19.03.2017 17:37

Triptykon w Polsce [GALERIA]

Tom G. Warrior odwiedził Polskę ze swoim Triptykonem aż na czterech koncertach. Zobaczcie nasze zdjęcia z krakowskiego Kwadratu i przeczytajcie, jak było w warszawskiej Progresji.

foto: Romana Makówka / Antyradio.pl

Twórczość Szwajcara jest w naszym kraju otaczana szczególnym kultem. Jeśli ktoś miał co do tego jakiekolwiek wątpliwości, wizyta w Progresji 18 marca 2017 roku w mig je rozwiewała. W klubie zebrała się tego wieczoru potężna reprezentacja miłośników ciężkiego grania, pośród których bez problemu można było dostrzec również krajowych muzyków, z Nergalem z Behemotha na czele.

Również sam Tom G. Warrior nigdy nie krył uwielbienia dla naszego kraju i polskiej publiki. O tym, że nie są to puste słowa, przekonywał rozmach polskiej minitrasy, Na czterech występach Triptykonowi towarzyszyły aż dwie polskie załogi: bocheńska Mord'A'Stigmata oraz lubelski Blaze Of Perdition. Obie udanie rozgrzały publiczność, choć prawdziwy przedsmak mrocznego rytuału dał dopiero niemiecki Secrets Of The Moon - wspomagany zresztą na scenie przez V. Santurę, gitarzystę Triptykonu.

Dziś nikt już nie ma żadnych złudzeń co do reaktywacji Celtic Frost - jak przypominał sam organizator, grupy nie przekonało nawet 100 tysięcy euro oferowane za występ na Wacken. Nikt też jednak nie miał wątpliwości, że Tom G. Warrior nie zapomni o swoim dziedzictwie i będzie wielokrotnie sięgał tego wieczoru do repertuaru kultowej kapeli, spełniając tym samym najmroczniejsze sny swoich fanów.

Zobaczcie naszą galerię zdjęć z występu w krakowskim Kwadracie, który odbył się dwa dni wcześniej:

Taki moment miał miejsce zaraz po wyjściu na scenę udekorowaną charakterystycznymi obrazami H.R. Gigera. Warrior w towarzystwie kolegów i uroczej Vanji Slajh zgniótł na miazgę swoich wyznawców wykonując „Procreation (of the Wicked)” i „Dethroned Emperor” wprost z debiutanckiego „Morbid Tales” Celtic Frost. Nikt z zebranych, kto wychował się na tym materiale, nie miał prawa czuć się zawiedziony - muzycy wrócili do niego jeszcze za sprawą kompozycji „Circle of the Tyrants” oraz tytułowego „Morbid Tales”.

Jedynym innym krążkiem Celtic Frost, który przypomniano tego wieczoru, był jego łabędzi śpiew, wydany po szesnastu latach „Monotheist” z 2006 roku. Z jednej strony szkoda, że usłyszeliśmy z niego tylko „Ain Elohim”, i tak już jednak połowę setlisty wypełniły kompozycje wcześniejszego projektu Warriora. Te zaś doskonale sprawdzały się przeplatane materiałem z wydawnictw Triptykonu: „Melana Chasmata” i „Eparistera Daimones”.

I tak nie mogło zabraknąć rozbudowanego „Tree of Suffocating Souls” czy przytłaczającego walcującymi riffami „Altar of Deceit”. Klimatyczne wyciszenie w skali całego występu stanowił „Aurorae”, gdzie Triptykon zabrał swoich słuchaczy na refleksyjną podróż, która mogłaby trwać bez końca. I o ile przez cały koncert muzycy prezentowali najwyższą formę, tak już publiczność pozostawiała nieco wątpliwości, czy to aby na pewno występ legendy black metalu.

Sam Tom G. Warrior zwrócił uwagę, że gdy po każdym utworze jest obsypywany gromkimi brawami, czuje się bardziej jak w operze. I faktycznie był to wyjątkowo spokojny wieczór - zważywszy na jego charakter muzyczny - mimo że okrzyków typowych dla takich imprez nie brakowało. Tutaj znowu wokalista pozwolił sobie zażartować: „Gram od 35 lat, a wy potraficie mi tylko powiedzieć „UGH”?”.

Takiego Warriora właśnie wszyscy uwielbiamy, a tym występem potwierdził, że stanowi klasę samą w sobie. Pokornie dziękował publiczności po występie i kłaniał się z całym Triptykonem, a później jeszcze długo rozmawiał ze swoimi fanami, podpisywał płyty i cierpliwie pozował do zdjęć. Dla miłośników ekstremalnych brzmień był to wieczór, którego z pewnością jeszcze długo nie zapomną.

Tagi: #Galeria #Koncerty #Romana Makówka