11.08.2016 10:10

Seksgadżety też śledzą użytkowników

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wyszukiwarki, serwisy społecznościowe i witryny internetowe chcą śledzić nasze poczynania w sieci. Szokująca nowością jest jednak fakt, że dane dotyczące naszych orgazmów mogą trafić do bazy firmy marketingowej.

Seksgadżety też śledzą użytkowników
foto: materiały prasowe

Z dobrodziejstw internetu korzysta coraz więcej urządzeń – podłączone do sieci mogą być już nie tylko komputery czy smartfony, ale wręcz żarówki. Rewolucja nie ominęła także branży zabawek przeznaczonych tylko dla osób dorosłych, które dzięki możliwości zdalnej obsługi przez internet miały osładzać gorycz rozłąki zakochanych.

Pomysł był prosty – wibrator podłączany był przez Bluetooth do aplikacji w smartfonie, a ta umożliwiała ustawianie parametrów pracy masażera przez osobę łączącą się zdalnie z wykorzystaniem własnego telefonu.

Jak się okazało, We-Vibe 4 Plus oprócz łączenia stęsknionych kochanków robiłą coś więcej – przesyła dane dotyczące jego stanu do producenta. Intymny akt ma więc niezapowiedzianych i niechcianych świadków.

Włączona i używana zabawka wysyłałą co minutę informacje o swojej temperaturze oraz powiadamia za każdym razem, gdy zmienione zostały ustawienia dotyczące intensywności pracy.

Na podstawie tych danych można z łatwością określić, jak długo trwa sesja zanim przyniesie oczekiwany skutek oraz jakie ustawienia preferuje użytkowniczka gadżetu.

Do zainteresowania tymi ostatnimi danymi – aczkolwiek, według zapewnień, przetwarzanymi anonimowo – przyznał się producent We-Vibe 4 Plus, Standard Innovations Corporation.

"

Tworząc We-Vibe, staraliśmy się opracować produkt innowacyjny, który będzie w stanie odpowiadać na oczekiwania i potrzeby użytkowników. Gadżet zbiera dane na temat ustawionych intensywności wibracji oraz trybu pracy w celach badawczych – dzięki nim możemy dowiedzieć się, jakie ustawienia przynoszą najwięcej przyjemności. "

Producent zapewnia także, że dane o temperaturze zbierane są nie po to, żeby śledzić reakcje fizjologiczne użytkowniczek gadżetu, ale w celach diagnostycznych sprzętu. SIC podkreśla, że dane zbierane i przesyłane są tylko wtedy, gdy włączona jest aplikacja sterująca.

Na stronie producenta ani w instrukcji obsługi nie znaleziono informacji o zbieraniu przez gadżet danych – fakt ten został wykryty przez hakerów, którzy podzielili się rewelacjami podczas konferencji Defcon odbywającej się w sierpniu 2016 w Las Vegas. Nie wiadomo także, czy SIC zamierza sprzedawać zebrane dane – i czy już tego nie zrobił.

We-Vibe nie jest jedynym gadżetem, który pozwala na zbliżenie się do siebie mimo odległości - inna interesującą konstrukcję przedstawiliśmy w dziale 18+. Zapraszamy tylko Czytelników dorosłych! Jeśli internetowe zabawki wydają się Wam - i jak widać, nie bez cienia słuszności - zbyt niebezpieczne, można także sprawdzić, jak wykonać pracujący w trybie off-line gadżet wcielając się w rolę Adama Słodowego. Trzeba tylko zaopatrzyć się w nakrętkę do słoika.

Prawdziwi romantycy zaś powinni zainteresować się obrączkami HB Rings, które pozwalają poczuć na żywo bicie serca ukochanej osoby.

Spodziewaliście się, że seksgadżety mogą śledzić swoich użytkowników?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Gadżety