28.09.2016 14:55

Freddie Mercury i ja [RECENZJA]

Frontman Queen, kompozytor, grafik - jaki jednak był naprawdę, gdy schodził ze sceny i zmywał makijaż? O tym dowiecie się z tej właśnie książki.

Freddie Mercury i ja [RECENZJA]
foto: Antyradio.pl

Pierwsze skojarzenie z Freddiem Mercurym? Głos jak dzwon, gęsty czarny wąs i królewskie zachowanie na scenie. Tego wokalu nie można pomylić z żadnym innym. Muzyk Queen nie dość, że był bardzo dobrym wokalistą, to również stał się frontmanem, który panował nad oszalałym tłumem fanów.

Gdy zespół triumfował na listach przebojów, występował na największych obiektach i zostawiał konkurencję daleko w tyle, nikt nawet nie domyślał się, jak bardzo Freddie stresował się, gdy miał wyjść na scenę. Fani nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo dokuczała mu prasa, jak mocno to przeżywał i jak bardzo czuł się samotny.

Książka „Freddie Mercury i ja” ukazała się pierwotnie w 1995 roku i została napisana przez Jima HuttonaTima Wappshotta. Ten pierwszy był wieloletnim partnerem Freddiego oraz... jego ogrodnikiem. Wydawnictwo zostało wznowione i ukazało się 14 września 2016 roku. Jeśli jesteście fanami Queen i chcielibyście się dowiedzieć, jaki prywatnie był Freddie, to ta książka jest jak najbardziej dla Was.

Wszystko zaczyna się w 1983 roku, gdy w jednym z londyńskich gejowskich klubów Freddie chciał poderwać Jima, który nie był świadomy z kim ma do czynienia, określając go „Freddie cośtam” i dając mu kosza. Chyba właśnie to ujęło Mercury'ego, który otaczał się bliskimi mu przyjaciółmi broniąc się przed fałszywymi ludźmi liczącymi na rozgłos i jego pieniądze.

Po latach jednak panowie znowu się spotkali i stali się kochankami. Jim Hutton w książce opowiedział ich wspólną historię - kłótnie, imprezy sylwestrowe, urodzinowe przyjęcia, wycieczkę do Japonii, urządzanie domu czy po prostu wspólne oglądanie telewizji. Oczywiście cały czas w tle wybrzmiewa muzyka Queen, solowe utwory Freddiego, jak również album „Barcelona” nagrany wspólnie z Montserrat Caballé. Hutton opisuje słynny koncert Live Aid czy studio Musicland w Niemczech, gdzie nagrywano materiał na „A Kind Of Magic”.

Kochanek Freddiego stał się swego rodzaju Kopciuszkiem, który był zwykłym fryzjerem (choć raz jego klientem był David Bowie). Freddie wprowadził go w niesamowity świat show biznesu. Jim jednak chciał być niezależny i cały czas pracował, ale gdy w końcu zwolnił się z salonu fryzjerskiego, przyjął inną posadę - został ogrodnikiem Mercury'ego. Jak się okazuje kochanek miał wpływ na wiele decyzji podejmowanych przez Freddiego - chociażby w kwestii tekstu do numeru „One Vision”.

Książka przedstawia Freddiego w zupełnie innym świetle - jest to delikatny człowiek, który choć nienawidził pająków, nie pozwalał ich zabijać. Kochał koty, meble, sztukę i kulturę japońską. Często czuł się też samotny i niezrozumiany. Jim stał się jego oparciem szczególnie w momencie, gdy dowiedział się, że umiera na AIDS i nie ma zbyt wiele czasu.

„Freddie Mercury i ja” to przyjemna książka napisana w przejrzysty sposób. Autor zwięźle i w prosty sposób opowiada swoją historię. Nie ma tutaj zbyt wielu szczegółów dotyczących działalności Queen, jeśli więc czytelnik liczy na szczegółowe opisy pracy nad chociażby „The Miracle”, to się przeliczy. Jeśli jednak chce poznać Freddiego, jaki był naprawdę - to ta książka jest skarbnicą informacji.

Jim Hutton bacznie obserwował Mercury'ego i to jak show biznes może zapewnić duże pieniądze w zamian za prywatność i szykanowanie ze strony prasy. W pełni oddaje to poniższy cytat:

"

Często było mi szkoda Freddiego. Przy wszystkim, co miał - pieniądzach, sławie i sukcesach - nie mógł nigdy zaznać normalnego życia. Nie mógł iść na spacer czy na zakupy, żeby go nie ścigały ciekawski spojrzenia. "

Dla autora książki Freddie był towarzyskim człowiekiem, który chciał, żeby jego muzyka niosła radość innym. Według badań utwór „Don't Stop Me Now” jest numerem, który uszczęśliwia ludzi. Mercury spełnił swoje marzenie. Nie chciał być gwiazdą, tylko stać się legendą. Tak też się stało...

Ocena: 4,5/5

Aleksandra Degórska
Tagi: #Freddie Mercury #Queen #Recenzje