09.11.2016 16:13

Ringo [RECENZJA]

Gdyby nie The Beatles to historia muzyki rozrywkowej potoczyłaby się zupełnie inaczej. Ważną postacią w tej układance był Ringo Starr, którego biografia jest niezwykle bogata.

Ringo [RECENZJA]
foto: Antyradio.pl

Pierwsze co się rzuca w oczy, gdy bierzesz do ręki książkę „Ringo” to oczywiście nazwisko autora, bo jest nim Michael Seth Starr - dziennikarz, który ma na swoim koncie m.in. biografie Redda Foxxa, Joeya Bishopa czy Raymonda Burra. Oczywiście zbieżność nazwisk to czysty przypadek.

Dziennikarz postanowił skrupulatnie opisać historię życia perkusisty. Trzeba przyznać, że pomimo tego, że nie udało mu się porozmawiać bezpośrednio z Ringiem to nieautoryzowana biografia jest bardzo szczegółowa. Autor bowiem przytacza często wypowiedzi znajomych, nauczycieli czy słowa samego muzyka z innych wywiadów. Starr ułożył z tego dogłębną opowieść o chłopcu, który choć spotykał sporo przeciwności losu osiągnął wielki sukces, o którym niektórzy mogą tylko pomarzyć.

Ringo urodził się w biednej rodzinie w nieciekawej okolicy. Nie dość, że ojciec porzucił jego matkę, gdy był małym dzieciakiem, to również miał problemy ze zdrowiem. Mimo to starał się dogonić swoich rówieśników i wkrótce prześcignął ich w grze na perkusji. Opowieść nabiera tempa, gdy Richy Starkey, bo tak naprawdę nazywa się muzyk, stał się Ringo Starrem. Młody perkusista postanowił trzymać w inny sposób pałeczki do gry, a fakt, że był leworęczny spowodował, że wyróżniał się swoim warsztatem. Między innymi to właśnie te czynniki wpłynęły na to, że artysta jest uznawany za jednego z najważniejszych perkusistów wszech czasów.

Momentami jednak niektóre szczegóły powodują, że czytelnik po prostu się gubi. Wymieniając kolejnych muzyków z kapel, w których udzielał się czy z którymi współpracował Ringo powoduje, że można po prostu zapomina o głównym wątku. Jest to jednak jedyny drobny minus, z którym wnikliwi czytelnicy sobie poradzą.

Książka o Ringu to opis jego wzlotów i upadków. Muzyk poniósł wiele wyrzeczeń na rzecz swojej kariery. Śmiało jednak można powiedzieć, że to wszystko było warte zachodu, w końcu jest żywą legendą, która po dziś powoduje zachwyt u wielu muzyków, tych bardziej znanych (jak chociażby Phil Collins, który wypowiada się o Ringu w biografii), jak również tych, którzy zaczynają dopiero swoją przygodę z The Beatles.

Ocena: 4/5

Aleksandra Degórska
Tagi: #Recenzje #Ringo Starr #The Beatles