27.10.2017 12:19

VI. Memoriał Jona Lorda – Tribute to Deep Purple and more [RELACJA]

W warszawskiej Proximie 26 października 2017 roku w szczytnym celu odbyła się głośna celebracja twórczości legendarnej formacji Deep Purple.

VI. Memoriał Jona Lorda – Tribute to Deep Purple and more [RELACJA]
foto: Kamil Kacperski/Antyradio.pl

Impreza, jak sugeruje nazwa, odbyła się już po raz szósty, a po raz piąty gościła na deskach klubu Proxima. W ciągu wszystkich edycji memoriału wśród gości zdążyli się pojawić m.in. Jelonek, Grzegorz Kupczyk czy Anja Orthodox.

W tym roku gościem specjalnym Memoriału Jona Lorda był Doogie White, były wokalista Rainbow, a oprócz niego znaleźli się reprezentanci z naszego krajowego podwórka. Wśród nich Andrzej Zieliński (Skaldowie), Wojciech Hoffmann (Turbo), Tomek Struszczyk (Turbo), Michał Kielak (m.in Kasa Chorych, Pokój Numer 3, Czarny Pies), Łukasz Drapała (Chevy, eks-Chemia), Maciej Koczorowski (Chainsaw), Piotr Brzychcy (Kruk), Sierściu (4Szmery) Aneta Majeran oraz Sebastian Pańczyk (eks-Leash Eye), dla którego był to specjalny koncert, ponieważ cały dochód ze sprzedaży biletów i części pamiątek został przekazany na leczenie jego syna, Antka Pańczyka.

I zgodnie z obietnicami organizatorów, było Purpurowo, były niespodzianki, był też szał. Gospodarzami imprezy była formacja Made in Warsaw. Dla fanów Deep Purple mogło to być święto, ponieważ muzycy postanowili postawić na mniej znane kompozycje zespołu, okraszając je jednocześnie wieloma momentami kontrolowanej improwizacji, a także rozszerzaniem repertuaru o przeboje typu „Whole Lotta Love” Led Zeppelin czy „You Shook Me All Night Long” AC/DC, oraz oczywiście przeboje Rainbow zaprezentowane przez Doogiego White’a.

Niewątpliwie było to specjalne wydarzenie dla wykonawców, ponieważ każdy z nich tryskał energią i chciał jak najlepiej oddać hołd Jonowi Lordowi. Niestety, entuzjazm był tak ogromny, że czasami nagłośnienie nie wytrzymywało i (zwłaszcza na początku) słabo było słychać wokale. Oczywiście nastąpiła też drobna obsuwa, ale było to 10 minut, więc jest to drobny mankament, a nie ogromny zarzut.

Na frekwencje również nie można było narzekać. Proxima może nie pękała w szwach, ale mimo wszystko na koncercie pojawiło się kilkaset osób i w pewnych miejscach panował duży ścisk. Zwłaszcza pod sceną. Również potrzeba było czasu, żeby widownia się mocniej rozkręciła, bo na początku publika była trochę sztywna. 

Jednak mimo wszystko była moc, była energia. Było głośno, momentami sentymentalnie. Wszyscy dali z siebie wszystko, co było i widać, i słychać. Fanom twórczości Jona Lorda, nie tylko tej z czasów Deep Purple, bardzo polecam uczestnictwo w następnej edycji memoriału.

Kamil Kacperski
Tagi: #Koncerty