13.11.2017 16:42

Lars Ulrich: Pewnego dnia hologramy mogą zastąpić nas w Metallice

Perkusista Metalliki jest pod wrażeniem niesamowitych scenicznych efektów, stworzonych dla jego zespołu i zastanawia się, czy jego show potrzebuje jeszcze fizycznej obecności muzyków.

Lars Ulrich: Pewnego dnia hologramy mogą zastąpić nas w Metallice
foto: EDMOND SADAKA EDMOND/SIPA/EAST NEWS, Paint

Hologramy do złudzenia przypominające realnych ludzi, które mogą ich zastępować w razie potrzeby, powoli przestają być wizją rodem z „Gwiezdnych wojen”. Już teraz nowoczesna technologia pozwala „ożywić” w hologramowej formie zmarłych muzyków, aby dawali koncerty jak prawdziwe osoby. Niedawno światek metalu zaszokowała wieść o stworzeniu wiernej wirtualnej kopii Ronniego Jamesa Dio – hologramowy show pod hasłem Dio Returns będzie można podziwiać 9 grudnia 2017 w Warszawie.

Cyfrowe „zmartwychwstanie” Ronniego okazało się takim sukcesem, że już niebawem na scenach całego świata może zaroić się od hologramowych duchów – już wiadomo, że taki los czeka Franka Zappę. Czy oznacza to, że niedługo prawdziwi muzycy przestaną być potrzebni?

Metallica oferuje swoim fanom na swoich koncertach zapierające dech w piersiach, multimedialne widowisko. Z trybun gigantycznych stadionów, na których występują Amerykanie, muzycy i tak wydają się malutcy – większość widzów skazana jest na obserwację ich popisów na telebimach. Gdyby zamiast Jamesa, Larsa, Roba i Kirka wystąpiły hologramy, pewnie mało kto by się zorientował.

Perkusista zespołu, Lars Ulrich wydaje się mieć podobne zdanie.

"

Byliśmy 2-3 miesiące temu w Kopenhadze, robiliśmy próby przed europejską trasą. Przygotowywaliśmy ten cały, zupełnie nowy, wizualny show. Siedzieliśmy w hali, pokazywali nam efekty wizualne, całą tą dynamikę, estetykę i tak dalej. Siedzieliśmy w 33 rzędzie, oglądaliśmy całość.

Muzyka o głośności 120 decybeli, światła, ekrany, wszystko oprócz muzyków na scenie. Pomyślałem: „W przyszłości pewnie tak właśnie będzie”.

Jeśli najważniejsze w koncercie jest zebranie ludzi razem i dzielenie się przez nich wyjątkowym doświadczeniem, to do czego jest im tam potrzebny Lars Ulrich albo James Hetfield? Kirk Hammett albo Robert Trujillo? Jeśli jest muzyka, sprzęt, światła i ekrany wideo, to może Elon Musk albo Marc Benioff [słynni przedsiębiorcy z przemysłu nowoczesnych technologii] sprawią, że występować będzie sztuczna inteligencja. "

Czy w takim razie doczekamy się chwili, w której muzycy „Mety” będą wysyłać w trasę tylko swoje wirtualne wizerunki?

"

Gdyby był jakiś sposób, by to zadziałało… Gdyby to było cool i nie było pieprzonym skokiem na kasę, ale gdyby mogło to mieć jakąś wartość… Koniec końców – mówię całkiem poważnie – Metallica istnieje gdzieś w przestrzeni. Lars Ulrich nie jest jej właścicielem, ani James Hetfield nie jest jej właścicielem. Nawet Metallica nie jest właścicielem Metalliki. Metallica to coś, co należy do wszystkich i co nas wszystkich łączy.

Wierzę, że podstawową potrzebą człowieka jest kontakt z innymi ludźmi – dążymy do tego wszelkimi możliwymi sposobami. Może tak być, że za sto albo pięćdziesiąt lat zostanę hologramem – i to jest w porządku. Dla mnie spoko. "

Stworzenie hologramów członków Metalliki, które zastąpiłyby muzyków, mogłoby się okazać dla zespołu bardzo zyskowne - wtedy mogliby wszak „grać” jeszcze więcej koncertów. Na szczęście Larsowi wcale nie chodzi tylko o kasę. 

Maciej Koprowicz
Tagi: #Lars Ulrich #Metallica #Rock News