27.09.2017 15:00

Co wie o nas Tinder? Odpowiedź dosłownie przytłacza

Dziennikarka Guardiana poprosiła Tindera o przekazanie jej wszystkich informacji, jakie aplikacja randkowa zebrała na jej temat w trakcie 4 lat użytkowania. Odpowiedź przyjęła formę raportu liczącego 800 stron.

Co wie o nas Tinder? Odpowiedź dosłownie przytłacza
foto: materiały prasowe

Tinder był zmuszony pokazać te informacje na podstawie unijnej dyrektywy o ochronie danych – powołać się na nią może każdy obywatel UE, jeśli więc korzystacie z tej aplikacji, możecie poprosić o podobne zestawienie.

Jego lektura może być jednak przerażająca – na serwerach Tindera znajduje się bowiem nie tylko każde słowo, jakie napisaliście (łącznie z tymi opisującymi najbardziej intymne aspekty życia), informacja o każdym zdjęciu które zobaczyliście i przesunęliście w lewo i prawo, lecz także dane zebrana poza aplikacją.

W raporcie znalazły się między innymi informacje o tym, jakie posty były przez dziennikarkę oznaczane reakcję „Lubię to!”, znalazły się tam także zdjęcia z Instagrama, mimo że konto na których było opublikowane zostało już wykasowane. Tinder zdobył także informacje o wykształceniu użytkowniczki.

Program prowadził ponadto dokładne zapiski dotyczące użytkowania aplikacji – o której godzinie i w jakim miejscu (dzięki śledzeniu lokalizacji) była uruchamiania, w jaki sposób prowadzono konwersacje, a nawet wyliczenie średniej wieku partnerów, którzy wydawali się być interesujący.

Tinder odmówił sprecyzowania, jak te informacje wykorzystywane są przez aplikację – zasłonięto się stwierdzeniem, że korzysta z nich autorski system dobierający pokazywane podczas poszukiwań partnera profile.

Nie tylko aplikacja randkowa zbiera takie dane – podobne archiwum wiedzy o użytkowniku buduje niemal każdy program, jakiego używamy na smartfonie.

Duży apetyt na informacje o użytkownikach ma także Google i Facebook, które dzięki stworzeniu profili poszczególnych osób sprzedają pokazywanie reklam tylko i wyłącznie do ściśle określonych grup.

Zobaczenie, co udało im się zebrać na nasz temat nie jest na szczęście tak czasochłonne, jak proszenie Tindera (potrzebna była pomoc prawnika) o dostęp do danych – Google uruchomił specjalną stronę, na której można sprawdzić podobne zapisy co Tinder (na przykład jakie aplikacje miało się uruchomione na telefonie dokładnie rok temu), Facebook zaś przyznać, że przygląda się niemal setce prywatnych aspektów naszego życia.

Korzystacie z Tindera?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Mobile