23.01.2017 09:53

Rob Halford: Wciągałem tyle koki, że nie wiem, jak zdołałem funkcjonować

Wokaliście Judas Priest zebrało się na wspomnienia w związku z szykowaną reedycją płyty „Turbo” z 1986 roku.

Rob Halford: Wciągałem tyle koki, że nie wiem, jak zdołałem funkcjonować
foto: Romana Makówka / Antyradio.pl + materiały prasowe

Gdy Judas Priest wydał pierwotnie swój 10. album studyjny, kontrowersjom nie było końca. Krążek co prawda bił rekordy popularności na listach sprzedaży, jednak fani zgrzytali zębami na syntezatorowe brzmienia, po które sięgnął zespół i krytykowali jego czerpanie ze stylistyki glammetalowej. „Turbo” zdobył ostatecznie status platynowej płyty, lecz do dziś nie jest najlepiej wspominany przez wielu fanów kapeli.

Mimo wszystko jednak Judas Priest nie wyrzeka się swojego dzieła i szykuje jego bogatą reedycję. Już 3 lutego 2017 roku nakładem wytwórni Sony ukaże się trzypłytowe wznowienie albumu, a także jego nowe tłoczenie na winylu. Z tej okazji Rob Halford dość otwarcie wspomina czasy, w których powstawał ten materiał. Jego zdaniem był to pierwszy raz od dawna, kiedy mógł z kolegami rzeczywiście usiąść i zastanowić się nad tym, co chcą osiągnąć.

"

We wczesnych latach osiemdziesiątych Judas Priest praktycznie co roku wypluwał kolejną płytę i jechał w światową trasę koncertową. Jak byliśmy w stanie to robić? Nie mam pojęcia. To chyba kwestia tego, że szliśmy jak burza, przeżywaliśmy najlepsze chwile naszego życia, musieliśmy mieć dotrzymane terminy i mieliśmy niesamowity kontakt z wytwórnią. "

Cóż, wokalista nie wspomina tym razem, że na jego życie w tamtym czasie z pewnością miał też wpływ toksyczny związek, który ściśle wiązał się z jego nadużywaniem narkotyków. Ówczesny partner Halforda popełnił później samobójstwo na jego oczach, co było dla niego momentem przebudzenia. Dopiero wtedy zdecydował się na odwyk i zmianę swoich przyzwyczajeń. Dziś sam nie wie, jak dawał wtedy radę...

"

Sprawa wyglądała więc tak: mamy połowię lat osiemdziesiątych. Mieliśmy wreszcie chwilę, żeby się wycofać i poświęcić nowej płycie. Byliśmy więc w zupełnie innym miejscu. Znaczy konkretnie ja byłem, bo wciągałem tyle koki, że nie wiem, jak zdołałem na co dzień funkcjonować. W tamtym czasie dosłownie wariowałem. Wtedy w Ameryce działy się niesamowite rzeczy w rocku i metalu. Zawsze postrzegałem lata 80. w USA jako jedną z najlepszych dekad dla takiej muzyki jak nasza. "

Rob Halford przyznaje, że to atmosfera tamtych czasów, podekscytowanie jego kolegów i ciągłe imprezowanie wpłynęły na charakter „Turbo”.

"

Większość tego materiału powstała w Ameryce. Chodziliśmy do Whisky, bujaliśmy się po Sunset Strip w Miami... Kurde, to była dopiero jazda. Myślę, że... Po prostu uwielbialiśmy tamte chwile. Doskonale spędzało nam się czas i wiele z tego zawarliśmy w muzyce na „Turbo”. "

Do kompletu rzeczywiście zabrakło grupie jeszcze tylko występu w „Top Gun”. Jak pamiętamy, Judas Priest został poproszony o wykorzystanie utworu „Reckless” na ścieżce dźwiękowej do kinowego przeboju z Tomem Cruise'em. Muzycy zgodnie jednak stwierdzili, że film będzie z pewnością klapą i odmówili. Kto wie, gdzie dziś byłaby kapela, gdyby podjęła inną decyzję...

Pełnej rozmowy z Robem Halfordem wysłuchacie poniżej:

A Wy jak wspominacie „Turbo”?

Jakub Gańko
Tagi: #Judas Priest #Rock News