03.03.2016 16:15

31 lat temu ukazała się płyta „Master of Puppets” Metalliki

3 marca 1986 roku muzyka metalowa zmieniła się raz na zawsze. Dziś urodziny jednej z najważniejszych płyt w historii ciężkiego brzmienia.

31 lat temu ukazała się płyta „Master of Puppets” Metalliki
foto: materiały prasowe

„Lashing out the action, returning of reaction, weak are ripped and torn away” - tymi słowami rozpoczynała się trzecia płyta Metalliki, od początku zabierając słuchaczy na prawdziwą jazdę bez trzymanki. Dziś, 30 lat po premierze, album brzmi tak samo świeżo i słuchając go nie mamy wątpliwości, że obcujemy z prawdziwie epokowym dziełem.

Po pełnym młodzieńczej energii debiucie „Kill 'Em All” i rozwijającym jego koncepcję „Ride the Lightning” kwartet wspiął się na szczyt swoich możliwości i stworzył album uważany powszechnie za jego magnum opus. Metallica postanowiła powtórzyć konwencję poprzedniego dzieła. Ponownie otrzymaliśmy 8 utworów, znów wita nas akustyczne intro mocniejszego kawałka, następnie dostajemy rozbudowany numer tytułowy, a na pozycji czwartej znajdujemy balladę. Pod koniec mamy zaś utwór instrumentalny.

Z pewnością była to przełomowa pozycja dla całego thrash metalu, która wyprowadziła go na światło dzienne szerszej publiczności. W 1986 roku piastowała miejsce obok wydanych w tym samym czasie „Peace Sells... but Who's Buying?” Megadeth i „Reign in Blood” Slayera. Rok później Anthrax wydał „Among the Living”, dopełniając tym samym dzieła stworzenia tzw. „Wielkiej Czwórki Thrash Metalu”.

To również ostatnia pozycja w dyskografii Metalliki nagrana z udziałem basisty Cliffa Burtona. Po niej nic już nie było takie samo i choć zespół osiągnął niewyobrażalnie większy sukces komercyjny wydanym pięć lat później „Czarnym Albumem”, była to już zupełnie inna Metallica niż w 1986 roku.

Przed Wami jedna z najsłynniejszych metalowych płyt wszech czasów. Nawet jeśli ktoś jej jakimś cudem nie słyszał, z pewnością kojarzy jej tytuł. Świętujcie 31. urodziny „Master of Puppets” razem z nami i poznajcie ciekawostki związane z tym legendarnym albumem.

Młodzieńcza energia

Lars Ulrich wspomina lato 1985 roku jako naprawdę szalony okres. Zespół właśnie zakończył trasę promującą „Ride the Lightning”, miał też już na koncie poważny kontrakt z wytwórnią Elektra Records, która wznowiła poprzedni materiał i wraz z krytykami oraz fanami niecierpliwie wyczekiwała kolejnego ruchu pionierów thrash metalu. A dla nich muzyka stanowiła wówczas całe życie: jeździli za koncertami Deep Purple, słuchali non-stop AC/DC i Motorhead, oglądali Black Sabbath na występie Live Aid...

"

Byliśmy naprawdę młodzi, mieliśmy świeże podejście. Kiedy patrzę na nasze zdjęcia z tamtego czasu, widzę przede wszystkim niewinność. Wszyscy byliśmy muzycznymi zapaleńcami. Na ścianach mieliśmy najróżniejsze plakaty: od Iron Maiden i Michaela Schenkera po UFO i Ritchiego Blackmore'a. Wszystko kręciło się wokół muzyki. Żyliśmy nią 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. "

Dzień po wspomnianych występach Live Aid, Metallica przygotowała wstępną wersję pierwszego utworu na nowy album: „Battery”. Klasyczny już dziś riff został skomponowany przez Hetfielda na wakacjach w Londynie. Niektórzy krytycy odczytywali ten utwór jako opowieść o agresywnych działaniach wojennych, zespół miał jednak raczej na myśli własnych fanów, którzy zapewniali mu energię do grania. Na Battery Street w San Francisco znajdowały się kluby, w których grupa grała u progu kariery.

Rozglądając się za producentem nowego materiału, Lars Ulrich próbował zainteresować tym stanowiskiem Geddy'ego Lee z Rush, z którym zaprzyjaźnił się w Anglii. Do współpracy jednak nie doszło, zespół więc zdecydował się na ponowną współpracę z Flemmingiem Rasmussenem. Duński producent wyprodukował też dwa lata później „...And Justice for All”. Album przyniósł mu nagrodę Grammy za pochodzący z niego kawałek „One”.

Władcy marionetek

Metallica od początku zdawała sobie sprawę, że po dwóch udanych płytach nie dostanie żadnej taryfy ulgowej i będzie musiała starać się ze wszystkich sił, by przebić poprzednie dokonania i ponownie zachwycić odbiorców. Grupa zdecydowała się poszerzyć spektrum swoich inspiracji, którym zawsze wyróżniała się na tle mniej poważnych zespołów metalowych. O dużych aspiracjach przekonywał sam Hetfield, gdy występował w 1985 roku na festiwalu Monsters of Rock.

"

Jeśli jesteście tu, żeby oglądać spandex i pie*dolony makijaż, słuchać całego tego gówna w stylu „rock'n'roll, mała” w każdym je*anym kawałku, to ku*wa pomyliliście zespoły. My tu przyszliśmy trząchać dynią. "

Przejawem ambicji zespołu był również tytułowy kawałek z trzeciej płyty kapeli, który oparto na podobnym schemacie co „The Four Horsemen” z debiutanckiego „Kill 'Em All”, gdzie zwrotki i refreny przerywa długa, melodyjna solówka. Tekst porusza problem uzależnienia, będącego wówczas tematem tabu. Hetfield - jako podmiot liryczny - wypowiada się z perspektywy narkotyku, który zyskuje pełną władzę nad swoją ofiarą. Do napisania zainspirowały go coraz liczniejsze grupy narkomanów, które dokuczały mu na imprezach.

Mroczny, metaforyczny tekst od razu zyskał uznanie fanów i do dziś utwór „Master of Puppets” jest najczęściej wykonywanym na koncertach numerem w historii Metalliki. Lars Ulrich wciąż nie może uwierzyć w szaleństwo, jakie wywołuje ten kawałek.

"

Kilka lat temu byliśmy w trasie po Europie, na której poprosiliśmy fanów, by zadecydowali o setliście. Okazało się, że na jakieś 20 czy 30 koncertów, „Master of Puppets” był najczęściej wymienianym utworem każdego wieczoru. To wręcz chore. "

Jakub Gańko
Tagi: #Metallica #Rock News