19.10.2016 13:41

The Mission: Tego nam było tym razem trzeba

Przed wyczekiwanym przez wszystkich fanów klimatycznych brzmień koncertem The Mission w warszawskim klubie Progresja Music Zone, porozmawialiśmy z Simonem Hinklerem, gitarzystą grupy.

foto: materiały prasowe

Simon Hinkler był członkiem The Mission w latach największych sukcesów zespołu Wayne'a Husseya, od 1986 do 1990 roku. Był współautorem największych przebojów z płyt „God's Own Medicine”, „Children” i „Carved in Sand”, które wymienia się dziś jednym tchem obok albumów The Sisters of Mercy pośród absolutnej klasyki gotyckiego rocka.

Można rzec, że teraz historia zatoczyła pełne koło. Hinkler powrócił do The Mission już na poprzednim krążku, ciepło przyjętym „The Brightest Light” z 2013 roku. Jednak to dopiero najnowszy „Another Fall from Grace” stanowi pełnoprawny powrót zespołu do dawnego stylu i najwyższej formy. Jedną z największych niespodzianek na płycie jest obecność wielu znamienitych gości, m.in. Ville'a Valo z HIM, Gary'ego Numana i Martina L. Gore'a. Jak zdradził nam Simon, nie miał jednak przyjemności ich poznać...

"

To wszystko przyjaciele Wayne'a, więc po prostu poprosił ich o zaśpiewanie w paru nagraniach. Niestety nie spotkaliśmy się w studiu... Wszyscy mieszkamy w różnych krajach - ja żyję w Północnej Anglii, nasz perkusista w Południowej, Wayne w ogóle w Brazylii, a Craig w USA. Więc nawet się nie widzieliśmy, przesyłaliśmy sobie tylko pliki przez internet... To w sumie trochę dziwne, pierwszy raz tak pracowałem - wcześniej już zdarzało mi się coś dosyłać, ale nigdy nie zrobiłem w ten sposób całego albumu. Tak naprawdę główna różnica to to, że nie mogliśmy dyskutować o tym, co się dzieje w jednym pokoju. Ale poza tym, to w zasadzie niczym się nie różni. "

Jednak taki tryb nagrań stanowił poważną różnicę w stosunku do „The Brightest Light”, która powstała w miesiąc po spotkaniu wszystkich muzyków w studiu. To już tamten krążek przypieczętował powrót Simona Hinklera na stałe do zespołu. Dopiero teraz jednak The Mission zdecydował się powrócić również do muzycznych rejonów kojarzonych z wczesnymi płytami.

"

Tego typu decyzje na ogół podejmuje Wayne, ale myślę, że to było coś, czego wszystkim nam było tym razem potrzeba. „The Brightest Light” z premedytacją chcieliśmy zrobić inaczej, trochę jak grupa grająca w studiu głównie na żywo, ale bez dogrywek. Taki był zamysł, chcieliśmy uchwycić brzmienie naszej czwórki. Ale dokonaliśmy tego i podjęliśmy decyzję, żeby jednak powrócić do bardziej studyjnej pracy z wykorzystaniem efektów itp. Bardziej w starym stylu. "

- - : - - / - - : - -

Gitarzysta przyznał, że poprzedni album był tylko jednorazowym planem, by spróbować czegoś innego, a o ostatecznym kształcie materiału i tak decyduje zawsze Wayne Hussey. Tym razem w produkcji maczał palce również Tim Palmer, z którym - ponownie - The Mission współpracował w okresie swojej największej popularności w latach osiemdziesiątych.

"

Tima niestety też nie miałem okazji spotkać tym razem, bo mieszka w Teksasie. Przesyłaliśmy więc sobie pliki i wymienialiśmy się miksami, a on stwierdzał, że tu trzeba dodać gitary, więc coś mu dosyłałem, a on z tego korzystał. Myślę, że przy tej płycie Tim nie wywarł aż takiego wpływu na brzmienie, najwięcej czasu poświęcał finalnym miksom w odróżnieniu od tego, jak kiedyś siedział z nami cały czas i służąc swoją radą. Oczywiście to też oferował, ale nie na taką skalę, jak gdybyśmy byli w jednym pomieszczeniu. Tim był bardzo zaangażowany w produkcję „God's Own Medicine” i „Carved in Sand”, i ich brzmienie to w dużej mierze jego zasługa, ale teraz pracowaliśmy inaczej. "

- - : - - / - - : - -

Simon Hinkler opuścił szeregi grupy wkrótce po wydaniu drugiego ze wspomnianych krążków, ale już na promującej go trasie panowała napięta atmosfera. The Mission poszedł później w bardziej eksperymentalne rejony na płycie „Masque”, ale jego popularność już nigdy nie wróciła do dawnego poziomu. Co zadecydowało wówczas o rozpadzie klasycznego składu?

"

Och, to dość długa historia... Ale w krótkich słowach: kilka tygodni wcześniej zachorowałem na szkarlatynę i musieliśmy odwołać dwa ostatnie koncerty w Europie. Uporałem się z tym, ale nie do końca i gdy ruszyliśmy do Stanów Zjednoczonych... Myślę, że i tak wtedy rozważałem już odejście z zespołu, bo byłem wyczerpany chorobą. Ale wdaliśmy się w naprawdę głupią kłótnię i po prostu odszedłem. "

- - : - - / - - : - -

Wkrótce potem gitarzysta przeprowadził się na stałe do Stanów Zjednoczonych i nieco zmienił zainteresowania muzyczne, skręcając w bardziej elektroniczne klimaty. W 2005 roku wydał też solowy krążek „Lose the Faith”.

"

Spędziłem ze trzy lata w zespole Mindfeel, jeszcze wcześniej działałem pod szyldem The Flight Commander. A później się ożeniłem i przeprowadziłem do USA, gdzie spędziłem jakieś trzynaście lat. Wróciłem do Wielkiej Brytanii dopiero w 2009 albo w 2010 roku. Jestem też bardzo dumny z mojego solowego wydawnictwa. To był jedyny raz, kiedy zrobiłem coś zupełnie sam: napisałem słowa, a nawet zaśpiewałem... Minęło sporo czasu, to już prawie 10 lat! Ciężko w to uwierzyć. "

- - : - - / - - : - -

Muzyk wyznał nam, że wciąż myśli o kolejnym solowym albumie, ale wciąż ma na głowie inne sprawy, a takie przedsięwzięcie wymaga mnóstwa czasu i pracy. Być może po zakończeniu obecnej trasy The Mission weźmie się za komponowanie nowego materiału.

Korzystając z okazji, zapytaliśmy Simona Hinklera o pewien zapomniany b-side z okresu płyty „Children”. Tak się bowiem złożyło, że ów instrumentalny kawałek został zatytułowany tradycyjnym polskim imieniem, szczególnie bliskim miłośnikom twórczości Adama Mickiewicza - Tadeusz. Jak do tego doszło?

"

To ja odpowiadam za ten numer, Craig jeszcze trochę w nim zagrał. Tytuł zaczerpnąłem od imienia ojca pewnego znajomego, którego znałem dawno temu. Pochodził z Polski i właśnie niedawno zmarł, gdy przygotowywałem ten utwór. I to tak naprawdę tyle, dlatego zatytułowałem go Tadeusz. "

- - : - - / - - : - -

Pozostając jednak przy bardziej znanych kompozycjach The Mission, spytaliśmy Simona Hinklera o jeden najważniejszy numer z dorobku zespołu. Nad odpowiedzią nie musiał się długo zastanawiać...

"

Och, zawsze powtarzam, że mój ulubiony kawałek to „Beyond the Pale”. To nie przypadek, że niemalże zawsze zaczynamy nasze koncerty tym numerem. Grałem go już na scenie setki razy, a za każdym razem czuję coś ekscytującego, gdy zaczyna się intro, a potem przechodzimy do tego utworu i zapalają się światła. To mocne rozpoczęcie występu. Myślę też, że to wręcz archetypowa kompozycja The Mission. Jeśli ktoś zapyta o jeden utwór, który brzmi jak my, to byłby „Beyond the Pale”. "

- - : - - / - - : - -

Czego możemy się spodziewać po zbliżającym się warszawskim koncercie The Mission, na który możecie wygrać bilety na Antyradio.pl?

"

Na potrzeby tego tournée przećwiczyliśmy łącznie 43 kawałki, więc będziemy sporo zmieniać w setliście. Koncerty zajmą nam około siedmiu tygodni, więc to jedna z naszych najdłuższych tras od jakiegoś czasu. Ogrywamy różne rzeczy, kawałki z poprzedniego albumu, z najnowszego, z różnych starszych płyt. Będziemy więc grali wszystkiego po trochu i wymieniali poszczególne numery. Ale zawsze lubiliśmy tak mieszać. Są oczywiście utwory, które trzeba zagrać, jak „Beyond the Pale”, „Tower of Strength” czy „Serpent's Kiss” itp. Nie można ich pominąć. Budujemy więc setlisty wokół nich i dodajemy różne rzeczy z całego dorobku. "

- - : - - / - - : - -

Na zakończenie Simon chciał Wam przekazać, jak mu zależy na Waszej obecności w Progresji.

"

Cóż, mam nadzieję, że się zobaczymy na koncercie! To będzie mój pierwszy raz w Polsce, więc nie mogę się już doczekać. Zawsze chciałem tu przyjechać. Liczę, że się pojawicie i miło spędzicie z nami czas! "

- - : - - / - - : - -

Wybieracie się na koncert The Mission?

komentarze
Tagi: #Wywiady