22.06.2016 10:49

David Cameron nie żałuje decyzji w sprawie referendum

Premier Wielkiej Brytanii David Cameron powiedział, że nie żałuje swej decyzji o zarządzeniu referendum w sprawie dalszego członkostwa kraju w UE. Twierdzi, że ewentualny Brexit nie wywoła w Unii efektu domina.

David Cameron nie żałuje decyzji w sprawie referendum
Foto: PAP

Liczba zwolenników i przeciwników Brexitu jest bardzo wyrównana przed referendum, więc "nikt nie wie, co się stanie" - przyznał Cameron w wywiadzie dla środowego wydania "Financial Timesa".

Szef rządu podkreślił jednak, że nie żałuje zapowiedzenia referendum w 2013 roku, mimo że - jak zauważa "FT" - w rzeczywistości zmusiło go do tego grożące buntem eurosceptyczne skrzydło jego Partii Konserwatywnej, zaniepokojone wzrostem popularności antyunijnej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigela Farage'a.

"I tak musielibyśmy w końcu odpowiedzieć na to pytanie (o dalsze członkostwo Wielkiej Brytanii w UE - PAP). Europa bardzo zmieniła się od lat 70. Nawet gdyby referendum nie odbyło się teraz, trzeba by je było przeprowadzić w przyszłości" - zaznaczył Cameron.

W razie referendalnego zwycięstwa zwolenników Brexitu Cameron zamierza - wbrew opinii licznych torysów - pozostać na stanowisku premiera, a referendum bez względu na wynik zakończy jego zdaniem spory o to, czy Wielka Brytania ma pozostać w UE. "Referendum rozstrzygnie sprawę, niezależnie od wyniku będzie decydujące. Wielka Brytania nie będzie przechodziła przez to od nowa. Z drugiej strony, jeśli zagłosujemy za wyjściem, będzie to decyzja nieodwracalna" - powiedział. "FT" interpretuje to jako ostrzeżenie pod adresem eurosceptycznego skrzydła torysów.

Cameron zapowiedział, że w razie pozostania kraju w UE będzie chciał szybko wzmocnić swoją pozycję zarówno w brytyjskim parlamencie, jak i w Unii, nadwątloną przez miesiące wewnątrzpartyjnych sporów o UE. Wśród swoich planów wymienił wprowadzenie pakietu działań zwiększających społeczną mobilność obywateli (tzw. strategia życiowych szans) oraz głosowanie w sprawie zachowania atomowych okrętów podwodnych z nuklearnymi rakietami balistycznymi Trident, co miałoby na powrót zjednoczyć konserwatystów.

W przyszłym tygodniu Cameron zamierza pojechać na szczyt UE w Brukseli. W razie porażki zwolenników Brexitu chce dążyć do zawarcia nowych umów handlowych i współpracy w walce z terroryzmem, a także reformy gospodarczej na większą skalę.

Zdaniem szefa brytyjskiego rządu ewentualny Brexit nie doprowadziłby do rozpadu UE poprzez wyzwolenie efektu domina. "Nie wydaje mi się, by w razie naszego wyjścia Dania lub Holandia miały nagle zrobić to samo" - podkreślił. Dodał jednak, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE "miałoby ogromny i negatywny wpływ na resztę Unii", a Bruksela zareagowałaby na to pogłębieniem europejskiej integracji i wzmocnieniem nacisku na aspekt polityczny UE. "Byłoby to szkodliwe nie tylko dla Wielkie Brytanii, ale też dla Europy, jakiej my byśmy sobie życzyli" - zaznaczył Cameron.

Na zarzuty, że jego euroentuzjazm ujawnił się dopiero niedawno, odparł: "Moje stanowisko zawsze było takie samo przez całą moją karierę polityczną. Zawsze mówiłem, że najlepsze dla Wielkiej Brytanii będzie pozostanie w UE". Przyznał też, że odkąd został premierem, zaczął postrzegać współpracę między krajami UE jako ważny element brytyjskiego bezpieczeństwa.

Mikołaj Szewczyk
Tagi: #Świat