Marek na dopingu
Obawiam się, że trzeba wierzyć szefowi Polskiej Komisji Antydopingowej, profesorowi Jerzemu Smorawińskiemu oraz rektorowi katowickiej AWF, Zbigniewowi Waśkiewiczowi, którzy twierdzą, że nie ma mowy o pomyłce i próbka B wykaże, że Kornelia Marek biegała w Vancouver na dopingu. I to bardzo ciężkim, bo na EPO. Obaj panowie przekonują, że badania są w tej chwili na tak wysokim poziomie, że praktycznie nie mowy o błędzie. Pisząc te słowa nie znałem jeszcze wyników, ale gdyby wszystko skończyło się dobrze, byłby to cud, mimo zapewnień biegaczki o jej niewinności. Tym bardziej przykre, że Marek była w polskiej ekipie jednym z największych pozytywnych zaskoczeń tych igrzysk. Teraz będzie miała sporo czasu na przemyślenia, z EPO można dostać najsurowszą karę. Ktoś powie, że Justyna Kowalczyk też parę lat temu była zawieszona za doping. Tak, ale w jej organizmie znaleziono tylko zakazany w dniu startu lek stosowany na bóle ścięgna achillesa, dexamethason. O tym, że było to lekkie przewinienie najlepiej świadczy fakt, że stosunkowo niską, dwuletnią dyskwalifikację i tak Justynie zkrócono. Marek raczej nie może na to liczyć.
Cała sprawa jest tym bardziej przykra, że przypadki dopingu na zimowych igrzyskach zdarzają się stosunkowo rzadko. Od 1968 i Grenoble wpadło tylko trzynastu sportowców, Polka jest czternasta, choć nie pierwsza pod biało-czerwonym sztandarem. Barszczyk z uszkami, którym miała poczęstować na przyjęciu kanadyjska (nomen omen) Polonia hokeistę Jarosława Morawieckiego przeszedł już niemal do legendy. Jakoś ta Kanada nie jest dla nas szczęśliwa.
Cała afera najmocniej uderza w koleżanki Kornelii, Sylwię Jaśkowiec i Paulinę Maciuszek. Dyskwalifikacja Marek oznacza, że Polki stracą szóste miejsce igrzysk w sztafecie. A to oznacza, że stracą również stypendia. Nadzieja w ministrze sportu, Adamie Gierszu. Szef PKOl Piotr Nurowski już zapowiedział, że będzie namawiał go by obie zawodniczki objąć normalnym cyklem przygotowań olimpijskich, bo nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej. Też jestem tego zdania, ale może, tak dla świętego spokoju, po prostu we własnym zakresie przebadać naszych olimpijczyków? Sportowcy są przyzwyczajeni do drastycznych systemów kontroli i czapka z głowy spaść im nie powinna. A my będziemy spokojni, że zrobiono wszystko by podobne sytuacje się nie powtórzyły. Maciej Gaweł, Antyradio.
Dodaj do: