drogę do sukcesu Tides From Nebula.

Jakub Gańko
Tagi: #Galeria #Koncerty #Tides From Nebula