25.11.2016 14:46

Lars Ulrich: Grammy dla „St. Anger” była nie na miejscu

W ostatnim czasie mogłoby się zdawać, że po otwarciu konserwy zobaczymy znajomą twarz Jamesa Hetfielda lub Larsa Ulricha. Dziesiąty studyjny krążek ich zespołu sprzedaje się jak świeże bułeczki, a panowie nie znikają z łamów muzycznej prasy od tygodni.

Lars Ulrich: Grammy dla „St. Anger” była nie na miejscu
foto: EDV / Splash News / East News + Hrabia pejnta

Co chwila dowiadujemy się czegoś nowego na temat Metalliki i wydaje się, że po takiej ilości wywiadów możemy już trafić tylko na nudne pytania i wyświechtane odpowiedzi. Nic bardziej mylnego - Lars Ulrich dał się niedawno poznać z zupełnie innej strony, niż zazwyczaj i opowiedział, jakie żarty na temat „St. Anger” i swoich miernych umiejętności gry na perkusji ceni sobie najbardziej.

Na próżno szukać w tych wypowiedziach postawy artysty przekonanego o własnej nieomylności - Lars z dystansem odnosi się do żartów krążących od dłuższego czasu wśród fanów rocka i metalu. Czyżby perkusista Metalliki w końcu wyluzował i, jak zapewniał w wywiadach, nauczył cieszyć się chwilą bez niepotrzebnych nerwów i stresu o przyszłość?

Wygląda na to, że przynajmniej nabrał dystansu do przeszłości i wcale nie uważa „St. Anger” za niedoścignione dzieło. Nie ukrywa też, że wiek daje mu się we znaki i niektóre z partii perkusyjnych wolałby pomijać ze względu na własną kondycję.

Artysta zapytany o swoje myśli podczas odgrywania solo wypalił:

"

Powinienem brać lekcje gry na perkusji. Mam nadzieję, że dźwiękowiec podkręcił wszystko tak głośno, że hałas zagłusza moją nieudolność. Każdy zmarły wielki perkusista przewraca się w swoim grobie. "

Nie zapomniał też nawiązać do wątku podwójnej stopy w „One” i jego problemów z tym kawałkiem w ostatnich latach. Przyznał, że najchętniej by sobie odpuścił ten utwór.

"

W związku z tym, że układam setlistę, przypomnienie – nie wstawiaj „One” na jutrzejszą setlistę. "

Jego idea najlepszego zestawu perkusyjnego, jaki dałoby się stworzyć wyglądała dokładnie tak, jak mogliby się spodziewać wszyscy, którzy są zdania, że kapela skończyła się na „Kill 'Em All”:

"

Pierwszy zestaw, który gra sam na sobie. Nie mylić z automatem perkusyjnym, chodzi o prawdziwy, akustyczny zestaw, który gra sam na sobie, podczas gdy perkusista może być w domu i w zmęczeniu spoczywać swoje zbolałe ciało na laurach. "

Lars Ulrich odniósł się także do statuetki Grammy, którą zespół otrzymał w 2003 roku za tytułowy utwór z albumu „St. Anger”. Zapytany, czy zwróciłby nagrodę za kawałek, którego teledysk kręcono w więzieniu w San Quentin, jeśli miałoby to zagwarantować utrzymanie pierwszej pozycji „Hardwired… To Self-Destruct” na liście przebojów, zdziwił się:

"

Wygraliśmy Grammy za „St. Anger”? Wygranie statuetki Grammy za „St. Anger” - to brzmi niesprawiedliwie. W związku z tym, że mamy więcej nagród Grammy niż albumów na pierwszych miejscach, aby to zbilansować – tak, oddałbym statuetkę otrzymaną za „St. Anger”, żeby zbliżyć do siebie te liczby. "

Perkusista Metalliki bezpardonowo określił twory zespołu z tamtych lat narzędziem tortur. Wspominając, że amerykańskie wojsko używało muzyki jego zespołu jako broni psychologicznej w Afganistanie, Lars skwitował urok kawałków z „St. Anger” wskazując przy okazji pokojowe zastosowanie tamtego albumu:

"

Wojna skończyłaby się znacznie szybciej, gdyby trzymali się samych kawałków z „St. Anger”. "

Brzmienie perkusji Larsa Ulricha na tym krążku jedni uważają za celowy prymitywizm, inni sądzą, że ostatecznie udowodniły one, że lider Metalliki powinien zakończyć karierę muzyka. On sam wspomniał, jaki jest jego ulubiony żart na ten temat:

"

Zapomniałem wyjąć werbla z kartonu, w który był zapakowany. "

Faktycznym powodem kartonowego brzmienia jest jednak zapewne uwielbienie Larsa do prymitywnego, krzyżackiego thrashu z okolic 1985 i 1986 roku z „In the Sign of Evil” Sodom czy „Endless Pain” Kreatora na czele. Postanowił on przypuszczalnie odtworzyć piwniczne brzmienie tekturowych perkusji z tych klasycznych europejskich wydawnictw. Czy się udało – oceńcie sami.

Zapytany na koniec o kwestie, które nurtują go od lat, artysta odpowiedział żartobliwie:

"

Co jest z moim akcentem? Co z wysokim czołem? Czy naprawdę wyglądam jak oliwka nadziana na wykałaczkę, jak twierdzi Kirk Hammett? Czemu jestem taki uparty? Czemu jestem taki przekorny? Czemu drugi podbródek? "

W najbliższym czasie usłyszymy o autorach „Hardwired… To Self-Destruct” jeszcze niejednokrotnie. Nie zapowiada się, aby ich zakrojona na masową skalę akcja promująca najnowsze wydawnictwo zbliżała się do końca. Trzeba przyznać, że jak dotąd plan opracowany przez Larsa i ludzi od marketingu sprawdza się doskonale, a nowa płyta może się okazać największym sukcesem zespołu od czasu, w którym podzielił dawnych fanów za sprawą „Czarnego albumu”.

Maciej Daszuta
Tagi: #Lars Ulrich #Metallica #Rock News