HELL RIDE
Quentin Tarantino przedstawia pełną spalin i kurzu opowieść
o zemście. Historia o twardzielach z piekła rodem, którzy
w poszukiwaniu panienek, alkoholu i zemsty nie cofną się przed niczym.
Na kalifornijskich bezdrożach stają naprzeciwko siebie dwa bezwzględne gangi motocyklowe: The Victors i The 666ers. Pistolero (Larry Bishop), herszt Victorsów, poprzysiągł zemstę na Deuce (David Carradine) i Billym Wingsie (Vinnie Jones), bezwzględnych liderach The 666ers, za uśmiercenie jednego ze swoich najwierniejszych towarzyszy.
„Hell Ride” nawiązuje do czasów w dziejach kina, w których Sergio Leone kręcił swoje spaghetti westerny, a na ekranie niepodzielnie panowali faceci pełni testosteronu. To także sentymentalny powrót reżysera i scenarzysty Larry’ego Bishopa do filmów o gangach motocyklowych, w których występował w młodości. Nad całością produkcji „Hell Ride” czuwał Quentin Tarantino.
Bishop zagrał w filmie postać herszta bandy The Victors – Pistolero, który planuje zemstę na konkurencyjnym gangu The 666ers, diabolicznym jak ich nazwa. Pistolero razem ze swoimi ludźmi - Gentem (Michael Madsen) oraz tajemniczym Comanchem (Eric Balfour) chce pokazać Deuce i Billy’emu Wingsowi - groźnym szefom The 666ers – że „zemsta jest daniem, które najlepiej smakuje na zimno”. Ale wcześniej, Pistolero, musi stłumić bunt
w swojej bandzie, która nie jest zgodna, co do planowanej akcji.
Bishop przekracza granice gatunku, budując swoją opowieść
o zemście, lojalności, braterstwie i osiąga wspaniały efekt. Duża w tym zasługa doborowej obsady - Dennis Hopper, Vinnie Jones, David Carradin
i Michael Madsen dali z siebie wszystko. A najlepszą wizytówką filmu są słowa Comancha: „Droga do piekła jest wybrukowana wszystkim, tylko nie dobrymi intencjami”.
O PRODUKCJI
Droga do realizacji „Hell Ride” była długa i wyboista. Wszystko zaczęło się, gdy jedna z filmowych gwiazd nieoczekiwanie zetknęła się z Quentinem Tarantino, przyszłym producentem wykonawczym.
„Pięć i pół roku temu, chwilę przed północą, zadzwoniła do mnie Laura Cayouette, która zagrała w filmie „Hell Ride” postać Dani” – mówi Larry Bishop, autor totalny „Hell Ride” – reżyser, scenarzysta, producent i odtwórca jednej z głównych ról. „Powiedziała, że obok niej stoi sam Quentin Tarantino, z którym właśnie gawędzi o ulubionych filmach i który wyznał jej, że uwielbia motocyklowe filmy, w których zagrałem całe wieki temu”.
„Myślałem, że Cayouette żartuje, ale przekazała telefon Quentinowi i przekonałem się, że nie robi sobie ze mnie jaj. Tak narodziła się przyjaźń oraz przyszła współpraca zawodowa” – wspomina Bishop. Efektem tej przyjaźni była między innymi pamiętna rolę pracodawcy Michaela Madsena w kultowym „Kill Bill 2”, którą Tarantino napisał dla niego.
Po ich pierwszej, telefonicznej rozmowie Tarantino zorganizował pokaz „The Savage Seven”, jednego z najwybitniejszych motocyklowych filmów Bishopa. To był wstęp do współpracy. Chwilę później Tarnino zaproponował reżyserowi napisanie scenariusza nowego motocyklowego filmu, który przyćmiłby jego wcześniejsze dokonania. Takiej propozycji nie można było nie przyjąć, tym bardziej, że Bishop miał w głowie masę pomysłów. Tytuł filmu, angaż Michaela Madsena, a nawet imiona filmowych postaci były przez nich dyskutowane już w czasie pierwszego spotkania, na długo przed tym, zanim Bishop napisał choćby słowo nowego scenariusza. Bishop powiedział - „Podczas tego pamiętnego spotkania Quentin nadał mi imię, stwierdził po prostu – powinieneś nazywać się Pistolero. Dlatego jestem filmowym Pistolero”.
Pomysł na film skusił Tarantino, bo był sentymentalnym nawiązaniem do fali filmów motocyklowych, które przed laty przynosiły wiele radości miłośnikom kina kategorii B. Te niskobudżetowe, błyskawicznie produkowane filmy pomogły się wypromować wielu aktorom, włączając w to: Larry’ego Bishopa, Bruce’a Derna („Cycle Savages”), Dennisa Hoppera („The Glory Stompers”, „Easy Rider”) i nawet Tyne’a Dale, który grał razem z Bishopem w „Angels Unchained”.
„Byłem związany kontraktem z AIP (American International Picture)” - mówi Bishop, opowiadając o początkach swojej imponującej kariery. „Zrobiłem około dwunastu filmów dla AIP. Połowa z nich to były filmy motocyklowe. Zwykle ludzie przestają ze mną gadać, gdy dowiadują się, że robiłem te filmy. Moi rodzice też tak reagowali na moją twórczość motocyklową. Zbywali ten fakt milczeniem”.
Role motocyklistów nie przysparzały popularności aktorom w środowisku filmowym. Miały jednak tę zaletę, że przyciągały uwagę motocyklistów i pokazywano je m.in. w kinach samochodowych, podczas tras promocyjnych towarzyszących targom motocyklowym: „Przywykłem do podróżowania z tymi filmami. AIP kręciła taki film w cztery tygodnie,
a następnie podróżowaliśmy z całą ekipą około pół roku, jeżdżąc z miejsca na miejsce. To było bardzo ekscytujące! Zwłaszcza, że miałem wtedy osiemnaście, dziewiętnaście lat i czułem, że żyję. To było to!”
Co jeszcze zapoczątkowało proces pisania scenariusza? Dalsze spotkania i zachęta ze strony zainteresowanych tematem osób. Z pomocą producentów Michaela Steinberga i Shana Stei, Bishop rozwijał swój pomysł
i pisał scenariusz przez kilka lat, na długo przed tym jak zagrał u Tarantino w „Kill Bill”. „Znam Larry’ego około dwunastu lat” - mówi Steinberg. „Utrzymywaliśmy ze sobą kontakt przez te wszystkie lata. Wpadłem na niego kiedyś, w czasie jednego z przyjęć wydawanych przez Quentina. Wspomniał, że jest zainteresowany nakręceniem filmu motocyklowego i przymierza się do napisania scenariusza. Stwierdziłem, że
z wielką chęcią wszedłbym w takie przedsięwzięcie. Pomyślałem, że idea wskrzeszenia tego gatunku jest naprawdę świetna”. Steinberg przekonał później Steina, by razem z nim wyprodukował „Hell Ride”.
Bishop początkowo rozwinął swój pomysł, pisząc książkę. Dopiero później przekształcił ją w scenariusz filmowy. „Zdecydowałem się napisać czterystustronicową książkę. Sprawiło mi to wielką frajdę! Później musiałem dostosować jej treść to do filmowych realiów. To oczywiście wymaga innego opisu świata i akcji”.
„Historia miała bardzo fajny klimat” - wspomina Steinberg pierwszą wersję „Hell Ride”. „Przeczytałem książkę i stwierdziłem, że to świetny materiał na scenariusz. Wspólnie pracowaliśmy nad rozwinięciem scenariusza na podstawie książki”.
„Pierwszy skrypt, który mieliśmy był wielką epicką opowieścią ze scenami bitwy z udziałem 600 gości na motorach. Potem sprawdziliśmy budżet i okazało się, że stać nas na sześciu kolesi” - żartował Stein „Larry dopieszczał każde słowo i każdy opis, prawie jak poeta. W projektowaniu fabuły był niemalże architektem. W jego pracy nad scenariuszem było widać, że na pierwszym miejscu stawia aktora.”
Wśród osób, które wywarły wpływ na scenariusz był oczywiście także Quentin Tarantino. Bishop mówi: „Uwielbiam trylogię Sergio Leone. „Once Upon a Time in the West” miało na mnie wielki wpływ. Właściwie, kiedy zaczynałem pisać „Hell Ride”, chciałem stworzyć konglomerat filmu motocyklowego i spaghetti westernu. Może zabrzmi to dziwnie, ale Quentin traktował mnie jak Johna Wayna filmów motocyklowych”.
Bishop w filmie położył nacisk na erotyzm. Zresztą bardzo śmiały! Wpłynęły na tę decyzję restrykcyjne ograniczenia, jakich musiał przestrzegać w latach 60., robiąc swoje filmy. Dziś można więcej, a seks mieści się w gatunku, więc czemu go nie pokazać? „Chciałem zdecydowanie, by w filmie było dużo seksu. Kiedy robiłem swoje filmy w tatach 1967 – 72, można było jedynie umieszczać w nich aluzje do tych spraw. Teraz już tak nie jest. Wydawało mi się, że seks jest jedną z tych rzeczy, które muszą się znaleźć w filmie, by był dobry. Chciałem nadać mojemu obrazowi charakter podobny do „Ostatniego tanga w Paryżu”.
„Tak, w filmie jest dużo seksu. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem scenariusz, zapytałem Larrego: Jak do diabła chcesz go pokazać?” – powiedział gwiazdor „Hell Ride” David Carradine.
Pierwszym aktorem zaangażowanym do filmu był Michael Madsen. Rola Genta została napisana specjalnie dla niego. „Gent jest postacią, która robi wiele dobrego tuż przed tym, jak zrobi coś wyjątkowo paskudnego. Właśnie stąd wziął się jego przydomek Gent, czyli dżentelmen. To przewrotny typ. Właśnie wtedy, gdy wydaje się, że jest twoim najlepszym kumplem, chce ci wpakować kulę prosto między oczy” – tak Madsen opisuje charakter granej przez siebie postaci. Naturę dżentelmena podkreśla jego strój – czarny smoking. „Pomyślałem, że będzie zabawnie, jeśli będę nosił smoking. Nie widziałem nikogo, kto jeździłby na motocyklu w smokingu. Taki element szalonego humoru w filmie” - dodaje.
„Hell Ride” to powrót Dennisa Hoppera do gatunku, w którym rozpoczynał swoją niezwykła karierę. Hopper, który gra Eddiego „Scratch” Zero, pojawił się w „The Glory Stompers”, był współscenarzystą, reżyserem i aktorem „Easy Rider”. „Był w tych filmach doskonały. Przypomniałem Dennisowi, że poznaliśmy się w 1967 lub 68 roku w Barney’s Beanery. Byliśmy tam tej samej nocy. Miałem może osiemnaście, dziewiętnaście lat i próbowałem zaimponować kilku dziewczynom, więc gadałem głośno i dużo przeklinałem. Poczułem rękę Barneya na ramieniu i usłyszałem: Synu, nie pozwalamy tu na używanie takiego języka. Twarz Dennisa Hoppera zobaczyłem wtedy, gdy Barney wyprowadzał mnie na zewnątrz” - wspomina Bishop.
„To było zabawne, kiedy odebraliśmy telefon od Hoppera z informacją, że chce zagrać w tym filmie. To świetny facet i nieprawdopodobny wręcz gawędziarz” wspomina Stein.
Wszyscy aktorzy zaangażowani do „Hell Ride” stanęli na wysokości zadania
i stworzyli kreatywny zespół. „Bardzo dokładnie dobraliśmy obsadę. Mieliśmy ograniczony budżet i nie mogliśmy pozwolić sobie na wpadki. Wiele zawdzięczamy Quentinowi, jego doświadczeniu i gatunkowi, który wskrzesiliśmy naszym filmem.”
Początkowo w filmie miał wystąpić Tarantino. Miał wcielić się w rolę Comancha. Jednak Quentin nie był przekonany do tego pomysłu, a na casting przyszedł Eric Balfour. „Od razu wiedziałem, że to facet, którego potrzebuję do tej roli” – mówi Bishop.
Balfour pojawiał się wcześniej w serialach: „24 godziny” i „Sześć stóp pod ziemią”. Był wymarzonym aktorem do szalonego świata stworzonego przez Bishopa. „Hell Ride” to ten rodzaj filmu, który dzieje się we współczesności, ale ma własną rzeczywistość, własną czasoprzestrzeń. Żadna z zasad panujących w naszym społeczeństwie, prawie czy administracji do niego nie pasuje. „Hell Ride” to historia zemsty i pojednania. No i, co jest najważniejsze, jest to film o motocyklistach, a oni bywają naprawdę szaleni.
Vinnie Jones, były piłkarz grający w lidze angielskiej, wcielił się w postać Billego Wingsa „On jest komiczny. Po pierwsze zachwycił mnie jego entuzjazm i energia. Są fantastyczne. Po drugie: pozwolił nam się podpalić dwa razy i chciał sam wykonywać sceny kaskaderskie. Do tego jeszcze cały czas wszystkich rozśmieszał” – mówił Stein.
David Caradine opowiada o swojej postaci: „Jako jedyny w filmie noszę garnitur, ponieważ zostałem biznesmenem. Gram w wiele gier i znam część sekretu, który chcą znać wszyscy. Nie, nie jestem dobry. W tym filmie nie ma dobrych chłopców, każdy jest tak samo zły jak inni. Niektórzy są po prostu bardziej sympatyczni niż inni. To charakterystyczne dla filmów Tarantino: są tylko źli chłopcy, ale każdy z nich ma swój honor” – komentuje aktor. „Pracowałem z Larrym przy „Kill Bill” i naprawdę go polubiłem” - tak mówi Carradine o reżyserze. „Tę małą rolę w „Hell Ride” stworzył specjalnie dla mnie. Postać jest czaderska. Równie ciekawe jest to, że przez dwie trzecie filmu wszyscy prawie przez cały czas tylko o mnie gadają i nigdy mnie nie widzą. Pojawiam się dopiero w końcówce. To nieco podobne do „Kill Bill” – dodaje Carradine.
„Przygotowując obsadę pomyśleliśmy, że nie ma wiele aktorek, które dałyby radę zagrać postać Nady” - opowiada Steinberg . „Ona jest bardzo agresywna w swojej seksualności, ale nie popada w kicz. Leonor Varela to dojrzała kobieta o dużym talencie. Przewyższyła nasze oczekiwania”.
Dalsze role zostały obdzielone równie przemyślanie. Rolę Goody Two-Shoes zagrał Michael Beach: „Jestem dobrym gościem. Niezawodnym. Jestem kolesiem na którym możesz polegać”. Julia Jones gra Cherokee Chism. Tak opisuje swoją rolę: „Jest jedną z wielu kochanek Pistolero. Znaczna część akcji toczy się dwadzieścia kilka lat po jej śmierci. Jest bardzo skomplikowana. To nie była duża rola, ale jest ważnym elementem filmu”. Jones znalazła się w obsadzie po rekomendacji Erica Balfoura. „Eric zadzwonił kiedyś popołudniu i spytał – Gdzie jesteś? Co robisz? Pracujesz nad czymś? Jesteś w LA? Możesz przyjść na casting jutro? Dał mi do telefonu producenta i trzy, czy cztery dni później dostałam tę rolę” – wspomina Jones.
W końcu do obsadzenia pozostała jedna rola kobieca, specjalnie napisana dla aktorki Laury Cayouette. To ona poznała Tarantino z Bishopem. „Znam Laurę dziesięć, może dwanaście lat. Napisałem rolę Dani dla niej” – mówi reżyser „Hell Ride”.
Produkcja „Hell Ride” rozpoczęła się w maju 2007 roku. Opierając się na swoich doświadczeniach z AIP, Bishop kręcił „Hell Ride” na gorącej kalifornijskiej pustyni zaledwie dwadzieścia dni. Tarantino czuł, że budżet tego filmu powinien odzwierciedlać warunki finansowe z czasów, kiedy kręcono pierwsze motocyklowe filmy. Wierzył, że ograniczenia budżetowe nadadzą filmowi autentyczności. „To była idea Quentina. Jeśli weźmiemy pod uwagę inflację, to prawdopodobnie faktycznie dysponowaliśmy budżetem podobnym do tego, jakie mieli twórcy pierwszych filmów motocyklowych. Chodziło mu o autentyczność produkcji” - mówi Steinberg.
Stein wspomina: „Mogliśmy zrealizować scenariusz Larrego
z podwojonym budżetem. Jednak Quentin, jako gorący fan produkcji niskobudżetowych, wymagał od nas, byśmy zrealizowali go możliwie najtaniej. Codziennie kręciliśmy niewyobrażalną ilość materiału”.
Nie obyło się bez przeciwności piętrzonych przez naturę. Produkcja była kilkakrotnie przerywana, zwłaszcza w czasie pierwszego tygodnia zdjęć, przez szalejące w Kalifornii burze piaskowe. Producenci jednak z żelazną konsekwencją trzymali się wyznaczonego czasu i budżetu, nie pozwalając na żadne opóźnienia czy przekroczenia. „Wiatr niosący piasek wiał z prędkością sześćdziesięciu mil na godzinę. Było chyba 105 stopni. Nic nas nie chroniło, jednak nikt nie narzekał. Jeśli masz tylko dwadzieścia dni na zdjęcia, musisz po pierwszym tygodniu mieć co najmniej ćwierć gotowego materiału. To doświadczenie nas zintegrowało” - mówi o trudnościach Steinberg. Stein dodaje –„Mieliśmy jednego człowieka z ekipy, który powiedział, że pracował raz w gorszych warunkach, w lutym, w kopalni w Illinois”.
Justin Kell, który prowadzi sklep motocyklowy „Vintage Glory”, został przez Steinberga zaangażowany jako doradca techniczny już na samym początku powstawania filmu. Dostarczył motocykle i nauczył Erica Balfoura jazdy na nich.
Balfour jako jedyny z obsady filmu nie jeździł nigdy motocyklem. Dodatkowo miał najtrudniejsze zadanie – miał jeździć na pochodzącym z lat 40. motorze Indian. Ponieważ nie przeszedł wcześniej kursu kaskaderskiej jazdy na motorze, Balfour uczył się jazdy w Griffith Park i na ulicach Los Angeles. „Motocykl to skomplikowany mechanizm. Na szczęście dla mnie, nie musiałem poznawać go lepiej. Byłem kompletnie zielony. Nauczyłem się jazdy, a z czasem nawet czułem się całkiem dobrze na motorze” – wspomina. Zaangażowanie Balfoura zaimponowało Madsenowi: „Indian to durny motocykl, ponieważ wszystko ma po złej stronie. Gaz jest po lewej, ma nożne sprzęgło. Naprawdę trudno jest jeździć na tym cholernym czymś. I wiecie co? On się nauczył i jeździł nim, a nie jest to wcale łatwe. Jestem z niego dumny
i bardzo się cieszę, że zagrał w tym filmie”.
Madsen zauważył, że doświadczenie związane z graniem motocyklisty zagłuszyło jego niepokoje: „Bycie aktorem to bardzo neurotyczny sposób na życie. Siadanie za stołem i dialogowanie zgodnie ze scenariuszem nie jest zabawne. Ale jeśli możesz wsiąść na Harleya i objechać dokoła ciężarówkę
z kamerą, wtedy praca daje radość”.
Pobudzenie
-
Wybierz bohatera najbardziej absurdalnego wydarzenia mi...
-
Ogromny smutek spłynął na całe społeczeństwo... Żal i n...
MakakArt / Makakofonia
-
W czwartkowym (09.02) programie MakakArt spotkamy się...
-
W piątkowym (10.02) programie Makakofonia Baby Have Fu...
Wieczorne rozmowy
-
CZY SKUPIAM SIĘ NA PROBLEMACH DNIA DZISIEJSZEGO???
-
CZY PRZESTAŁEM BEZMYŚLNIE NAŚLADOWAĆ INNYCH ???