Zwycięstwo ale nie bez strat
Nie jestem specjalnym fanem Tomasza Adamka, ale tym razem muszę go wziąć w obronę. Ton komentarzy amerykańskich obserwatorów po walce z Jasonem Estradą jest skandaliczny. Może Adamek nie stoczył olśniewającego pojedynku, może nie wzbudził zachwytu, ale z całą pewnością był pięściarzem lepszym, na pewno to on wygrał. Może nie aż 118:110, jak chciał jeden z sędziów, ale dwoma punktami jak najbardziej. To było ponad pół godziny naprawdę przyzwoitego boksu - czystego, toczonego w dobrym, nawet bardzo dobrym jak na wagę ciężką tempie. Adamek bił się mądrze, trzymał się wyznaczonej taktyki, mniej było w tym młócki więcej tzw. szlachetnej szermierki na pięści.
A propos taktyki. Wielkie słowa uznania dla Andrzeja Gmitruka, który po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najlepszych trenerów na świecie. Świetnie rozpracował rywala, odsłonił słabości Estrady, znakomicie ustawił swojego zawodnika. Nie będzie cienia przesady w stwierdzeniu, że z innym szkoleniowcem Adamek nie musiałby wygrać tego pojedynku. Oczywiście na nic by się zdały najlepsze rady, gdy Adamek perfekcyjnie nie zrealizował założeń, to przecież on był w ringu. Jednak nie nawalił i raz jeszcze mogliśmy się przekonać, że szkoła Papy Stamma, której wierny jest Gmitruk, po pół wieku nie straciła nic ze swoich walorów.
Adamek wygrał zasłużenie, gratulacje, co nie zmienia jednak faktu, że świetlanej przyszłości w królewskiej wadze dla niego nie widzę. Z Kliczkami, nawet z Czagajewem, z Amerykanami lepszymi niż Estrada nie będzie miał wielkich szans. Maciej Gaweł, Antyradio.
Dodaj do: