Gra na tak, stroje na nie
Wygraliśmy z Bułgarią po dwóch pięknych bramkach, kilku przyzwoitych i przyjemnych dla oka akcjach i bardzo przeciętnej i często nudnej reszcie. Nie przesadzałabym z ochami i achami nad fragmentami dynamicznej gry z pierwszej piłki. Podobnie jak specjalnie nie krytykowałbym reprezentacji gdyby ten mecz przegrała. Po prostu w tej chwili, na tym etapie przygotowań, a w zasadzie nawet nie przygotowań a dopiero budowy drużyny (sam Smuda wiele razy podkreślał, że ten rok przeznacza na selekcję), wyniki nie mają większego znaczenia. Nie ma co nawet analizować stylu bo od początku wiadomo jak nowy selekcjoner lubi grać i jakich piłkarzy potrzebuje. Uwagę zwróciłbym właśnie na skład. Bułgarzy bezlitośnie krytykują swój zespół krzycząc: przegraliśmy z nieznanymi piłkarzami. To fakt. Spójrzmy na kadrę, którą Franz miał wczoraj do dyspozycji.
Z dwudziestu dwóch piłkarzy tylko ośmiu przyjechało z zagranicznych klubów. Mówię przyjechało, bo większość z nich gra od wielkiego dzwonu. No i jakie są to kluby. Poza Manchesterem United znane, ale dalekie od wielkości, albo, jak Nottingham Forest, legendarne lecz upadłe. Pozostała czternastka rekrutuje się z polskiej ligi. Spośród nich chyba tylko Iwańskiego i Lewandowskiego można uznać za jej gwiazdy, jest kilka gwiadeczek typu Peszko, Małecki czy Nowak, reszta to gracze na dorobku, których większa część kibiców zaczęła rozpoznawać dopiero gdy trafili do kadry. I są przypadki beznadziejne jak Przyrowski, który nie powinien mieć miejsca nawet w ekstraklasie. W tym kierunku idzie Smuda i chyba dobrze, bo to przecież ma być zespół, który najlepiej zacznie grać za dwa lata. Może w strojach niebiesko złotych, żeby uczcić nasze członkowstwo w Unii? Albo po prostu na różowo-zielono. Dlaczego? A dlaczego nie. W PZPN i tak powiedzą, że stroje są śliczne. Maciej Gaweł, Antyradio.
Dodaj do: