02.08.2017 11:02

Kontrowersyjna gra erotyczna pozwala szantażować i upijać, żeby uprawiać seks

Gracze komputerowi też powinni móc podrywać dziewczyny – pomyśleli programiści i stworzyli House Party. Uznali jednak, że cel uświęca środki – w arsenale bohatera namawiającego na uprawianie seksu znajduje się szantaż, włamywanie na telefon oraz upicie wybranki.

Kontrowersyjna gra erotyczna pozwala szantażować i upijać, żeby uprawiać seks
foto: materiały prasowe

Tytuł został wyceniony na 15 euro – w ramach wczesnego dostępu na jej zakup zdecydowało się 35 000 komputerowych podrywaczy. House Party zszokowała National Center on Sexual Exploitation (NCOSE), czyli Narodowe centrum do walki z wykorzystaniem seksualnym – instytucja zauważyła, że stosowanie podobnych wybiegów w prawdziwym życiu nie tylko jest niemoralne, lecz także mogłoby zakończyć się postawieniem zarzutów przez prokuraturę.

Gdy informacje o kontrowersjach dotarły do Valve, studio zdecydowało się usunąć tytuł ze Steama, jako powód podając epatowanie pornografią. Autorzy nie poddali się – po wprowadzeniu poprawek, które na strategiczne części ciała narzuca charakterystyczne cenzorskie kreski, House Party wrócił na największą na świecie platformę z grami.

Twórcy gry przekonują, że ich celem było stworzenie „erotycznej komedii” – prowadzony przez gracza bohater jest gościem na imprezie, na której znajduje się kilka młodych i ponętnych kobiet. Jego zadaniem jest nakłonienie ich do seksu, co wymaga rozwiązania wielu zagadek i zdań – każda historia rozgrywana jest oddzielnie.

Część z nich jest wysoce wątpliwa pod względem moralnym – uczestniczki trzeba upić, oszukać wysyłając sfałszowane wiadomości SMS, a nawet szantażować zdjęciami znalezionymi po włamaniu się na jej telefon.

Twórcy gry przygotowali dla fanów specjalną łatkę, która zdejmuje ograniczenia z wersji dostępnej na Steamie – stwierdzili, że ludzie płacący za tytuł mają prawo otrzymać dokładnie to, na co liczyli wydając pieniądze.

Czy twórcy gry przesadzili?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Gry