03.06.2015 15:15

Steve 'N' Seagulls – Farm Machine

Finlandia ponownie wygrywa mistrzostwo świata w graniu coverów. Tym razem zwycięstwo zapewnili im utalentowani farmerzy.

Steve 'N' Seagulls – Farm Machine
foto: materiały prasowe

Ponad 20 lat temu w Finlandii zrodziła się myśl, by grać metalowe utwory na wiolonczelach. Wydawałoby się, że to tylko jednorazowy incydent, aż do momentu, gdy świat usłyszał o Steve 'N' Seagulls. Historia zatoczyła koło, a my jesteśmy świadkami nowego gatunku muzycznego. Wiejski metal powstał dzięki interpretacji kultowych kawałków przy użyciu takich instrumentów jak mandolina, kontrabas czy… kowadło. Choć niniejszy wstęp, zapowiadający dźwięki z pogranicza folku i country, może wzbudzić w rockowych duszach wątpliwości, to postaram się rozwiać je jak najszybciej.

Panowie z Steve 'N' Seagulls zasługują na słowa uznania we wszystkich płaszczyznach tworzenia płyty „Farm Machine”. Począwszy od doboru kawałków (m.in. największe hity Metalliki, AC/DC oraz Guns N' Roses), przez aranżacje, świetne wykonanie techniczne, aż po naturalne, koncertowe brzmienie. Płyta z pewnością przyciągnie wszystkich maniaków rockowych i metalowych standardów, którzy skończyli edukację na „Czarnym Albumie”, ale spowoduje też uśmiech na twarzach muzycznych podróżników. Piszę o tym, gdyż jeszcze w tym tygodniu dowcipkowałem o słuchaczach, którzy nie zmienili płyty w odtwarzaczu od 20 lat. Takie podejście nie przeszkodziło mi, bym przez ostatnie kilkanaście dni z radością katował „Farm Machine”.

Po krótkim intro Finowie raczą nas szlagierem Led Zeppelin. Skłamałbym pisząc, iż w ich wykonaniu „Black Dog” słyszę głos równie potężny co Roberta Planta. Bardziej kojarzy się on ze śpiewem Tenacious D. Ale przecież nie o kopiowanie oryginału w coverach chodzi!

Imponują partie unisono gitary akustycznej, banjo i mandoliny oraz zaskakująca zwrotka, gdzie zespół wesoło pogwizduje w miejscu linii wokalnej. Podobne niespodzianki przynoszą również covery AC/DC. Oddzielną historię można by także napisać o solówkach na akordeonie („Thunderstruck”) czy też zagranej na banjo wariacji w maidenowym „The Trooper”.

W genialnie dobranej trackliście pojawia się także „Ich Will” Rammsteina, który nabiera dodatkowego smaku dzięki fińskiemu akcentowi oraz zachwyca umiejętnością płynnego przejścia od recytacji po krzyk. Obok swoistej lekcji śpiewu dla Tilla Lindemanna, na płycie można też usłyszeć naukę gry legendarnego riffu z „Seek & Destroy” znacznie szybciej niż czynił to nastoletni James Hetfield. To jest odpowiednie tempo do tego kawałka! Na szczególne wyróżnienie zasługują także „Nothing Else Matters” oraz „Cemetery Gates”. Oba z wymienionych zostały wywrócone do góry nogami, a jednocześnie zachowują zalety oryginału. Pierwszy z wymienionych można ulokować gdzieś pomiędzy wersjami Apocalyptiki i Acid Drinkers, ale cover Pantery jest już niepowtarzalny!

Za jedyny grzech popełniony przez Steve 'N' Seagulls na płycie „Farm Machine” uważam wykonanie kawałka Nightwish. Na tle pozostałych 11 utworów „Over The Hills And Far Away” brzmi zdecydowanie najsłabiej i skłania do wciśnięcia guzika „next”. Uznajmy jednak, iż miał być to hołd dla swoich rodaków. Tribute został złożony i miejmy nadzieję, że na następnym krążku już się nie pojawi.

Chociaż cała historia Finów brzmi do granic możliwości abstrakcyjnie, to z pewnością ogromna rzesza fanów już czeka na kolejny krążek. W ich repertuarze koncertowym można znaleźć chociażby „Iron Man” sabbathów, co powoduje, że nie musimy martwić się o następną płytę. Uspokaja także fakt, iż między tymi pięcioma muzykami występuje chemia czystsza niż metamfetamina gotowana przez słynnego Heisenberga. Powiedzieć, że ci panowie są utalentowani, to nic nie powiedzieć! Nie pozostaje mi nic innego, jak wystawić chłopakom najwyższą możliwą notę i czekać na ich koncert. Oby dostali taką samą szansę jak przed laty Apocalyptica , która otwierała koncerty Metalliki. Wizja autorskich kawałków tego kwintetu jest niezwykle emocjonująca. Jestem im wdzięczny, ponieważ nie sądziłem, że wrócę jeszcze do metalowych klasyków z taką radością!

Ocena: 5/5

Piotr Wasilewski
Tagi: #Recenzje #Steve'n'Seagulls