25.02.2016 15:29

Votum - Ktonik

Czwarty album długogrający warszawskich progmetalowców otwiera zupełnie nowy rozdział w ich karierze. Czy „Ktonik” jest skazany na sukces?

Votum - Ktonik
foto: materiały prasowe

Votum dał się poznać dotąd swoimi trzema concept albumami jako sprawna i rzetelna załoga obracająca się w kręgach szeroko rozumianego rocka progresywnego. Zapowiedzią zmian w jego twórczości były już roszady personalne, jakie w ostatnich latach zaszły w grupie: Bartosz Sobieraj zastąpił dotychczasowego wokalistę, Macieja Kosińskiego, zaś gitarzysta Piotr Lniany zajął miejsce Aleksandra Salamonika.

Zmiana wokalisty to zawsze bardzo poważna sprawa w zespole - w końcu to jego twarz i głos uderzają odbiorców w pierwszej kolejności. W związku z tym zmiana na tym ważnym stanowisku w naturalny sposób pociąga za sobą wyraźne konsekwencje. Jednak nowy stylistyczny zwrot wykonany na „Ktonik” to nie tylko kwestia potężniejszego wokalu. Zespół odszedł nieco od klasycznego progrocka z rozbudowanymi kompozycjami i długimi solówkami, a obrał nowocześniejszy kierunek.

W graniu warszawiaków słychać przede wszystkim wpływ dawnej Anathemy i Katatonii. Inspiracje te wyczuwalne są nie bez przyczyny - choć Votum zarejestrował nowy materiał w polskich studiach, za jego miks odpowiada David Castillo, który współpracował m.in. ze wspomnianą Katatonią, ale też Bloodbath czy Opeth. Biorąc pod uwagę, że grupa koncertowała już u boku wspomnianych zespołów, wybór tego człowieka i nadane przez niego brzmienie wydają się naturalną koleją rzeczy.

Szczególnie że nowa stylistyka zdaje się idealnie pasować do Votum. Zamiast modnego obecnie powrotu do klasyki, czerpiącego z lat 70. czy 80., grupa postanowiła iść do przodu i nie boi się przebogatych, wielowarstwowych aranżacji czy efektów elektronicznych jak w singlowym „Spiral”. W połączeniu z wręcz Toolowym ciężarem i „telefonicznym” przetworzeniem wokalu à la Steven Wilson, wychodzi z tego istna mieszanka wybuchowa.

Co ważne, rezygnując z rozbudowanych, wielowątkowych kompozycji (a nawet całej formuły concept albumu), Votum zbliżył się do... po prostu przebojowego, acz dalej mrocznego grania. Wystarczy raz posłuchać zilustrowanego efektownym teledyskiem „Satellite”, by pozostał nam w głowie na długo. Muzycy doskonale operują dramaturgią od pełnego emocji śpiewu do pociętego riffami wrzasku. Oczywiście wielka w tym zasługa Bartosza Sobieraja. Co ważne, nowy wokalista nie razi też obcym akcentem, dzięki czemu bez wstydu może reprezentować grupę zagranicą.

Najbardziej niespodziewanym fragmentem albumu jest zdecydowanie utwór „Blackened Tree”. Choć ze względu na bogate, ambientowe tło ciężko go nazwać minimalistycznym, kompozycję niosą przede wszystkim delikatne klawisze, co sprawia, że może być dobrym wstępem do twórczości Votum dla słuchaczy nie gustujących na co dzień w mocniejszych brzmieniach. To jednak wciąż mroczne i niewesołe klimaty, jakie dominują na całej płycie.

Mimo że Zbigniew Szatkowski wyznał w rozmowie z serwisem Antyradio.pl, że starał się tym razem odejść od swoich ulubionych orkiestrowych aranżacji, bogactwo brzmieniowe wciąż wyraźnie słychać w niektórych kompozycjach. Takich jak monumentalny „Horizontal”. Utwory pełne są drobnych smaczków, które urozmaicają cały materiał i sprawiają, że nawet po wielokrotnym przesłuchaniu jest w stanie zaskoczyć nas czymś nowym.

Jak przyznają sami muzycy, łącznikiem między starym a nowym podejściem do grania jest najbardziej rozbudowany, kulminacyjny moment na „Ktonik” w postaci utworu „Prometheus”. Już jego liryczny wstęp zwiastuje wielkie dzieło, a nowy wokalista ma okazję zaprezentować pełnię swoich możliwości. Kawałek rozkręca się do coraz cięższych obrotów, ale nie zapomina przy tym o chwytliwym refrenie.

„Ktonik” to dojrzałe dzieło, które kusi ładnymi melodiami i przebojowymi refrenami, by zabrać słuchacza w środek mrocznej jaskini czy też związane z całą otoczką albumu podziemie. Warto jednak dać mu się zwieść w te niebezpieczne okolice. Nie ma wątpliwości, że to przełomowy moment dla Votum, który w cięższej i mroczniejszej stylistyce czuje się jak ryba w wodzie. Z takim materiałem może spokojnie wybierać się na podbój zagranicy - co już ma w planach, ruszając od razu w kolejną europejską trasę koncertową.

Ocena: 5/5

Jakub Gańko
Tagi: #Recenzje #Votum