07.09.2015 13:23

Wywiad z autorami książki „My lunatycy. Rzecz o Republice”

Publikacja swoją premierę miało 26 sierpnia 2015 roku. Autorzy ukazali fenomen Republiki i Grzegorza Ciechowskiego z perspektywy fanów. Zebrali w niej dziesiątki wspomnień, wywiadów, zdjęć i materiałów archiwalnych. 

Wywiad z autorami książki „My lunatycy. Rzecz o Republice”
foto: antyradio.pl

Grzegorz Ciechowski z zespołem Republika w swoich czasach, zrewolucjonizował polskiego rocka. Z oryginalną muzyką, ambitnymi tekstami i czarno-białym przekazem zyskał w kraju ogromne rzesze fanów, którzy spotykając się na koncertach i festiwalach, wierni są zespołowi do dziś.

„My lunatycy. Rzecz o Republice” jest pierwszą tak obszerną książką prezentującą wiele twarzy zespołu czy samej toruńskiej sceny muzycznej. Fani, managerowie, rodziny muzyków, czy członkowie zespołu podkreślają jak ogromną rolę odegrała w ich życiu Republika. O tym wszystkim opowiedzieli nam twórcy - Anna Sztuczka i Krzysztof Janiszewski.

Dlaczego Republika, dlaczego Grzegorz Ciechowski i skąd powstał pomysł na stworzenie książki?

A.S.: Republiki słuchamy odkąd skończyliśmy 12 lat, czyli praktycznie całe życie. Uzbierało nam się bardzo dużo gadżetów, zdjęć, wspomnień, które przez to, że jesteśmy coraz starsi, troszeczkę blakną. W pewnym momencie wpadliśmy na pomysł ,aby to wszystko udokumentować, żeby to wszystko nie przepadło razem z nami. Do tego znamy sporo ludzi, którzy mają takie same odczucia, tak samo długo słuchają Republiki, więc zaprosiliśmy ich do tego wspólnego projektu.

K.J.: Dlaczego Republika? Jesteśmy z Torunia i mieliśmy to szczęście, że obserwowaliśmy powstanie zespołu i przeżywaliśmy z nim wszystkie, zarówno wspaniałe jak i smutne chwile. Wszystko dlatego, że zakochaliśmy się w tej muzyce w 1982 roku, nawet nie wiedząc, że jest to zespół z Torunia. W moim przypadku, było tak, że poznałem Republikę w górach, słuchając Listy Przebojów Programu Trzeciego Pana Marka Niedźwieckiego. Zdziwiło mnie, że to zespół z mojego miasta. Gdy przyjechałem do domu, zacząłem bardziej interesować się grupą i kolejne nagrania, które pojawiały się w radiu, spowodowały, że zakochałem się w tym zespole. I tak zostało do dzisiaj. Pomyśleliśmy więc, że napiszemy książkę, by ocalić od zapomnienia te wszystkie emocje, przeżycia i wspomnienia związane z Republiką.

„My lunatycy. Rzecz o Republice” jest pierwszym wydawnictwem tak szeroko przedstawiającym muzyczny fenomen Republiki. Czym w Waszym odczuciu różni się ona od pozostałych książek o Republice jak chociażby „Grzegorz Ciechowski 1957-2001. Wybitny artysta rodem z Tczewa” Jana Kulasa czy „Republika Wrażeń: Grzegorz Ciechowski i Republika jako fenomen społeczno-kulturowy” pod redakcją Marka Jezińskiego?

K.J.: Przede wszystkim jest to pamiętnik fanów, przyjaciół i rodziny. Do projektu zostały zaproszone osoby, które były i nadal są bliskie zespołowi, które wypowiadają się na temat swoich uczuć i wspomnień.

A.S.: Ta książka jest zupełnie inna. Pan Jan Kulas pytał się nas, czym różni się ona od książki napisanej przez niego. Zapytał się podczas spotkania w Tczewie, czy nasza pozycja jest lepsza. Odpowiedziałam, że jest po prostu inna.

K.J.: To są zupełnie inne pozycje wydawnicze. „My lunatycy. Rzecz o Republice” to książka zbudowana na wywiadach. Mówimy językiem naszych rozmówców. Przyjęliśmy formę wywiadów po to, żeby książka była bardzo szczera i wiarygodna. To nie są słowa przefiltrowane przez naszą interpretację, to są wypowiedzi konkretnych osób, które podpisały się pod tym i wypowiadają swoje opinie.

Oboje jesteście związani z rockiem jako sami muzycy czy managerowie. Z Republiką jesteście od samego początku. Jak udało Wam się utrzymać tak bliski kontakt z zespołem?

K.J.: Ważną role odgrywa to, że jesteśmy z Torunia. To niewielkie miasto, także praktycznie na co dzień spotykamy się z muzykami w klubach czy przypadkowo na mieście. Anka natomiast od bardzo dawna ma bliski kontakt z zespołem.

A.S.: Prowadziłam fanklub „Moje Modły” w latach 80., zaprzyjaźniłam się także z pierwszą żoną Grzegorza, Jolantą Muchlińską, z którą utrzymuje kontakt do teraz. Przez całe życie przewijała mi się Republika. Z Grzegorzem też miałam podobne relacje, mówił mi co mam czytać, czego mam słuchać. Po latach przestały to być relacje fan - idol, zaczęła się po prostu przyjaźń. Ze Zbyszkiem czy Sławkiem też mam bliski kontakt i spotykamy się od czasu do czasu lub dzwonimy do siebie.

K.J.: Łączy nas też klub Od Nowa - to jest coś fenomenalnego. Klub łączy pokolenia muzyków i fanów, którzy spotykają się, rozmawiają. Co prawda dzisiaj już mniej aktywnie, ale nadal widujemy się na koncertach, imprezach, eventach. Trzeba zaznaczyć, że Kobranocka nadal gra wspaniałe koncerty, Rejestracja do dzisiaj funkcjonuje, Bikini Zbyszka Cołbeckiego reaktywował się. Te zespoły nie tylko tworzyły historię polskiej muzyki alternatywnej, ale są aktywne do dziś. A my jako ich troszeczkę młodsi koledzy, zaprzyjaźniliśmy się z nimi i tworzymy fajną grupę.

Jakie wspomnienia z Grzegorzem wy najbardziej zapamiętaliście? Które są według Was najciekawsze?

K.J.: Wszystkie nasze przeżycia, uczucia są zawarte w tej książce, dlatego chcielibyśmy zachęcić czytelnika do zapoznania się z wydawnictwem. Jako współautorzy, pozwoliliśmy sobie na napisanie naszych własnych historii. Oprócz nich jest ponad 60 wywiadów i rozmów z ludźmi, znacznie ciekawszymi od nas, których opowieści są często tragiczne. Spektrum emocji jest bardzo duże. Każdy, kto słyszał o Republice, kto chciałby dowiedzieć się jak funkcjonował toruński rynek muzyczny lat 80., znajdzie w książce wiele ciekawych informacji na ten temat. Pozna również część historii kultowego klubu Od Nowa, w którym narodziła się toruńska scena muzyczna.

W książce wspominacie wiele imprez organizowanych przez Republikę. Większość z nich opisywana jest przez Maxa, przyjaciela Grzegorza. Z którym z gości najlepiej Wam się rozmawiało, a z którym rozmowa była najtrudniejsza?

A.S.: Najtrudniejsza rozmowa była z Maxem. Osobiście spotykałam się z nim 5 czy 6 razy. Za każdym razem opowiadał dużo historii, ale niczego nie pozwalał nagrywać. Sporo czasu zajęło mu, żeby się otworzyć. To był najbliższy przyjaciel Grzegorza. Wracanie do wspomnień było dla niego trudną sytuacją.

K.J.: Odbyliśmy z nim kilka spotkań po to, żeby go przekonać do rozmowy. Max musiał się do tego mentalnie przygotować. To był dla niego trudny czas, czas odkopywania pewnych historii. A my niestety wywołaliśmy pewnie emocje, które on już sobie uporządkował. Trudno było mu o tym mówić, ale jak już doszło do tego, że zgodził się opowiedzieć nam część swojej historii, to zrobił to w sposób wspaniały. Wiele rzeczy nas zaskoczyło, wiele rzeczy nas zadziwiło. To był bardzo ważny wywiad. Wszystkie historie są wspaniałe, każda ma swój indywidualny wymiar. Osobiście cenię sobie rozmowę z Panem Zbigniewem Ostrowskim, który uporządkował wszystko chronologicznie. Mówił jak powstała Republika! W wywiadzie tym pada wiele nazwisk, które pewnie pokryłby kurz. Nasze wydawnictwo ma swoisty wymiar historyczno-dokumentalny.

Ilość ukazanych w książce wywiadów, faktów, zdjęć jest bardzo imponująca. Jak udało Wam się wszystkie je zebrać, a później uporządkować? Sama ilość osób przedstawionych w książce jest ogromna.

A.S.: Dwa lata jeździliśmy po Polsce i robiliśmy wywiady. Mamy kontakty z każdą z tych osób. Z niektórymi ludźmi jesteśmy już od 30 lat. Z samymi fanami Republiki spotykamy się trzy razy do roku: na koncercie w grudniu w Od Nowie, w kwietniu na DBF - Dniu Białej Flagi i w sierpniu w Tczewie. Byliśmy praktycznie w całej Polsce. To było bardzo przyjemne doświadczenie.

K.J.: Na początku zbieraliśmy wywiady, później ludzie sami je do nas nadsyłali i sami się zgłaszali. Chociażby Iwona Pawlak, którą zaprosiliśmy do współpracy. Iwona przekazała nam swoje pamiętniki i zdjęcia. Paweł Froncisz czy Marzanna Snyder dali nam bogatą ofertę fotograficzną. Wielu ludzi chciało z nami współpracować, bo widziało w tym sens. Później było nam już dużo łatwiej, nie musieliśmy szukać fanów, oferty same do nas spływały. Niestety wiemy, że nie ze wszystkimi osobami porozmawialiśmy, nie starczyło czasu, nie starczyło miejsca. Książka została skrócona o 200 stron. I tak musieliśmy robić pewną weryfikację zdjęć i dokumentów.

Książka pokazuje, że Republika to nie był tylko sam zespół, nie tylko Ciechowski, ale cały image, scena, miasto i przede wszystkim fani. Jak waszym zdaniem Republika wpłynęła na Polskę i na rodzimą scenę muzyczną?

K.J.: Najważniejsza wydaje się nam muzyka i teksty, które nie przemijają. Muzyka Republiki i teksty Grzegorza Ciechowskiego są uniwersalne i ponadczasowe - aktualne. Dziedzictwo zespołu jest ogromne. To są przede wszystkim płyty, plakaty, zdjęcia, pamiętniki osób prywatnych, gazety, wywiady i armia fanów. Na koncertach okolicznościowych widać, że kapela, która nie istnieje już 14 lat, notorycznie powiększa rzeszę swoich słuchaczy. Przychodzą na nie nowi, młodzi ludzie. Często „starzy” fani pojawiają się ze swoimi dziećmi czy nawet wnukami. Czasami dystans czasowy pozwala na weryfikację swoich poglądów i wartości. Nierzadko po czasie ludzie dochodzą do wniosku, że Republika to zespół dla nich ważny. Jesteśmy przekonani, że gdyby istniał dzisiaj, na pewno zdobyłby światowy sukces.

Powiedzieliście o młodych fanach przychodzących na koncerty. Jak waszym zdaniem można zachęcić ich do poznawania Republiki, słuchania jej i zagłębiania się w historię zespołu?

K.J.: Najlepszym dowodem jest nasza książka. Pozwala ona młodym ludziom odszukać przekazy o zespole, dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Były na jednym z DBFów młode dziewczyny, które powiedziały, że znają Republikę bo ich rodzice tego słuchają. Ale pojawiły się już bez rodziców. Wydaje mi się, że głównym czynnikiem jest zachęta osób najbliższych jak rodzice czy koleżanki. Ważne są też przekazy ustne, prasowe, radiowe. Anka na przykład poznała Republikę przez gazetę leżącą na stole. Mam nadzieję, że młodzi ludzie, którzy są ciekawi świata, nowych sytuacji udadzą się do księgarni i zobaczą nasze wydawnictwo, zainteresują się nim.

A.S.: Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach młodzież nie czyta książek. Albo robi to bardzo rzadko. Tylko muzyka może na nich wpłynąć.

Uważacie, że jest szansa, żeby w Polsce pojawił się, a może już zdążył się pojawić, zespół, który zbliżył się do tego, co zrobiła Republika?

A.S.: Nie. Jestem dość ortodoksyjna i pod tym względem nie widzę żadnego takiego zespołu. Gdy umarł Grzegorz, słuchałam bardzo dużo różnych kapel i ogólnie muzyki. Nie znalazłam jednak niczego, co by mnie aż tak zachwyciło i zatrzymało na dłużej.

K.J.: Trudno powiedzieć, bo jesteśmy ludźmi z pewnym bagażem doświadczeń muzycznych. Wiadomo z kapelami światowymi to jest różnie, ale aktualnie wśród polskich zespołów nie ma jednego, który by mnie aż tak zainteresował. Obecnie w Polsce jest dość trudna sytuacja. Media są rozproszone, trudniej jest dojść do czegoś wartościowego. Kiedyś było łatwiej, istniała m.in. tylko Trójka, Jedynka i Rozgłośnia Harcerska. Muzyka również się zmieniła, nie ma już tego buntu co kiedyś, wszystko jest bardziej hedonistyczne, traktowane dla rozrywki.

A.S.: Wydaje mi się, że teraz nie ma w ogóle zespołów rockowych, są głównie popowe. Może jestem już za stara na to, ale nie szukam nic nowego, bo nie sądzę, żebym coś ciekawego znalazła. Wolę posłuchać np. Ramones.

K.J.: Liczę jeszcze, że coś wartościowego znajdę. Może pojawi się ktoś, kto zrewolucjonizuje muzykę. Republika była w sprzyjających czasach. Zrobiła rewolucję mentalną i muzyczną, poprzez bardzo wyraźny i konkretny przekaz. Dzisiaj, wszystko jest bardzo rozmyte. Tak jak powiedział Andrzej Ludew. Żeby pojawiła się taka kapela, która przejdzie swoimi gitarami do historii.

W książce, w oczy rzucił mi się list jednej ze słuchaczek Trójki napisany w 1983 roku. Chodziło o „niekulturalne” zachowanie redaktora radia w rozmowie z Ciechowskim. Nie baliście się, że obcowanie głównie z fanami, może spowodować nadmierną gloryfikację Republiki?

K.J.: Baliśmy się, ale unikaliśmy stawiania pomników Republice i robienia mu laurki. Wiadomo, że fani ubóstwiają zespół i nie powiedzą nic, co mogłoby zaburzyć ich myślenie o zespole. Dlatego zaprosiliśmy też osoby, które współpracowały z zespołem, mam na myśli np. muzyków toruńskiej sceny, którzy neutralnie na to patrzą.

A.S.: Należy też spojrzeć na „starych” fanów, którzy mają już dystans do tego wszystkiego co się działo i często nie patrzą już z takim uwielbieniem na te czasy, jak wtedy kiedy mieli 13 czy 15 lat. Z perspektywy czasu również dostrzegam pewne sprawy, sytuacje, z którymi mogłabym się nie zgadzać.

K.J.: Dokładnie. Mamy do tego dystans i możemy powiedzieć sobie, że np. ta płyta była trochę mniej ciekawa, tamta miała inne brzmienie. Jednak zespół kupujemy jako całość i szanujemy całą jego twórczość. Mieliśmy obawy, żeby nie zrobić z tego formy „poematu ku czci”, dlatego też przyjęliśmy formę wywiadu. Osoby mówią same za siebie, to im się podobało, od tego odeszli, tego mniej słuchali, bo pojawiła się rodzina czy pojechali na studia. A propos samego listu, chodziło o wywiad kreowany. Pan Zbigniew Ostrowski, dawny redaktor Trójki, który stworzył reportaż kreowany „Odlot” udostępnił nam nagranie, gdzie Grzegorz odegrał rolę osoby, która terroryzuje swoich sąsiadów. Był artystą potrzebującym spokoju do tworzenia, przez co zamykał klatkę schodową o godzinie 8 i otwierał dopiero po wielu godzinach.

A.S.: To był po prostu żart! W latach 80. ludzie wierzyli we wszystko, co mówiło się w radiu, więc połowa fanów wzięło za fakt również i ten reportaż. Cześć słuchaczy odwróciła się wtedy od Grzegorza. Przyjęli do wiadomości, że Ciechowski autentycznie zamykał swoich sąsiadów w domach i ich terroryzował. Stąd te listy.

K.J.: Listów było bardzo dużo. Pokazują one nastawienie fanów do Grzegorza, do Republiki i do redaktora, który też nie miał wtedy łatwego życia. A później w latach 90. ponownie wyemitowano ów reportaż i ludzie znowu w niego uwierzyli. Paranoja!

A Wy kupicie książkę "My lunatycy. Rzecz o Republice"?

Mateusz Boronczyk
Tagi: #Republika #Wywiady