02.05.2017 17:47

Zgniła zieleń. Historia Carnivore i Type O Negative [RECENZJA]

Na rynek trafiło kolejne wydawnictwo muzyczne pióra Macieja Krzywińskiego, tym razem poświęcone zespołom Petera Steele'a. Czy jest równie udane jak „Królowie życia”?

Zgniła zieleń. Historia Carnivore i Type O Negative [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

14 kwietnia 2017 roku minęło siedem lat, odkąd lider Type O Negative udał się bezpowrotnie na Halloween w Niebie u boku Bona Scotta, Johna Bonhama i Dimebaga Darrella. Choć to szmat czasu, zarówno historia jego życia, jak i twórczości pod wszystkimi szyldami, obfituje nadal w wiele zagadek i niedomówień. Co ma do dodania w ich temacie „Zgniła zieleń”?

Peter Steele był z pewnością postacią nietuzinkową, pełną paradoksów, a przez to ze wszech miar fascynującą. Wokalista łączył swoją pomnikową posturę i przeszywający do głębi, niski głos z niesamowitą wrażliwością i delikatnością. Choć był zdeklarowanym pragmatykiem i - jak przekonuje również ta książka - najszczęśliwszy był grabiąc liście w brooklyńskim Prospect Park, miał potężne skłonności depresyjne, które ostatecznie doprowadziły go do upadku. Nie sposób też zapominać o jego kontrowersyjnym poczuciu humoru, które stale gloryfikowało Adolfa Hitlera czy iście fekalne żarty...

Ale o tym każdy fan Type O Negative doskonale wie. Znamy historie o słabości tego „wrażliwego olbrzyma” do kokainy, czerwonego wina i rudych dziewczyn. Wiemy, w jaki sposób „Bloody Kisses” zapewniło sukces wytwórni Roadrunner i powoli, lecz konsekwentnie wywindowało zespół z brooklyńskiego podziemia na metalowe salony. Słyszeliśmy o okolicznościach powstawania udawanej koncertówki „The Origin of the Feces”, a także widzieliśmy efekty niesławnej sesji Petera do „Playgirl”... Albo przynajmniej mówiły nam o niej zakochane w nim koleżanki.

To wszystko elementy, których w żadnej biografii Type O Negative nie mogło zabraknąć. Maciej Krzywiński poszedł jednak znacznie dalej. Przedstawił ze szczegółami kulisy filmowego mikroepizodu Steele'a, przytoczył z pierwszej ręki relacje z koncertów TON w Polsce, a nawet przyjrzał się uważnie jego niełatwym relacjom rodzinnym. Co najważniejsze, spróbował nawet rozwikłać zagadkę ostatnich lat życia Green Mana, kiedy przy okazji płyty „Dead Again” zamienił się on w nawróconego kaznodzieję. O napiętych stosunkach, jakie panowały wówczas w zespole i przyczynach śmierci Petera prawdopodobnie więcej się już nie dowiemy.

Co szczególnie cenne w przypadku „Zgniłej zieleni”, to że autor nie zadowolił się wyłącznie przekopaniem już istniejących wywiadów i dokumentacji kariery twórców „October Rust”. Na własną rękę dotarł do muzyków Fallout czy Carnivore - wcześniejszych projektów Steele'a - a nawet ówczesnych pracowników Roadrunner Records czy awangardowego reżysera Billa Zebuba. Wszystkie te rozmowy niewątpliwie dodają książce wiarygodności i nieraz rzucają nowe światło na omawiane sprawy. Sami muzycy Type O Negative niestety odmówili rozmów, podobnie jak wcześniej autorowi amerykańskiego „Soul On Fire - The Life And Music Of Peter Steele”. Biorąc pod uwagę treść ostatniego rozdziału książki, trudno im się dziwić.

Wielkim plusem „Zgniłej zieleni” jest również fakt, że Krzywiński nie potraktował po macoszemu Carnivore, tak jak wielu biografów uczyniło przed nim. Ten przypominający nieco Gwar, dziwny zespół, łączący estetykę „Mad Maxa” i kina klasy B z pionierskimi, thrashowymi brzmieniami, zdaje się być bowiem kluczem do zrozumienia Petera Steele'a. Kiedy przestaniemy się oburzać kompozycją „Jesus Hitler” i zrozumiemy dwoistość „Male Supremacy”, dalsze wygłupy muzyka nie będą już na nas robiły aż takiego wrażenia.

Wszystkie te wydarzenia zostały zaprezentowane w typowym dla Macieja Krzywińskiego, gawędziarskim stylu, dzięki czemu mamy wrażenie, że poznajemy je przy piwie od dobrego kumpla. Autor co chwila zabawia czytelnika pozornie niezwiązanymi z tematem anegdotami, ubarwia swoją narrację cytatami z Kazika czy Lecha Janerki, a nawet pozwala sobie na drobne złośliwości (zgadnijcie, pod adresem którego polskiego zespołu mogła być adresowana jedna z nich, kiedy była mowa o „hipertrofii”).

Wdzięcznym uzupełnieniem publikacji jest szczegółowa dyskografia wszystkich zespołów (obejmująca również gościnne występy Petera Steele'a u innych artystów - których trochę było...), a także obszerna galeria zdjęć. Część z nich została udostępniona z prywatnych zbiorów przepytywanych osób z otoczenia Petera, nie są to więc pierwsze lepsze okazy wyłowione w przeglądarce Google.

„Zgniła zieleń. Historia Carnivore i Type O Negative” to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika Type O Negative i Carnivore (jeśli zdarzają się wypadki, że jedno wykluczałoby drugie) - nawet takiego, któremu wydawało się, że wie o swoim ulubionym zespole wszystko. Blisko 500 stron lektury będzie doskonałym pretekstem, by przypomnieć sobie dyskografię Petera Steele'a i wznieść toast ku jego pamięci lampką czerwonego wina. 

Jakub Gańko
Tagi: #Recenzje #Type O Negative