14.09.2016 12:13

Lemmy [RECENZJA]

Historia lidera Motorhead była już opowiadana wielokrotnie. Czego nowego możemy się dowiedzieć z jego definitywnej biografii pióra Micka Walla?

foto: materiały prasowe

Autor ma na swoim koncie niezliczone publikacje największych zespołów - przedstawiał nam już m.in. historie Black Sabbath, Iron Maiden, Guns N' Roses, The Doors, Pink Floyd, Led Zeppelin, AC/DC... Naprawdę jest co wymieniać. W tym konkretnym przypadku jednak Mick Wall jawi nam się nie tylko jako ceniony dziennikarz i kronikarz muzyczny. Przez wiele lat był też PR-owcem Motorhead i zdążył się z Lemmym po prostu zaprzyjaźnić.

Sama historia powstania tej książki to smutny zbieg okoliczności. Wall przeprowadził serię wywiadów z liderem Motorhead pod koniec lat 90., kiedy muzyk miał poważne problemy zdrowotne i każdy wolał być już przygotowany na najgorsze. Ostatecznie okazało się jednak, że Lemmy pożył jeszcze ładnych kilkanaście lat. Pod koniec 2015 roku dziennikarz miał zresztą plany przeprowadzić kolejne rozmowy ze swoim przyjacielem. Niestety, już nie zdążył...

Po takim wstępie można by oczekiwać typowej, gawędziarskiej formy w stylu znanej nam już „Białej gorączki” lub czegoś na kształt wywiadu-rzeki. Ale nie, „Lemmy” to przez większość czasu klasyczna biografia okraszona licznymi cytatami z wypowiedzi jej bohatera. Wiąże się to oczywiście z podtrzymaniem znanego nam już mitu rockmana, czego Wall od samego początku nie kryje. Jego przyjaciel lubił ściemniać, ale jak sam kiedyś wyznał: nie ma w tym według niego nic złego, byle to była fajna historia.

W książce nie brakuje też wypowiedzi muzyków, którzy współpracowali z Lemmym oraz osób z jego codziennego otoczenia, nie sposób jej więc zarzucić nierzetelność. I tak możemy niemalże z pierwszej ręki poznać historie o początkach w Rockin’ Vicars, współpracy z Jimmym Hendrixem czy słynnym rozstaniu z Hawkwind. Muzyk zemścił się za nie sypiając z dziewczynami dawnych kolegów z zespołu oraz wznosząc się na szczyt z Motorhead.

Jak nietrudno się domyślić, dzieje tego ostatniego zespołu zostały opisane najskrupulatniej, zwłaszcza w początkowym okresie działalności. Mowa tu o klasycznym składzie z Philthy Animalem i „Fast” Eddiem Clarkiem. Wall otwarcie przyznaje, że był to najciekawszy czas dla tego zespołu, obfitujący w jego największe sukcesy - po późniejszych zmianach składu nigdy już nie wrócił do tamtego poziomu, co niestety widać też po coraz bardziej gnającej do przodu narracji (historia grupy od „Orgasmatron” wzwyż to 1/3 książki).

Tutaj też ujawnia się największa wada „Lemmy'ego”: w trakcie lektury nie sposób pozbyć się wrażenia, że Mick Wall pracował nieco w pośpiechu i gdyby tylko miał więcej czasu, kilka wątków (jak choćby dzieciństwo Lemmy'ego) zostałoby pogłębionych. Choć to dalej kompletna historia jednej z najbardziej charakterystycznych legend rocka, którą różni od pozostałych brak momentu „ogarnięcia się” i zwolnienia tempa życia, czasami po prostu i w trakcie czytania chciałoby się nieco zwolnić.

W oryginalnym wydaniu biografia Lemmy'ego reklamowana jest jako „definitywna” i z pewnością można ją spokojnie polecić fanom rockowych lektur. Chyba że są już doświadczonymi fanami Motorhead, którzy czytali „Białą gorączkę” i widzieli dokument „Lemmy” Grega Ollivera i Wesa Orshoskiego. W takim wypadku prawdopodobnie wiele nowego się z niej nie dowiedzą...

Książkę „Lemmy” możecie zdobyć w naszym konkursie.

Ocena: 4/5

Tagi: #Lemmy Kilmister #Motorhead #Recenzje