01.12.2017 11:41

Sieć Wi-Fi o nazwie „bomba na pokładzie” spowodowała awaryjne lądowanie samolotu

Nadużywanie technologii weszło na nowy poziom, kiedy podczas lotu sieciami Turkish Airlines pewien pasażer-śmieszek, postanowił nazwać swój hotspot „bomb on board”. Jak nietrudno się domyślić, wywołał wśród załogi i innych uczestników rejsu niemałe zamieszanie.

Sieć Wi-Fi o nazwie „bomba na pokładzie” spowodowała awaryjne lądowanie samolotu
foto: Aero Icarus/ pngall.com

Cała sytuacja miała miejsce podczas lotu na trasie Nairobi - Stambuł. Po odkryciu sieci, samolot lądował awaryjnie w Sudanie, a ponad setka pasażerów musiała zostać dokładnie sprawdzona przez ochronę, aby podróż mogła zostać wznowiona.

Reuters poprosiło ekspertów z Turkish Airlines o komentarz dotyczący całej sprawy. Według nich, „sieć została definitywnie stworzona na pokładzie samolotu”:

"

Nie wykryto żadnych nieregularności, po tym jak przeprowadzono wszystkie procedury bezpieczeństwa. Pasażerowie natomiast od razu mogli wrócić na pokład, po tym jak wznowiono odprawę. Sieć, która wywołała panikę, została stworzona na pokładzie samolotu.  "

Nie jest to oczywiście pierwsza sytuacja, w której jakiś śmieszek tworzy głupio nazwanego hot spota w samolocie. W grudniu 2016 roku pewien prawie zabawny pasażer nazwał sieć „Samsung Galaxy Note 7”. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że posiadanie tych telefonów na pokładzie samolotu zostało zakazane, ze względu na ich wybuchową naturę.

Psucie krwi innym pasażerom jest ruchem poniżej krytyki, ale same linie lotnicze też potrafią strzelić sobie w kolano. Kilka dni temu glitch w systemie Amerykańskich Linii Lotniczych spowodował, że wszyscy piloci dostali urlop od 17 do 31 grudnia. Jak nietrudno się domyślić, powoduje to zmiany w ponad 15 tysiącach lotów, które zostały albo przełożone, albo odwołane. 

Oczywiście amerykańskie Związki Zawodowe Pilotów oraz Amerykańskie Linie Lotnicze walczą z usterkami w systemie, ale wszystkich nie uda im się naprawić.

Kamil Kacperski
Tagi: #Duperele